sobota, 24 maja 2014

Rozdział V

            - Miałeś mnie obudzić. – Jęknęłam zaspana, przeciągając się na fotelu pasażera.
            - No właśnie to zrobiłem.  – Uśmiechnął się czule i pocałował mnie w policzek. – Wysiadaj.
            - Brutal. – Odparłam niezadowolona i wysiadłam z auta.
Samochód stał na podjeździe niewielkiego domku. Dookoła było sporo zieleni, a okolica ogólnie była bardzo przyjazna. Rzadko tu bywałam, wiec od mojej ostatniej wizyty sporo się zmieniło. Byłam gotowa zamieszkać wszędzie, byle z Martinem.
Żużlowiec wręczył mi klucze i powiedział, że mam iść do domu. Wzruszyłam ramionami i poszłam zostawiając Martina samego, który z lekkim trudem radził sobie z moją walizką. Przekręciłam klucz w zamku brązowych drzwi po czym weszłam do środka. Wystrój ani trochę się nie zmienił. Lampa w przedpokoju stała na swoim miejscu, dywan w salonie leżał tam gdzie zawsze, a obraz w kuchni wisiał tam gdzie powinien. Wszystko było w normie. Nawet bałagan tam panujący. Zostawiłam drzwi otwarte, a sama powędrowałam do salonu, po to by następnie rzucić się na sofę i położyć. Wpatrywałam się w sufit, nie zdejmując z siebie nawet kurtki. Nasłuchiwałam hałasów dochodzących zza drzwi. Kiedy usłyszałam zamykające się drzwi, podniosłam lekko głowę i zobaczyłam jak Martin z wielkim i jak zawsze uroczym uśmiechem idzie w moją stronę.
       - Co jest przystojniaku? – Zapytałam rozbawiona.
       - Nic. – Odpowiedział i usiadł na brzegu niewielkiego stoliczka na kawę. – Idziesz jeszcze spać?
       - Nie, raczej nie.
       - No to co robimy? – Zapytał seksownym tonem, który wywołał pod moimi ubraniami ogromne dreszcze.
       - A na co masz ochotę? – Starałam się odpowiedzieć w ten sam sposób, jednak z moich usta zabrzmiało to bardziej żałośnie niż fajnie.
       - Nie chcesz wiedzieć. – Chłopak zaczął się śmiać i zbliżył się do mnie. – Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że tu znowu jesteś. – Przeciągnął dłonią po moim policzku. – Mam nadzieję, że Kacper tego nie zniszczy.
       - Też mam taką nadzieję. – Czułam, że w moim głosie jest więcej niepokoju, niż radości z zaistniałej sytuacji. – Ja nie wiem czy to jest dobry pomysł. Nie chcę, żeby Ci się stała krzywda. Widzisz co się z nim dzieje.
            - Przestań tak mówić. On mi nic nie zrobi. Jemu zależy na reputacji, więc do takich rzeczy się nie posunie. Poza tym, co on mi niby może zrobić? – Zaśmiał się Słowak i chwycił za moją dłoń. – Nic się nie stanie, obiecuję. – Martin spojrzał mi przekonywująco w oczy, a już po tym poczułam jego usta na swoich.
Powracały powoli wspomnienia z przeszłości. Te wszystkie wspaniałe chwile, które przeżywałam z Vaculikiem, te kłótnie, te noce, dnie spędzone na pogaduchach, uśmiechach i pocałunkach. Te wspólne wypady na mecze ligowe lub zawody z cyklu Grand Prix. Wtedy jeszcze Kacper tak bardzo mi nie zatruwał życia swoją obecnością.
            - Kocham Cię. – Szepnął gdy odkleił swoje usta od moich.
            - Ja Ciebie też.
Martin popatrzył mi w oczy, pocałował we włosy i pomógł mi podnieść się z wygodnej kanapy. Słowak wziął mnie w ramiona, mocno przytulił, a po tym zabrał moją kurtkę i powędrował do kuchni. Nie chciałam marnować czasu, więc poszłam po swoją walizkę i ciągnęłam ją za sobą do sypialni, gdzie miałam rozpakować swoje rzeczy.
W pomieszczeniu wiele się zmieniło. Ciemne ściany pojaśniały, łóżko zmieniło miejsce z ściany po prawej, na miejsce pod oknem. Szafa jak zawsze stała przy drzwiach, dwie półeczki stały przy łóżku, a na nich lampki i jakieś zdjęcia. Zamknęłam za sobą drzwi i od razu zabrałam się za wyciąganie rzeczy. Otworzyłam szafę, zawartość walizki wysypałam na środek pokoju i zaczęłam układanie. Martin chyba czuł, że jednak zdecyduję się na powrót do niego, bo jedna z części szafy była zupełnie pusta. Z otwartego mebla wydobywał się przyjemny zapach świeżego prania i perfum Martina. Kiedy moje ubrania już się tam znalazły, zaniosłam swoją kosmetyczkę do łazienki, a po zakończeniu rozpakowywania rzeczy, usiadłam na wygodnym materacu. Popatrzyłam na półeczkę, gdzie leżała ładowarka do telefonu, klucze, chusteczki i zobaczyłam na niej zdjęcia, jedno w ramce, a inne luzem. Wzięłam to oprawione i mnie zamurowało. Pamiętałam kiedy zostało wykonane, to był dzień w którym zrobiłam swój pierwszy tatuaż. Martin zabrał mnie po tym na długi spacer, a towarzyszyła nam Daria ze swoim chłopakiem Maćkiem. Siedziałam Słowakowi na kolanach, a ten objął mnie w pasie i całował po szyi. Na innych zdjęciach też byłam ja i Martin. W większości to były nasze samojebki robione polaroidem. Na nich były też daty, wykonania zdjęć. Zrobiło mi się tak dziwnie w środku. Mimo, że Martin czasami potrafił wyrządzić mi krzywdę, to i tak żywił do mnie to samo uczucie. Nie mogłam w to uwierzyć. Skarciłam się w duchu za to, że za pierwszym razem gdy chciał bym wróciła, po prostu mu odmówiłam. Myślałam, że odbudowanie tego kontaktu będzie ciężką pracą, a tu wystarczyły tylko 2 może 3 dni, żeby wszystko wróciło do normy.
Położyłam się na pościeli, a w dłoni trzymałam moim zdaniem najładniejsze nasze zdjęcie. Wpatrywałam się w sufit do czasu, gdy nie zadzwonił dzwonek do drzwi. Zerwałam się na równe nogi, bo mogłam się spodziewać wszystkiego. Na palcach poszłam w stronę korytarza i przysłuchiwałam się czyj głos tam usłyszę.
       - Tak?
       - Martin, jest u Ciebie Laura? – To był ewidentnie głos mojego taty. Byłam w szoku, że od tak tutaj przyjechał. Nie mogłam pozwolić mu czekać, więc poszłam tam jak najszybciej.
Po cichu szłam korytarzem. Tata gdy mnie ostrzegł uśmiechnął się. Podniosłam wzrok i spojrzałam na niego.
            - Boże tato, co się stało?! – Krzyknęłam, gdy zobaczyłam obitą twarz mojego ojca. – Martin wpuść go.
            - Miałem spotkanie z jakimiś chuliganami, ale nic mi się nie stało, spokojnie. – Tata stał ubrany w czarny płaszcz i przyglądał się Martinowi.
            - Odpierdoliło mu już konkretnie. – Uderzyłam dłońmi w uda, bo wiedziałam, że to nie był przypadek.
            - To na pewno nie była sprawka Kacpra, nie przesadzaj. – Machnął na to ręką. – Możemy pogadać?
            - Był Pan z tym u lekarza? – Zapytał Martin i zaprosił dłonią tatę do salonu.
            - Nie, nie ma potrzeby. – Zajął miejsce na fotelu.
