poniedziałek, 14 kwietnia 2014

PROLOG

- Laura, Twój książę dzwoni!
Wstałam z łóżka, owinięta kocem i doczłapałam się do salonu, w którym słychać było dźwięk dzwonka telefonu domowego. Chwyciłam za słuchawkę trzymaną przez tatę i usiadłam na fotelu.
- Tak? - Odezwałam się zachrypniętym głosem, wydobywającym się z chorego gardła.
- Cześć słodka. - Usłyszałam po drugiej stronie głos żużlowca.
- Co się stało, że dzwonisz? - Zapytałam niezbyt zadowolona telefonem od Słowaka.
- A nie mogę zadzwonić bez powodu?
- Zazwyczaj dzwoniłeś jak coś chciałeś. - Syknęłam z pogardą.
- Daj już spokój. Rozmawialiśmy już o tym.
- Nie Martin, Ty mówiłeś.
- Bo nie miałaś ochoty ze mną rozmawiać.
- Dziwisz się?
- W sumie nie. - Przyznał chłopak. - Masz może czas na spotkanie?
- Nie, chora jestem i nie chcę wychodzić z domu.
- To ja do Ciebie wpadnę.
- Nie, nie mam ochoty.
- Będę za 20 minut. - Postanowił chłopak i rozłączył się.
Wściekle odłożyłam telefon na półkę i spojrzałam na tatę wyglądającego zza gazety.
- Czego chciał? Potrzebuje czegoś?
- Chce pogadać. - Powiedziałam i podniosłam się z fotela. - Idę do siebie. Jak przyjdzie to go wpuść.
- Chcesz z nim rozmawiać?
- Inaczej nie da mi spokoju.
- To powiesz Kacprowi. On Martina nie znosi. – Stwierdził.
- Daj spokój, pięć minut mnie nie zbawi. Poza tym nie będę Gingera mieszać w nasze sprawy.
- Jak uważasz. - Powiedział tata i wrócił do przeglądania prasy.
Poszłam do kuchni, nie rozstawając się ani na moment z kocem.
W pomieszczeniu było gorąco jak w piekle. wszystko przez kuchenkę, na której powoli gotował się jakiś sos. Z ciemnej półki wyciągnęłam dwa duże kubki, wrzuciłam do jednego z nich torebkę z zieloną herbatą, do drugiego normalną i wsypałam 1 łyżeczkę cukru. Wciąż pamiętałam ile Martin słodzi, jak mocną herbatę pija, na którym boku zasypia, czego się najbardziej boi i co sprawia, że się uśmiecha.
Zalałam torebki wodą, pomieszałam napoje i zdjęłam koc, by bez problemów dotrzeć do swojej sypialni. Trzymając w drżących dłoniach ceramiczne kubki powędrowałam do swojego pokoju. Nogą zamknęłam drzwi, odstawiłam napoje na zagraconym lekami i chusteczkami stoliku, a po tym poszukałam jakiejś ciepłej bluzy do zarzucenia, bo musiałam wywietrzyć zarazki, by nie daj Boże Vacul się zaraził. Kiedy upadał na torze nic mu się nie działo, ale na choroby był słabo odporny. Na dworze było chłodno, w końcu był początek marca, a mnie jak zwykle dopadła grypa. Cofnęłam się w głąb pokoju i usiadłam na łóżku, by po raz milionowy sięgnąć po spray do nosa, żeby udrożnić drogi oddechowe, bo katar był nie do zniesienia. Położyłam się na rozwalonej pościeli i czekałam na przybycie Martina Vaculika Chłopaka, który w ciągu nie całego roku zmienił moje życie.
Poznaliśmy się jak jeszcze chodziłam z Kacprem Gomólskim. Przychodziłam na mecze, zawsze przesiadywałam z Martinem, bo Kacpra rozpraszała moja obecność. Później spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, nasze stosunki się ścieśniały, to w dużym stopniu doprowadziło do rozpadu mojego związku z Kacprem. Czułam się świetnie w towarzystwie Martina, tak wyjątkowo. Nie gwiazdorzył tak, jak czasami robił to Ginger. Był wiecznie uśmiechniętym chłopakiem, który o mnie dbał. Do czasu, gdy ja nie zaczęłam dorabiać jako korepetytorka języka Francuskiego. Zarzucał mi czasami zdrady, czasami zrywał kontakt na parę dni, a nawet tygodni i dzwonił wtedy, gdy czegoś potrzebował. Brakowało mi go, nawet bardzo często, ale charakter odziedziczony po tacie nie pozwalał mi na odezwanie się jako pierwszej.