            - Tato, proszę Cię idź. A jeśli coś Ci się stało?
            - Nie panikuj. – Uśmiechnął się uspokajająco.
            - Napije się Pan kawy? – Zapytał Martin idąc do kuchni.
            - Tak, poproszę.
            - Co się stało, że przyjechałeś?
            - Chciałem Cię prosić, żebyś wróciła do domu.
            - Nie tato, na to nie licz. – Odmówiłam bez chwili namysłu.
            - Proszę Cię. Z roboty zaraz wylecę.
            - Czyli przyjechałeś tu prosić mnie o to, żebym wróciła, bo z roboty wylecisz? No to dziękuję Ci bardzo. – Zrobiło mi się przykro, że tą ważną sprawą były tylko i wyłącznie jego interesy.
            - Ale jak wrócisz wszystko będzie tak jak dawniej. – Popatrzył na Martina, który wrócił z ciepłymi napojami.
            - No właśnie, będzie tak jak dawniej, a ja tak nie chcę.
            - Nie chcesz, żebyśmy znowu razem mieszkali? Nie chcesz, budzić się rano i mieć gotowego śniadania na stole? Nie chcesz, żeby Kacper…
            - Nawet nie kończ. – Burknęłam z obrzydzeniem. – Nie chcę wrócić. Jestem z Martinem, tu mi jest dobrze i przynajmniej mam pewność, że jestem bezpieczna.
            - Czyli to, że życie mi się rozsypie jest dla Ciebie niczym, tak?
           - Ty się jakoś nie przejmowałeś i jak widzę nie przejmujesz tym, że świadomie zniszczyłeś mi życie i psychikę, więc nie wyjeżdżaj mi tu z jakimiś moralnymi obowiązkami, dobrze? – Oburzyły mnie słowa taty.
            - Kiedy byłaś w domu, wszystko było dobrze i po prostu chcę żeby to wróciło. Jesteś moją córeczką.
            - Nie rozśmieszaj mnie. Teraz nagle jestem córeczką, a kilka sekund temu byłam Ci do czego innego potrzebna. Weź się czasami zastanów co mówisz, będę Ci bardzo wdzięczna.
            - Laura, jak Ty się do mnie odzywasz?
            - Wydaje mi się, że musisz już iść. – Syknęłam.
            - Wyrzucasz mnie, tak?
            - Tak, wyrzucam. – Powiedziałam z anielskim spokojem w głosie.
            - Dobrze, niech Ci będzie. Już idę, ale wiesz, że może być nie ciekawie?
            - Jakoś się nie obawiam. – Powiedziałam i wstałam z miejsca.
            - Miłego dnia córeczko. – Syknął tata, założył płaszcz i bardzo wściekły opuścił mieszkanie.
Stałam przed zamkniętymi drzwiami z ramionami skrzyżowanymi na piersi. Było mi przykro, że dla mojego taty liczyła się kariera, niż moje szczęście.
            - Wszystko w porządku? – Usłyszałam cichy szept Martina i jego dłonie na przedramionach.
            - Nie, nie jest dobrze. Z resztą sam słyszałeś. – Odpowiedziałam nie odwracając się.
            - Słyszałem. – Przytaknął i delikatnie odwrócił mnie w swoją stronę. – Nie bądź smutna. Nie lubię jak jesteś smutna. Uśmiechnij się. – Przyłożył palce do kącików moich ust po czym uniósł je co sprawiło, że naprawdę się uśmiechnęłam
            - Przestań. – Uśmiechnęłam się do żużlowca, a ten długo nie myśląc, zbliżył się do mnie, objął i stał tak blisko mnie, że czułam jego spokojny oddech na twarzy. Położyłam dłonie na klatce piersiowej Martina, a ten pocałował mnie najpierw w czoło, nos i zakończył na ustach.
- Kocham Cię.
            - Ja Ciebie też. – Odpowiedziałam. – Czasami wielbię Cię za to, że jesteś upartym osłem.
            - Wcale nie jestem uparty. – Zaprzeczył wyszczerzając się.
            - Jesteś. – Brnęłam w swoje. – Gdyby nie Twoja upartość to nie wydaje mi się, żebym znowu to z Tobą stała.
            - Przesadzasz.
            - Nie panie Vaculik, nie przesadzam.
            - Laura Vaculik. Świetnie by to brzmiało. – Powiedział ni z tego, ni z owego, co spowodowało, że popatrzyłam na niego wielkimi oczami.
            - Martin, Ty chyba nie planujesz niczego głupiego. Prawda? – Zapytałam odrobinę niepewnie.
            - Nie, oczywiście że nie. – Odparł. – Na razie. – Dodał pod nosem.
            - Martin! Co z Tobą? – Pytałam rozbawiona.
            - No nic piękna. Zupełnie nic. – Nadal udawał głupiego po czym na załagodzenie sytuacji po prostu czule mnie pocałował. – Co robimy?
            - Szczerze…
            - Nie kłam mi prosto w oczy. – Wtrącił Słowak. – Nie lubię jak używasz słowa „szczerze”.
            - Szczerze, to Twój problem.
Martin popatrzył na mnie wzrokiem zabójcy, po czym złapał za brzuch i przerzucił mnie przez swoje ramię niczym lalkę.
            - Puść mnie!
            - Szczerze to nie mam  ochoty.
Wiedziałam, że teraz nie mam już możliwości ucieczki.
Martin położył mnie na miękkim materacu. Dłonie rozstawił przy mnie i wpatrywał się we mnie niczym w obrazek. Był taki przystojny. Delikatne usta otaczał kilkudniowy zarost, zielone oczy błyszczały jak przy naszym pierwszym spotkaniu, zapach jego ciała przypominał mi te wszystkie chwile. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Byłam pewna swoich uczuć do Martina, ale gdyby przeze mnie coś mu się stało, nigdy w życiu bym sobie tego nie wybaczyła.
       - Jesteś taka piękna.
       - A Ty chyba głupi.
       - Głupi?
       - Dobrze wiesz, co się będzie działo, jak Kacper się dowie.
       - Laura proszę przestań o tym dupku myśleć. Dlaczego tak bardzo się go boisz? Przecież on Cię już nie skrzywdzi, obiecuję Ci to. – W Martina głosie mogłam już bez żadnego problemu wyczuć upływającą z niego cierpliwość.
- Ale Martin jak ja mam się nie bać? Proszę, powiedz mi jak? Przecież jeździcie w jednej drużynie, macie ze sobą kontakt, Martin. - Jęknęłam, wyobrażając sobie co mogłoby się stać.
- Laura, spójrz mi w oczy. Proszę, popatrz mi w oczy. - Zrobiłam to, o co poprosił Słowak. Źrenice miał prawie wielkości tęczówek, a ich kolor stawał się coraz ciemniejszy. - Nie pozwolę, żeby zrobił coś mi albo Tobie. W szczególności Tobie. Zaufaj mi, przy mnie jesteś bezpieczna. - Jego głos stał się taki przekonywujący, że nie zaufać mu, byłoby grzechem.
- Kocham Cię. - Szepnęłam, powstrzymując cisnące się do oczu łzy.
- Ja Ciebie też mała. - Odpowiedział po czym namiętnie mnie pocałował.
Martin wciąż był nade mną i  przeciągał palcem po mojej szyi. Jego palce i dotyk były bardzo delikatne, ostrożne i rozważne, więc proste było, że przechodził mnie co chwilę dreszcz. Nie potrafiłam panować nad swoimi emocjami i uczuciami. Miałam ochotę podsycić ten płomień, który z każdym dotykiem narastał, ale miałam w sobie blokadę po tych przejściach z Kacprem. Bałam się, że może on nie zapanować nad sobą i wyżyje się na mnie tak, jak robił to Ginger.
- Martin, proszę przestań. - Szepnęłam, gdy jego dłoń wędrowała coraz niżej.
- Coś zrobiłem nie tak? - Zapytał, przerywając to co robił.
- Po prostu jeszcze się boję. Jakaś blokada we mnie siedzi. - Jęknęłam rozczarowana.
- Spokojnie, rozumiem to. - Uśmiechnął się uspokajająco, po czym pocałował mnie w czoło i stanął na podłodze. - Nie wiem jak Ty, ale ja zgłodniałem. Chodź coś zjeść.
- Nie jestem głodna. Przez te nerwy w ogóle nie mogę jeść. - Podniosłam się do siadu, zatrzymując wzrok na podbrzuszu żużlowca.
- Laura, któregoś dnia mi się przewrócisz. Mam Cię zanieść i osobiście nakarmić, co? Mam to zrobić? - Zaczął się śmiać.
- Nie, sama sobie dam radę.
- Ale ja Ci pomogę. - Po raz drugi Martin przerzucił mnie przez ramię i skierował kroki w stronę kuchni.
- Postaw mnie, Martin no.
Słowak zignorował moje prośby. Zaczęłam bawić się dołem koszulki chłopaka. Podnosiłam ją, opuszczałam, robiłam supełki po czym swoją uwagę skupiłam na żebrach chłopaka. Wiedziałam, że to jego słaby punkt, więc wbijałam palce między kości Vaculika.
- Chcesz zaraz zobaczyć jak to jest spotkać się z nawierzchnią? - Zatrzymał się na środku korytarza i zapytał nawet na mnie nie spoglądając.
- Nie lepiej nie. - Odparłam jednak nadal dźgałam go po żebrach.
- Ale prosisz się o to.
- Mówisz, że nie pozwolisz mnie skrzywdzić, a sam chcesz to zrobić?
- Nie marudź. - Powiedział, bo chyba brakło mu już argumentów.
Próbowałam ześliznąć mu się z ramienia, jednak żużlowiec podrzucał mnie i poprawiał.
- Jesteś bez serca. - Syknęłam kiedy Martin posadził mnie na blacie kuchennym
- Też Cię bardzo kocham. - Pocałował mnie w policzek po czym otworzył lodówkę. - Na co masz ochotę?
- Na Ciebie. - Szepnęłam i na moje szczęście Martin tego nie usłyszał. - Herbata mi wystarczy.
- Sałatka grecka?
- Ale pomidory i oliwki.
- Tosty?
- Ser.
- Płatki czekoladowe z mlekiem?
- Mleko.
- Laura! - Wściekł się żużlowiec.
- No co? Przecież wiesz, że nie jem wielu rzeczy, bo albo nie mogę albo nie lubię. – Wzruszyłam ramionami.
- Jajecznica?
- Może być.
Martin odetchnął z ulgą, wziął z lodówki odpowiednie składniki i zaczął przygotowywać posiłek.
Ja żeby się nie nudzić, zajęłam się strojeniem stołu. Dwie zastawy, czerwony obrus, jakiś sok znaleziony  w lodówce, warzywa pokrojone w ćwiartki, przyprawy i na samym końcu Martin nałożył na talerz mi i sobie kolację. Jedliśmy w ciszy, przynajmniej przez pierwsze 10 minut. Później Martin zaczął rozgrzebywać tą przykrą i żenującą sytuację z moim ojcem w roli głównej.
       - Ma tupet, żeby tutaj przychodzić.
       - Zacznijmy od tego skąd on wiedział, że tu jestem?
       - Może jak się zorientował że Cię nie ma, to zaczął Cię szukać i pomyślał o mnie?
       - Nie ma pojęcia, ale teraz to już na pewno Kacper się dowie, że tu jestem. Przecież mój ojciec tak samo jak Piotrek Pawlicki nie umie trzymać języka za zębami.
- Nie zaczynaj znowu.
- Nie zaczynam. – Odparłam upijając z wysokiej szklanki kolejny łyk bananowego nektaru. – Boże, to już po 19? Jak ten czas goni.
- Bardzo szybko.
- Kiedy treningi się zaczynają?
- Od przyszłego czwartku. – Popatrzył na mnie dziwnie, kiedy zobaczył wciąż pełny talerz stojący przede mną  i moją dłoń w której trzymałam ogórka. – Zostaw już te warzywa i zjedz coś ciepłego.
- Przestań już, dobrze? Będę jadła to na co mam ochotę.
- I to niby ja jestem uparty. – Pokręcił głową i wstał od stołu, po czym stanął obok mnie. – Nie odejdziesz od stołu dopóki nie zjesz.
- Śmieszny jesteś. – Podniosłam się z miejsca i mimo gróźb Martina odstawiłam talerz na blacie kuchennym i zaczęłam sprzątać ze stołu.
- Zostaw, ja to posprzątam. – Martin zabrał ode mnie talerze, ale jakby humor mu się zmienił na gorsze.
Spojrzałam na Martina, odwróciłam się w stronę wyjścia i nagle mój telefon zaczął wibrować mi w kiszeni.
            - Cześć Nathan, co jest?
            - Hej, masz może jutro czas? Chciałem się spotkać, żeby pogadać.
            - O której?
            - O której Tobie pasuje. Ja się dostosuję.
            - Poczekaj chwilkę. – Zasłoniłam dłonią mikrofon i wróciłam do kuchni. – Martin, może jutro mój kolega tu wpaść?
            - Tak. – Odpowiedział obojętnie i poszedł w stronę łazienki.
            - Wiesz co, napiszę Ci później adres, bo muszę kończyć.
            - No dobrze, czekam.
Rozłączyłam rozmowę i poszłam za Martinem.
Słyszałam szumiącą w za drzwiami wodę, więc wiedziałam, że nie porozmawiam z nim teraz. Wróciłam do przedpokoju, zakluczyłam drzwi i poszłam do sypialni. Siedząc na łóżku czekałam na przyjście Martina. Zastanawiałam się dlaczego jego humor nagle tak się zmienił. Poczułam, że coś jest nie tak, ale chciałam się upewnić czy aby na pewno tak jest. Nie chciało mi się wierzyć, że to było spowodowane moją niechęcią do jedzenia. Przebrałam się w leginsy, dużą koszulkę i leżąc pod kołdrą czekałam na przybycie Słowaka. Przez jakiś czas bawiłam się telefonem, chwilę pisałam z Darią, aż w końcu zjawił się Martin. Wsunął się pod kołdrę i złapał mnie za bok, by następnie odwrócić w swoją stronę. Miał ciepłe ciało, więc położenie chłodnych dłoni, było najlepszą sprawą. Przeszedł go dreszcz, a jego mina mówiła więcej niż tysiąc słów.
       - Martin, dlaczego tak nagle posmutniałeś tam w kuchni?
       - Wydawało Ci się. – Zbywał mnie żużlowiec, układając ciało w wygodnej dla siebie pozycji.
       - Nie kłam.
       - Dobranoc. – Pocałował mnie w usta.
       - Nie, przestań. – Odsunęłam twarz od żużlowca. – Coś Cię dręczy.
       - Nic mi nie jest, daj spokój.
       - Nie Martin, nie dam Ci spokoju.
       - No to idę na kanapę.  – Martin odsunął się ode mnie i już chciał wyjść, jednak pociągnęłam go za dłoń.
       - Zostań tu.
Żużlowiec jednak ostatecznie mi się wyrwał i faktycznie poszedł w stronę sypialni. Nie chciałam się z nim kłócić, ale w takiej sytuacji nie miałam wyjścia.
            - Martin, stój! – Krzyknęłam na pół mieszkania. – Skoro nic Ci nie jest to po cholerę uciekasz?
            - Po to, żebyś mnie nie męczyła głupimi pytaniami.
            - Sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma głupich pytań. – Stwierdziłam, na co Martin zareagował niezbyt przyjemnie.
            - Przestań już. Zaczyna mnie wkurzać to Twoje gadanie.