- Śpisz? - Usłyszałam głos Słowaka, po czym od razu się podniosłam.
- Nie, nie śpię. - Odpowiedziałam i odgarnęłam włosy do tyłu. - Siadaj.
- Jak się czujesz? - Zapytał z troską w głosie.
- Bywało lepiej.
- Blada jesteś. - Zauważył żużlowiec.
- Bo jestem chora, nie wiem czy mnie słuchałeś, ale chyba nie. - Wzięłam w dłoń kubek i wręczyłam go chłopakowi. - Proszę.
- Dziękuję. - Odparł zdziwiony. - Szczerze to liczyłem na jakieś krzyki, wredne spojrzenia, a tu proszę. Herbatka, jak na razie miła rozmowa. - Martin uśmiechnął się szeroko.
- Krzykami niczego nie rozwiążemy.
- Niby tak. - Stwierdził. - Laura, ja chciałem Cię przeprosić. Za to co robiłem, wiesz o co chodzi?
- Za oskarżanie mnie o zdrady, wieczne fochy i awantury? – Zapytałam pewna siebie. - Martin nazywajmy rzeczy po imieniu. - Odparłam i wzięłam do ust kolejną tego dnia pastylkę na ból gardła.
- Tak, za to. Ciężko jest mi o tym mówić, bo najzwyczajniej w świecie jest mi wstyd. - Słowak faktycznie jakby trochę się zawstydził. - Wiem, że ciężko będzie mi znowu zdobyć zaufanie i szacunek w Twoich oczach, ale mimo wszystko spróbuję.- Tym razem w jego oczach jakby  pojawiła się wola walki.
Ponownie spojrzałam mu w oczy. Widać było w jego oczach i słychać było w głosie skruchę, której wcześniej nie okazywał. Martinowi chyba poprzestawiały się klepki, skoro przyszedł tutaj. Miałam mieszane uczucia, bo poprawiał mi się kontakt z Gingerem, który nie przepada za Martinem od czasu tamtych nieporozumień.
- Ja nie mogę Ci od tak po tym wszystkim zaufać. Minie trochę czasu zanim...
- Ja wiem Laura, dlatego zrobię wszystko żebyś zmieniła zdanie. - Przerwał mi żużlowiec i posłał uśmiech. - Mam nadzieję, że mi się uda.
- Zobaczymy. - Również się uśmiechnęłam i upiłam łyk zielonej herbaty.
Podczas popołudniowej rozmowy z Martinem, ani przez chwilę nie pomyślałam o nim jak o osobie, która sprawiała mi tyle przykrości i radości na raz, tylko o chłopaku, który wykazuje chęć zmiany. Miałam nadzieję, że na lepsze, bo każdy zasługuje na drugą szansę.
Po paru godzinach, Martin spojrzał w stronę okna, za który powoli robiło się ciemno, popatrzył na zegarek. Było dopiero po 17. Rozmowa ze Słowakiem była na tyle przyjemna, że ani na chwilę nie chciałam jej przerywać.
- Ja już muszę iść. Odezwę się jeszcze.
- No dobrze. - Odparłam i wyszłam z pokoju wraz z  żużlowcem.
-Może w końcu Ginger w końcu przestanie tak na mnie patrzeć. - Zażartował chłopak i zatrzymał się w połowie korytarza. – Ale to jest nie ważne. Teraz liczysz się Ty. - Zbliżył się do mnie o parę kroków i oparł swoje czoło o moje.
- Martin przestań. - Odsunęłam się od niego i ruszyłam z powrotem w stronę drzwi wyjściowych.
Zrobiło mi się trochę gorąco, gdy Vaculik wykonał ten ruch. Dawno nie miałam go blisko, tak tylko dla siebie. Tata akurat wyszedł z kuchni i nas zauważył.