            - Halo, nie wiem czy jeszcze pamiętasz, ale jestem Twoją dziewczyną i chciałabym się dowiedzieć co Ci jest, bo jesteś jakiś przygnębiony, a nie wiem dlaczego.
            - Po zobaczeniu tego, co się stało z Twoim tatą, boję się, że nie zapewnię Ci odpowiedniego bezpieczeństwa. – Odwrócił się w moją stronę i popatrzył na mnie smutnym wzrokiem.
             - Martin. – Szepnęłam pod nosem i rzuciłam mu się w ramiona. – Sam mi powtarzasz, że będzie dobrze i tak na pewno będzie.
Martin mocno mnie do siebie przytulił i pocałował.
Nie wróciliśmy do sypialni. Siedzieliśmy w salonie i przez prawie całą noc oglądaliśmy filmy. Od komedii romantycznych, których z całego serca nienawidziłam, aż po horrory po których nawet zaszeleszczenie papierka sprawiało, że wpadałam w panikę. Nie odeszło się też bez rozmów o przyszłości i niestety Kacprze. Martin postanowił, że weźmie sprawy w swoje ręce, a to oznaczało jedno. Kłopoty.

*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Bum szaka laka! :D Po chwilach smutnego i monotonnego strach Laury przyszedł czas na coś przyjemniejszego, czyli Martina jako romantycznego i wkurzającego za razem chłopaka. Mam nadzieję, że Wam się spodobało i zostawicie tu trochę komentarzy, bo to one sprawiają mi najwięcej radości J
Chciałam Was też zachęcić do czytania innych blogów:
1). Against all odds/

Enjoy i do następnego

czwartek, 8 maja 2014

Rozdział IV

            - Laura to ja, Przemek.
Kamień spadł mi z serca, kiedy faktycznie usłyszałam głos zawodnika z Leszna. Rozłączyłam rozmowę, nawet nie żegnając się z Martinem i od razu poszłam otworzyć drzwi.
Gdy chłopak wszedł do pokoju, od razu zamknęłam drzwi i usiadłam obok niego. Ten przyglądał mi się w trochę dziwny sposób. Jakby chciał mi coś powiedzieć, ale się bał. Musiałam przejąć inicjatywę.
       -  Po co przyszedłeś?
       - Słuchaj, Zengi mi odrobinę streścił to co się dzieje i dlatego przyszedłem, żeby sprawdzić czy wszystko jest okej.
       - Nie, nie jest okej. Cholernie się boję, a w dodatku Grzesiek powiedział Ci o co chodzi.
       - Nie wiem tak dosłownie wszystkiego. Powiedział mi tylko, że boisz się Gingera i on ma się nie dowiedzieć, że tu jesteś, nic więcej.  – Uspokajał mnie żużlowiec i popatrzył głęboko w oczy. Ich błękit był taki powalający, że  nie potrafiłam odwrócić wzroku na coś innego znajdującego się w pokoju.
       - Dzięki, że się zainteresowałeś. – Posłałam nikły uśmiech w stronę Pawlickiego.
       - Nie musisz dziękować. – Chłopak odwzajemnił ten gest i objął mnie ramieniem.
       - On tu jeszcze jest?
       - Tak i czuję, że prędko stąd nie wyjdzie. Spokojnie, mogę tu z Tobą zostać.
       - Nie, bo może się zorientować, że coś jest nie tak. Mimo, że to kretyn to bardzo dobrze potrafi kojarzyć fakty.
       - Ja im powiedziałem, że idę do domu, a przyszedłem do Ciebie, więc możesz być spokojna.
       - Ale jesteś świadom tego, że Ci nie ufam?
       - Masz do tego pełne prawo, ale zrobię wszystko, żebyś mi zaufała. – Głos chłopaka z każdą chwilą stawał się coraz bardziej przekonywujący.
       - Zobaczymy. – Szepnęłam pod nosem. – W ogóle to dlaczego Grzesiek Ci powiedział o tym?
       - Chyba nie chciał Cię narazić na jakieś niepotrzebne spiny z Kacprem, bo mógłbym coś palnąć głupiego.
       - Możliwe. – Przyznałam mu rację. – Dziękuje, że się mną zainteresowałeś.
       - Nie ma sprawy, to przecież nic wielkiego. – Przemek uśmiechnął się i pocałował mnie we włosy.
Zrobiło mi się jakoś dziwnie. Takich gestów wolałam unikać, zwłaszcza, że nie znałam Przemka zbyt dobrze.
            - A jaką mam pewność, że Piotrek mu nie powie?
            - O kurwa. – W tym momencie Przemek jęknął tak, jakby totalnie się załamał.  – On nie wie, że ma siedzieć cicho.
            - Supcio. – Uśmiechnęłam się do chłopaka.
            - Napiszę do Pitera, żeby się nie wygadał.
            - Daj spokój, co ma być, to będzie. – Powiedziałam i wstałam z łóżka.
            - Co teraz?
            - No nic. – Starałam się swój swego rodzaju sposób przenieść na zmartwionego Pawlickiego.
            - Dałem dupy, bo mogłem mu powiedzieć, że…
            - Przemek, hej, uspokój się. Podejrzewam, że Piter wie co się dzieje, bo przecież miał się przez telefon nie wygadać, to teraz chyba też będzie siedział cicho, co?
            - Możliwe, ale Piotruś jest jaki jest.
            -  Nie ufasz mu?
            - Co to za głupie pytanie? Oczywiście, że tak. Przecież to mój brat i razem jeździmy.
            - No w sumie. – Westchnęłam. – Przepraszam.
            - Spoko. – Uśmiechnął się i też wstał z łóżka, po czym podszedł do mnie. – A może dałabyś się namówić na kawę jutro? – Zapytał trochę jakby speszony.
            - Jasne, czemu nie. – Zgodziłam się jak gdyby nigdy nic, zaprzeczając sobie samej co do tego, że mu nie ufam.
            - Fajnie. – Ucieszył się żużlowiec.
Zobaczyć uśmiech na jego zmartwionej twarzy to było coś wspaniałego. Widać było, że Przemek bardziej martwił się tym wszystkim ode mnie.
Kiedy nasza rozmowa zaczęła się kleić, ponownie ktoś zapukał do drzwi. Zaczęłam się bać mimo, że byłam z Przemkiem. Nie wiedziałam co mam zrobić. Czy płakać w kącie skulona i owinięta od stup do głów kołdrą, czy może otworzyć drzwi i stanąć twarzą w twarz z prawdopodobnie Gingerem.
       - Ja otworzę. – Zerwał się Pawlicki.
       - Nie, sama to zrobię. – Powiedziałam i ruszyłam do drzwi.
Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam klamkę. Ziścił się mój najgorszy sen. W otwartych drzwiach stał Gomólski. Przyglądał mi się z miną zbitego psa i szczerze mówiąc bardziej mnie to przeraziło, niż wzbudziło we mnie jakieś współczucie.
       - Laura, co Ty tutaj robisz? – Uśmiechnął się do mnie szeroko, jednak w jego oczach widziałam tego samego szaleńca. Popatrzyłam na Grześka, który wściekły i jednocześnie zrezygnowany rzucił szybkie, ale bardzo wymowne spojrzenie na młodszego Pawlickiego.
       - Nocuję tutaj.
       - Laura będzie mnie uczyła francuskiego i zaproponowałem jej nocleg. – Grzesiek na szybko wymyślił jakąś historyjkę.
       - Zengi, Ty i francuski? – Zaśmiał się Kacper.
       - Lepiej późno niż wcale. – Wtrącił Przemek.
       - Czemu siedzisz tutaj? Chodź do nas.
       - Nie, idę spać. Jutro ciężki dzień przede mną. – Odmówiłam. – Kacper w sumie dobrze, że tu jesteś. Możemy pogadać?  - Popatrzyłam na Pawlickich i Zengotę tak, by dać im do zrozumienia, by zostawili nas sam na sam.
       - Dla Ciebie zawsze znajdę chwilę. – Ucieszył się chłopak i wszedł.
       - Proszę bądź przy drzwiach. - Szepnęłam do Przemka, gdy przechodził obok mnie, po czym spojrzał mi w oczy.
Kiwnął głową, a następnie zamknął za sobą drzwi.
Ginger siedział na łóżku i wpatrywał się we mnie, chociaż nie tym samym wzrokiem co zawsze. Był jakiś inny, nie swój. Nie był tak pewny siebie jak zwykle, co bardzo mnie zaniepokoiło.
       - Kacper, coś się stało? – Zapytałam stając w bezpiecznej odległości od rudego żużlowca.
       - Chciałem porozmawiać i to poważnie.
       - Ja w sumie też.
       - No to zacznij. – Powiedział spokojnie.
       - Chciałam po prostu zapytać co Ci daje wykorzystywanie mnie? Co Ty z tego masz? – Zapytałam zakładając ręce na biodra.
       - I tu Ci powiem, że nic, serio. Trochę rzeczy zrozumiałem, chciałem Cię przeprosić.
       - Dobra, daruj sobie. – Zaczęłam się śmiać jak opętana. – Zawsze przepraszasz, jeden góra dwa dni jest okej, a później co? Robisz to samo. Ginger, ja Ci nie wierzę.
       - Wiem, domyślam się i wcale nie mam Ci tego za to za złe.
       - Kacper, daj mi spokój. Daj mi żyć, proszę Cię. Ja wiele od Ciebie nie chcę.
       - Ja tu przyszedłem Cię od nowa zdobyć, a Ty co? Odmawiasz mi? – Żużlowiec wstał z miejsca i zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość. Złapał mnie za szyję i przycisnął do ściany. – Mi się ślicznotko nie odmawia.
       - Odsuń się ode mnie! – Krzyknęłam i odepchnęłam napastnika, po czym do pokoju jak burza wpadł Pawlicki.
       - Koniec zabawy! Ginger nie masz jakiegoś ciekawszego zajęcia? – Przemek szarpnął go za ramię, a ja od razu uciekłam w stronę Grześka.
       - Weź się nie wpieprzaj w nie swoje sprawy. – Syknął i podszedł do Przemka tak, jakby zaraz miało dojść do rękoczynów. – A Ty pamiętaj, jeśli do mnie nie wrócisz, to Martinkowi może się przez przypadek stać krzywda. – Zwrócił się do mnie.
Grunt się pode mną osunął. Czułam jak robię się blada, w głowie mi się niesamowicie zakręciło i po chwili osunęłam się na ziemię, a jedyne co pamiętam, to Kacper wychodzący z pokoju.
Ocknęłam się leżąc na łóżku, przykryta kołdrą, a tuż obok mnie siedział Zengota. Przyglądał mi się z troską, gładził mnie po czole i wilgotnych włosach. Nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. Strach mi ścisnął gardło, z oczu zaczęły płynąć krokodyle łzy. Jedyne o czym marzyłam to obecność Martina. To co powiedział, ta groźba Gingera. Wiedziałam, że to co powiedział trzeba brać całkiem serio. On był niezrównoważony psychicznie, a ja powoli wraz z nim popadałam w jakąś paranoję.
       - Zadzwoniłem do Martina. – Powiedział Grzesiek.
       - Ale patrz, która jest godzina. Mogłeś jutro to zrobić.
       - Jak mu powiedziałem o wizycie Gingera to sam powiedział, że już do Ciebie jedzie. – Posłał mi uśmiech, którym starał się mnie trochę uspokoić.
       - Grzesiek, ja się coraz bardziej boję. – Rozpłakałam się na maksa. – Naprawdę nie wiem co mam zrobić, to mnie przerasta.
       - Idź na policję, to jedyna rzecz jaką możesz zrobić. – Radzić mi Zengota.
       - Nie mogę, nie zepsuję mu reputacji. Nie jestem aż taką suką.
       - Nie rozumiem Cię. Chcesz się go pozbyć, ale nic w tym kierunku nie robisz.
       - To nie jest dla mnie takie proste jak się wydaje. – Otarłam policzki po czym podniosłam się do siadu. – Muszę się dowiedzieć co z tatą.
       - Martwisz się o wszystkich, ale nie o siebie. – Uśmiechnął się pod nosem zawodnik. – Z jednej strony to jest wspaniałe, ale z drugiej to chyba Twoje przekleństwo, co?
       - Nie wiem. – Odpowiedziałam cicho. – Przytul mnie.
Nie musiałam dwa razy prosić. Grzesiek wziął mnie w ramiona i pozwolił spokojnie płakać. Nie gadał tak jak inni „nie płacz, będzie dobrze”. On tak jakby jedyny mnie rozumiał. Jemu jedynemu jakoś zaufałam, mimo, że praktycznie go nie znałam. Byłam wdzięczna Martinowi, że mnie tu przywiózł.
            - Gdzie Przemek i Piotrek? – Zapytałam, nie odklejając się od żużlowca.
            - Poszli już. – Odparł. – Ale Przemo się wkurwił na Pitera.
            - On się wygadał?
            - Tak, ale całkowicie nieświadomie. Dopiero po chwili widać po nim było, że załapał co powiedział.
            - Trudno. – Stwierdziłam.
            - W pierwszej chwili myślałem, że Przemek go rozszarpie. Dawno nie widziałem go tak rozwścieczonego.
Rozmowę przerwał nam dzwonek telefonu chłopaka. Puściłam go, chwyciłam za ciemną poduszkę i zaczęłam bawić się jej rogami, jednocześnie przyglądając Grześkowi.
            - Martin. – Poinformował mnie kto dzwoni i odebrał. – No co jest? Będziesz za pół godziny? To dobrze. – Zengi popatrzył na mnie z uśmiechem. – Laura już się ocknęła, nie płacze, ale jest roztrzęsiona. Dobra, to my czekamy. – Rozłączył się i położył telefon na półkę. – Za pół godziny będzie.
            - To zanim przyjedzie ja się prześpię trochę. Głowa mnie boli i jest mi nie dobrze.
            -  Zapewne z nerwów. – Pogłaskał mnie po głowie. – Jak przyjedzie to Cię obudzę.
            - Dobrze. – Zgodziłam się.
            - Do później. – Grzesiek pocałował mnie w policzek, po czym opuścił pokój.                  
Siedziałam w takiej pozycji kilka minut, po czym położyłam głowę na poduszce, przytuliłam mocno kołdrę i sen po chwili przyszedł sam.
Środek nocy. Było bardzo ciepło, leżałam na łóżku, w słuchawkach leciała muzyka Metallici. Nie mogłam zasnąć, kręciłam się z boku na bok. Wpatrywałam się w okno, które było otwarte, by przez całą noc była cyrkulacja powietrza. Przekręciłam się na drugi bok, spojrzałam na drzwi, i zobaczyłam w pokoju wysoką postać, która szła w moją stronę. Nagle nie mogłam się ruszyć, nie mogłam nic powiedzieć, muzyka ucichła. Leżałam w bezruchu. Nie widziałam twarzy osobnika, jednak byłam pewna, kim jest ta osoba. Nie miałam możliwości obrony, a on to wykorzystywał. Usiadł na brzegu łóżka, położył dłoń na moim udzie i przesuwał ją w górę. Złapał za brzeg mojej koszulki po czym dość brutalnie ją ze mnie zerwał. Chciałam się obronić, ale jedyne co mogłam zrobić to przyglądać się jak moje ciało zostaje zbezczeszczone. Nie wiedziałam jak mam się bronić. Usiadł na moim podbrzuszu, a potem zaczął całować mnie po szyi, biuście i schodził coraz niżej. Nagle na policzku poczułam delikatny dotyk. Taki czuły, jak nie tej samej osoby.