- Już wychodzisz?
- Tak. Laura już jest zmęczona, więc nie chcę jej męczyć.
- No dobrze. - Tata popatrzył podejrzliwie na mojego gościa i złożył w rękach ścierkę. - Może zostaniesz na kolację? - Jego twarz od razu przybrała pogodny wyraz, co mnie dość zaskoczyło.
- Nie, dziękuję. Pójdę już. - Martin popatrzył na mojego tatę z uśmiechem, mnie z zaskoczenia cmoknął w blady policzek i opuścił mieszkanie.
Popatrzyliśmy z tatą po sobie i kiedy moje policzki zalały się czerwienią, ojciec zaprosił mnie do kuchni.
W jasnym pomieszczeniu oświetlonym halogenowymi lampami, na ciemnym stole stały talerze, miska z makaronem i niewielki garnek z wcześniej przygotowanym sosem. Usiadłam na swoim miejscu, mimo zatkanego nosa udało mi się wciągnąć zapach potrawy.
- Rozpieszczasz mnie. - Uśmiechnęłam się do taty.
- No jeśli Ty tak uważasz. I co? Pogodziłaś się z Martinem? - Zapytał i włożył do ust widelec z kluskami.
- Nie wiem. - Odpowiedziałam z mieszanymi uczuciami. - Przeprosił mnie za wszystko, chce znowu zdobyć moje zaufanie i tak dalej.
- Mam tylko nadzieję, że nie wpakujesz się dwa razy w to samo.
- Wiesz, jak z nim rozmawiałam to widać było, że chce to naprawić, ale zobaczymy jak to będzie.
- Dokładnie tak. Ale jeśli Cię skrzywdzi...
- To spuścisz mu łomot bejsbolem. - Wyprzedziłam tatę i włożyłam do ust widelec z kluskami.
- Mam nadzieję, że nie będę musiał tego robić.
Popatrzyłam na tatę, po czym wbiłam wzrok w talerz.
Zadawałam sobie pytanie "co teraz?". Przecież odbudowanie takiego kontaktu jak ten sprzed kilku miesięcy to długa droga, ale skoro Martin chce próbować to droga wolna. Po skończonej kolacji pomogłam tacie posprzątać i poszłam do swojego pokoju. Siedziałam na brzegu łóżka i myślałam. Myślałam o tym wszystkim, o tej sytuacji z Martinem, o tych przeprosinach i o tym co powiedział. "Teraz liczysz się tylko Ty".
*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  
Witam Was z nowym opowiadaniem! :D Trochę świeżej "krwi" wraz z nowym sezonem się przyda : ) Rozdziały będą dodawane nieregularnie, o nowościach będę informowała na Twitterze. Jeśli chcecie być informowani/ne o nowościach to zostawcie w komentarzach swoje nick'i : )
Jak emocje po pierwszym GP i meczach? Jest niedosyt czy jesteście zadowoleni z występów swoich ulubieńców? :) Mnie bardzo ucieszyło zwycięstwo Unii Leszno. Szkoda mi było Falubazu i Betardu, ale to dopiero początek sezonu, mam nadzieję, że jeszcze się dużo będzie działo. :) 
To tyle ode mnie :) Jeszcze dzisiaj postaram się dodać pierwszy rozdział :) Liczę na to ,że pozostawicie komentarze, bo nie ma nic bardziej motywującego niż opinia innych :) No to do następnego! ♥

1 komentarz:

  1. MAAAAAAAAAAAARTIN! No w końcu ktoś zabrał się za tego zawodnika! :D No i niekoniecznie pasuje mi tutaj Gomólski, bo osobiście go nie znoszę, ale jakoś przeboleję :D
    Co do GP: genialna postawa KK! :D
    Liga: STALECZKA GORZÓW NANANANA! :D Są dwa punkty i to cieszy :D Cieszę się też z wygranej Leszna, ale mam nadzieję że w niedzielę nie pójdzie im z nami zbyt łatwo :D
    Czekam na kolejny! :D

    OdpowiedzUsuń