Otworzyłam przerażona oczy, w pomieszczeniu było nadal ciemno, ale wiedziałam, że jestem bezpieczna i że jest wszystko w porządku. Nie pytałam, po prostu rzuciłam mu się w ramiona. To był Martin. Ten uścisk, ten zapach to były jedyne czynniki które mnie potrafiły tak uspokoić.
       - Jestem przy Tobie. Wszystko będzie dobrze. – Szepnął mi do ucha.
       - Proszę zostań, ja się boję.
       - To wróćmy do Tarnowa i zamieszkasz u mnie.
       - On powiedział, że... – Zadławiłam się łzami. – Jeśli do niego nie wrócę to może Ci się stać krzywda. Ja muszę do niego wrócić.
       - Nawet o tym nie myśl. Nie wrócisz do niego. Nie pozwolę Ci na to.
       - Ale on Ci zrobi krzywdę. On jest chory, nie widzisz tego?
Martin wziął moją zapłakaną twarz w swoje dłonie. Spoglądał ufnie w oczy. Tak jakby chciał szeptać przez cały czas najczulsze słowa jakie zna.
            - Leż spokojnie, ja idę do Grześka powiedzieć mu, że Cię zabieram do siebie. Jak wrócę, to zaczniemy Cię pakować.
            - Ja nawet nie zdążyłam się rozpakować.
            - Tym lepiej. – Żużlowiec uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło, jednak mi o dziwo mi jakoś było mało.
Złapałam chłopaka za ramię i nie wiedzieć dlaczego, sama go pocałowałam. Znów czułam się taka spokojna, na chwilę moje problemy odeszły na dalszy plan.
Martin tak pewnie trzymał mnie w swych ramionach, jego serce tak mocno biło. Wspaniale było znów czuć go przy sobie. Z nim czułam się naprawdę bezpieczna. Rozmowa z Grześkiem o tym, czy mogłabym do niego wrócić, dużo mi dała do myślenia. Byłam w stu procentach pewna, że chcę do niego wrócić.
       - Laura, dlaczego…
       - Martin spróbujmy jeszcze raz. – Powiedziałam patrząc na żużlowca.
       - Chcesz, żebyśmy znowu byli razem?
       - Tak. Widzę, jak bardzo Ci zależy na moim bezpieczeństwie, jesteś zawsze kiedy cię potrzebuję, a uwierz mi, że teraz bardzo Cię potrzebuję. – Nie spuściłam wzroku z żużlowca ani na chwilę.
       - Kocham Cię, cały czas się kocham. – Chłopak wziął mnie w ramiona i po raz kolejny nasze usta się połączyły.
       - Też Cię kocham.
Popatrzyłam na chłopaka i pozwoliłam mu wyjść.
Siedziałam jeszcze chwilę na łóżku po czym przeszczęśliwa zadzwoniłam do Darii. Nie byłam zaskoczona, że nie odebrała bo było parę minut po 2 w nocy, dlatego postanowiłam zacząć się ogarniać. Przebrałam się w jakiś luźny dres, związałam włosy i pościeliłam łóżko. Byłam wdzięczna Grześkowi za to, że mi tak nieznacznie pomógł, ale chyba powrót do Tarnowa, a przede wszystkim do Martina był dobrym pomysłem. Przynajmniej wiedziałam, że chłopcy, których poznałam w Lesznie nie będą mieli jakichś większych problemów.
Długo nie musiałam czekać. Martin wrócił wraz z Grześkiem. Słowak uśmiechnięty od ucha do ucha, Grzesiek niezbyt pocieszony. Wiedziałam, że jest mu przykro, bo o dziwo bardzo się dogadywaliśmy, ale moje bezpieczeństwo było dla mnie ważniejsze.
       - Dziękuję Ci za wszystko. – Powiedziałam gdy staliśmy już przy samochodzie Martina.
       - Nie masz za co. Mam nadzieję, że jeszcze się odezwiesz.
            - Masz to jak w banku. – Przytuliłam go na pożegnanie. – Kurde, przekaż Przemkowi, że po prostu sytuacja mnie zmusiła do wyjazdu, okej?
            - A co, umówiłaś się z nim?
            - No zaprosił mnie na kawę. Zrób to o co Cię poprosiłam, dobrze?
            - Nie ma sprawy. – Chłopak uśmiechnął się do mnie w specyficzny sposób i po raz kolejny przytulił. – Do zobaczenia.
            - Do zobaczenia na meczu albo sparingu. – Odeszłam od Zengiego i wsiadłam do samochodu.
W bocznym lusterku widziałam jak Martin żegna się z Grześkiem, po czym idzie w stronę samochodu.  Siedział obok mnie, wziął głęboki oddech i położył dłoń na mojej dłoni. Nie odzywał się, po prostu na mnie patrzył i uśmiechał się szeroko.
            - Dziękuję, że się w końcu zgodziłaś. Przy mnie będziesz bezpieczna.
Kiwnęłam głową na znak aprobaty i pocałowałam chłopaka w zarośnięty policzek.
            - Ja się trochę prześpię, bo padam na twarz. – Powiedziałam zapinając pas.
            - Dobry pomysł.
            - Jak już będziesz zmęczony to mnie obudź i się zamienimy.
            - Nie ma sprawy.
            - I tak wiem, że tego nie zrobisz. – Jęknęłam.
            - Obiecuję, że Cię obudzę. – Zapewnił Martin i włączył silnik.
Oparłam głowę o szybę, wpatrywałam się w nią, a raczej to, co jest za nią i powoli oczy mi się zamykały, co oznaczało, że zmęczenie całym dniem dawało się we znaki.

*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  


No i bum! Miałam zawiesić, ale pisanie jest silniejsze ode mnie :D Rozdział szału nie robi, ale może się spodoba :D Tyle ode mnie, cmok! ;*

sobota, 3 maja 2014

Rozdział III

Leżałam na wygodnym materacu, wpatrując się w sufit. Dzień się już dawno zaczął, było parę minut po jedenastej. Z korytarza dochodziły różne głosy. Niektóre były niesamowicie głośnie, inne przyciszone, ale nie miałam prawa narzekać. Nie byłam u siebie. Przeciągnęłam się parę razy i pod poduszka poczułam wibracje telefonu. Chwyciłam za komórkę i spojrzałam kto to. Momentalnie obleciał mnie niesamowity strach, ponownie byłam przerażona. Wiedziałam, że tak szybko nie uwolnię się od Gingera i przeszłości. Nie odebrałam. Nie byłam w stanie.
Odłożyłam telefon z powrotem pod poduszkę i wstałam, by móc się ubrać i wybłagać kubek kawy. Miałam nadzieję, że moje tatuaże nie zniechęcą Grześka do mojej osoby, dlatego by tego uniknąć zarzuciłam jeszcze bluzę. Włosy przeczesałam palcami, uchyliłam okno, by wpuścić trochę świeżego powietrza i poszłam w stronę kuchni.
Stanęłam przy przejściu łączącym kuchnię z przedpokojem. Słyszałam, że Zengi nie jest sam. Rozpoznałam tam też głos wczorajszego gościa, Przemka i był z nimi ktoś jeszcze. Przetarłam zaspane oczy i weszłam tam, przerywając rozmowę.
       - Cześć śpiochu. – Powitał mnie Zengota. – Właśnie miałem iść sprawdzić, czy jeszcze żyjesz, bo długo spałaś.
       - Długo? Zawsze tyle śpię. – Odpowiedziałam z uśmiechem. – Mogę liczyć na kawę?
       - Jasne. – Posłał mi kolejny uśmiech i ustawił ekspres do kawy.
       - Laura, to jest mój brat, Piotrek. – Powiedział Przemek i wskazał dłonią na chłopaka siedzącego odwróconego do mnie plecami.
Zrobiło mi się słabo. Jakby nagle ktoś mi zabrał nogi i wrzucił do karuzeli. Młodszy z braci Pawlickich był jednym z najlepszych kumpli Kacpra. Teraz już byłam pewna, że Kacper dowie się o moim obecnym adresie.
            - Znam Cię. – Powiedział Piotrek gdy odwrócił się w moją stronę. – Byłaś dziewczyną Gomólskiego.
            - Tak, to prawda. – Starałam się zapanować nad emocjami, ale przychodziło mi to z trudem.
            - Szkoda, że się rozstaliście. Kacper bardzo się cieszył, jak z Tobą był.
            - Jakbyś traktował swoją dziewczynę jak lalkę z seks-shopu to też byś się cieszył. – Burknęłam pod nosem i zajęłam miejsce obok Przemka.
            - Dlaczego jak lalkę? – Zainteresował się Grzesiek, który najwyraźniej usłyszał to co powiedziałam. Podał mi biały kubek, a ja wzięłam go w drżące dłonie.
            - Bo przecież Wam facetom zależy tylko na jednym. Innym trochę bardziej, innym mniej, ale priorytetem w związku jest dla Was seks, nie oszukujmy się. – Zamoczyłam usta w kofeinowym napoju i zza kubka spoglądałam na chłopców.
            - Nie dla każdego, nie przesadzaj. – Oburzył się Grzesiek.
            - Mówię jak jest, serio. – Trzymałam się swojej teorii. – Ale podając konkretny przykład, to dla Kacpra to było najważniejsze.
            - Nie wnikajmy w szczegóły, okej? – Zapytał zniesmaczony Piotrek. – Ja tylko powiedziałem, że mój kumpel był z Tobą szczęśliwy, a Ty zaraz wywód robisz.
            - Ale powiedziałam Ci konkretnie dlaczego był szczęśliwy, więc nie rozumiem Twoich pretensji. – Odstawiłam kubek i poprawiłam dłonią włosy.
            - Masz fajny kolor włosów. – Przemek niespodziewanie zmienił temat.
            - Dziękuję. – Podziękowałam za komplement. – Najpóźniej to do końca tygodnia tutaj zostanę. – Zwróciłam się do Zengoty.
            - Daj spokój, bądź tu ile Ci potrzeba.
            - Ale nie chcę Ci siedzieć na głowie, Bóg wie ile czasu. Dla mnie to nie jest zbyt komfortowa sytuacja. Poza tym, chcę rozpocząć życie na własny rachunek, a nie być wiecznie na czyimś utrzymaniu.
            - A zanim wyjechałaś z Tarnowa to czym się zajmowałaś? – Zapytał młodszy z braci Pawlickich.
            - Udzielałam korepetycji z języka Francuskiego.
            - Fajnie, ale chyba zbyt wiele osób się nie zgłaszało?
            - Oj, żebyś się nie zdziwił.
Piotrek zaskoczony uśmiechnął się do mnie i wyciągnął z kieszeni dzwoniący telefon. Popatrzyłam na Przemka, a ten przysunął się odrobinę do mnie i zbliżył swoja twarz do mojej.
            - Pewnie jego dziewczyna. Kontroluje go na każdym kroku. – Szepnął kapitan Byków i zaśmiał się cicho.
            - Siema Ginger, co jest? – Zapytał Piter.
            - Nie mów mu, że tu jestem. – Poprosiłam wystraszona szeptem, na co chłopak przystał skinieniem głowy.
            - Laura, cała się trzęsiesz. Co się dzieje? – Przemek położył dłoń na moim ramieniu i spojrzał w oczy.
            - Nic. Ja…Muszę się przewietrzyć, albo coś. – Wstałam nerwowo z miejsca i poszłam szybkim krokiem do swojej sypialni.
Siedziałam na nieposłanym łóżku i starałam się choć odrobinę uspokoić, bo faktycznie moje ciało niesamowicie drżało. To uczucie, które mi towarzyszyło, było nie do opisania. Wpadłam w panikę, gdy usłyszałam jak Piotrek wita się z Kacprem. Byłam niezmiernie wdzięczna Piotrkowi, że zgodził się nic o mnie nie mówić. Teraz wiedziałam, że Grzesiek i Pawliccy będą pytać dlaczego tak zareagowałam, ale nie mogłam nic im powiedzieć. Jedynym ratunkiem był dla mnie Martin.
       - Proszę, odbierz. – Szeptałam, gdy usłyszałam kolejny sygnał. – Martin? – W końcu udało mi się z nim połączyć.
       - No tak, a kto inny?
       - Zabierz mnie stąd. On się dowie gdzie jestem, mówię Ci. Piotrek Pawlicki już mnie poznał, jestem pewna, że powie mu o mnie, że Kacper tu przyjedzie.  – Zaczęłam panikować.
       - Uspokój się, przede wszystkim. – Powiedział Martin. – Jesteś z Grześkiem więc możesz być pewna, że przy kimś obcym nic Ci nie zrobi. Poza tym Grzesiek Cię obroni, zaufaj mi.
Nie odpowiedziałam tylko dziecinnie się rozłączyłam. Martin nie wiedział co przechodziłam w środku. Jakie uczucia mną targały.
Związałam włosy i postanowiłam pościelić łóżko. Przecież nie mogłam zostawiać po sobie syfu. Skoro miałam tu mieszkać, musiałam dbać o porządek. Musiałam też podjąć jakąś pracę, by dorzucać się do rachunków i zakupów. Gdy skończyłam poszłam znów o kuchni. Był tam tylko Grzesiek. W sumie to się nawet cieszyłam, bo miałam okazję z nim porozmawiać sam na sam.
       - Masz może chwilkę? – Zapytałam przyciszonym głosem.
       - Jasne. – Odparł ochoczo. – Dlaczego tak zareagowałaś?
       - W sensie na Kacpra?
       - No tak. Coś się stało?
       - Skoro mam z Tobą mieszkać, to nie powinnam mieć przed Tobą tajemnic. – Opuściłam głowę i oparłam się o ciemny kuchenny blat. – Usiądź, bo może Cię trochę to wszystko zaskoczyć. Gdy Zengi zrobił to, o co go poprosiłam, zaczęłam swoją opowieść.
Przywoływanie do siebie tych wszystkich przykrych wspomnień było okropne. Opowiedziałam Grześkowi dosłownie całą historię swojego życia. Od tego, że matka mnie zostawiła, aż po sytuację z dnia poprzedniego. Mina Zengoty mówiła sama za siebie. Chyba nie takiej historii się spodziewał. Byłam w szoku, że nie pomyślał, że to wszystko jest wyssane z palca, chociaż dla pewności wolałam się tego dowiedzieć.
       - No i to by było na tyle. Pewnie mi nie wierzysz, ale skoro chciałeś znać prawdę to ją właśnie poznałeś. – Powiedziałam na koniec.
       - Jezu Chryste. – Jęknął i pokręcił głową. – Laura, mi nawet przez myśl nie przeszło ,że mogłabyś kłamać, bo Twoja reakcja mówiła sama za siebie. Nie spodziewałem się tego co mi powiedziałaś. – Chłopak wstał z miejsca i podszedł do mnie.
       - Ale przynajmniej znasz już prawdę. Tylko o jednio Cię proszę. Nie mów o tym nikomu.
       - Obiecuję. – Odparł i po prostu wziął mnie w ramiona.
Poczułam się, tak lekko. Tak, jakby ktoś zdjął mi kamień, który miałam przywiązany do nogi. Cieszyłam się, że Zengi zrozumiał całą tą opowieść.
Kiedy Grzesiek mnie puścił, spojrzał mi bardzo głęboko w oczy. Wcale nie był aż tak nieśmiały jak to mówił Martin. Czułam, że Grzesiek jeszcze nie raz mnie zaskoczy i to nei raz.
       - Masz ochotę na spacer? – Zaproponował chłopak.
       - Nie, chciałam się z Tobą dogadać w sprawie pieniędzy.
       - Jakich pieniędzy? – Udawał głupiego.
       - Postaram się jak najszybciej znaleźć jakąś pracę i będę się dokładać do rachunków. Póki co, mogę na razie robić za sprzątaczkę i zajmować się zakupami. – Uśmiechnęłam się.
       - Laura daj spokój! Wyświadczam przysługę kumplowi, więc Ty się niczym nie przejmuj.
       - Ale mi jest głupio, spróbuj zrozumieć.
       - Ty masz na głowie ważniejsze sprawy, finansami się nie przejmuj. – Machnął ręką i złapał za mój kucyk. – Ale mi się Twoje włosy podobają.
       - A co sądzisz o tatuażach?
       - Podobają mi się, ale nie w jakiejś ogromnej ilości.
       - No to na ile ocenisz moje? – Zapytałam i zdjęłam ciemną bluzę, ukazując liczne dzieła na moich kończynach.
       - Wow! No muszę przyznać, że jest ich dużo, ale są świetne. – Kiwnął z uznaniem głową i przyglądał się obrazkowi na wewnętrznej stronie mojego przedramienia, który przedstawiał pozę żużlowca na linii startu, ukazana od przodu z dwiema szachownicami. – Ten mi się bardzo podoba.
       - Mi również. To był mój pierwszy tatuaż.
       - Masz gdzieś jeszcze?
       - Tak, na żebrach. – Wstałam i uniosłam koszulkę, by pokazać mu napis.
       - Skądś to znam.
       - Batchelor ma taki sam. Strasznie mi się to spodobało i zgapiłam. – Przyznałam się i zajęłam ponownie swoje miejsce.
       - Planujesz jeszcze jakieś tatuaże?
       - Nie. Tyle ile mam mi wystarczy. Chociaż zastanawiam się nad kolczykami w wardze.
       - Masz śliczne usta, więc nie szpeć ich sobie. – Skomplementował mnie co sprawiło, że uśmiechnęłam się pod nosem. – Chcesz może poznać okolicę? Zobaczyć, gdzie co jest?
       - Dobry pomysł. – Odparłam ochoczo.
       - No to idź po kurtkę i przejdziemy się.
Spacerowałam z Zengotą po spokojnej okolicy. Mimo, że było dosyć chłodno, to wszystko przebiegało w bardzo przyjemnej atmosferze. Grzesiek opowiadał mi jak zaczęła się jego przygoda z żużlem, co lubi robić, dlaczego jest sam i dlaczego tak bez żadnego „ale” mnie przygarnął. Po takim spacerze Zengi u mnie niesamowicie zapunktował. Znaleźliśmy wspólny język, więc nabrałam pewności, że będzie nam się fajnie mieszkało.
       - Fajna z Ciebie dziewczyna.
       - Dziękuję, Ty również jesteś świetny.
       - Może wejdziemy? – Zapytał zatrzymując się przed drzwiami niewielkiej kawiarenki.
       - Nie, wolę spacer.
       - No dobrze. – Zgodził się chłopak. – Laura mam pytanie. Jeśli nie chcesz to nie odpowiadaj.
       - Słucham. – Westchnęłam przed tym, bo czułam, że pytanie do najłatwiejszych należeć nie będzie.
       - Masz jeszcze zamiar wrócić do Tarnowa? Do Martina?
       - Raczej nie. Do Tarnowa nie wrócę z wiadomych przyczyn, a co do Martina to nie mam pojęcia. Od jakiegoś czasu poprawił nam się kontakt, ale czy będzie z tego coś więcej to naprawdę nie wiem. Ciężko jest mi to stwierdzić.
       - Zależy Ci na nim? – Zapytał smutno.
       - Nie zadawaj mi takich pytań, proszę. – Jęknęłam niezbyt zadowolona.
       - Przepraszam. – Powiedział cicho.
Byliśmy już w domu. Zostawiłam kurtkę w swojej sypialni, po czym dołączyłam do Zengoty, który siedział w kuchni przy stole i bawił się telefonem. Bez słowa usiadłam obok niego i oparłam głowę o szczupłe ramię żużlowca. Ten z uśmiechem na ustach objął mnie i pocałował we włosy. Poczułam się dość dziwnie, ale za razem jakoś wyjątkowo.
       - Zrobię wszystko, żeby Ginger Cię nie dotknął. – Zarzekał się żużlowiec.
       - Martin mówił to samo. – Szepnęłam pod nosem.
       - Jemy coś? – Zapytał.
       - Nie, dziękuję. Pójdę pod prysznic.
       - No to jak weźmiesz już prysznic, to przyjdź do kuchni, przygotuję coś do jedzenia.
Popatrzyłam na chłopaka przez ramię i poszłam do swojej sypialni.
Pod kołdrą znalazłam ciuchy w których spałam, zabrałam je i poszłam do łazienki. Była ciemna, niewielka, ale bardzo zagospodarowana. Ciuchy położyłam na parapecie, a kiedy stałam przed lustrem w samej bieliźnie, usłyszałam dzwonek do drzwi. Wiedziałam, że Grzesiek jest w domu, więc czułam się bezpiecznie, nigdzie nie musiałam się ruszać, więc po prostu zaczęłam rozpinać zapięcie białego stanika.
       - O, cześć Wam. Ginger co Ty tu robisz?
Momentalnie ode chciało mi się wszystkiego. Zaczęłam się trząść ze strachu, po czym roztrzęsiona puściłam wodę i weszłam pod gorącą taflę.
W sumie czułam się bezpieczna, bo Ginger nie miał pojęcia, że Grzesiek zna sytuację, więc miałam pewność, że przy nim nic mi nie zrobi. A poza tym, wiedziałam że w końcu będę musiała stanąć z nim twarzą w twarz. Kacper przecież bywałby tu na zawodach, więc musiało dojść do tej sytuacji. 
Po skończonym myciu, wskoczyłam w ciuchy, mokre włosy owinęłam ręcznikiem i na palcach poszłam do swojego pokoju. W salonie zauważyłam jak Kacper rozmawia z Zengim i towarzyszą mu bracia Pawliccy. Grzesiek gdy mnie zobaczył, ostrożnie na mnie spojrzał i pokazał wzrokiem, żebym stąd poszła. Zrobiłam to o co poprosił. Usiadłam na pościeli i od razu, bez chwili zastanowienia, mimo późnej zadzwoniłam do Vaculika.
       - Martin, przepraszam, że tak późno dzwonię.
       - No spokojnie, nic się nie stało. Czemu dzwonisz?
       - Kacper jest w Lesznie, u Grześka tutaj w salonie siedzi. Nie wiem co mam zrobić.
       - Przede wszystkim to nie panikuj, dopóki Cię nie zobaczy, to wszystko będzie w porządku.
       - Ale mimo wszystko boję się, że on zaraz tu wpadnie i nawet Grzesiek mi nie pomoże. – Żaliłam się żużlowcowi.
       - Laura uspokój się. 
Po kolejnej takiej prośbie usłyszałam pukanie do drzwi. Od razu wpadłam w panikę, bo jak inaczej mogłabym zareagować?
            - Wiem, że tam jesteś.

*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  


Tadam! :D Wiem, wiem jestem okrutna, bo przerywam w takim momencie, ale jakieś napięcie musi być :D Mam nadzieję, że pozostawicie pod tym rozdziałem sporo komentarzy, bo to jest ostatni rozdział (na jakiś czas!). Muszę zawiesić bloga na nieokreślony czas, bo teraz muszę zająć się nauką :/ Zaliczenia różnego rodzaju itd. W wolnych chwilach oczywiście będę coś pisać i postaram się jak najszybciej coś sklecić J No więc, do następnego <3