czwartek, 8 maja 2014

Rozdział IV

            - Laura to ja, Przemek.
Kamień spadł mi z serca, kiedy faktycznie usłyszałam głos zawodnika z Leszna. Rozłączyłam rozmowę, nawet nie żegnając się z Martinem i od razu poszłam otworzyć drzwi.
Gdy chłopak wszedł do pokoju, od razu zamknęłam drzwi i usiadłam obok niego. Ten przyglądał mi się w trochę dziwny sposób. Jakby chciał mi coś powiedzieć, ale się bał. Musiałam przejąć inicjatywę.
       -  Po co przyszedłeś?
       - Słuchaj, Zengi mi odrobinę streścił to co się dzieje i dlatego przyszedłem, żeby sprawdzić czy wszystko jest okej.
       - Nie, nie jest okej. Cholernie się boję, a w dodatku Grzesiek powiedział Ci o co chodzi.
       - Nie wiem tak dosłownie wszystkiego. Powiedział mi tylko, że boisz się Gingera i on ma się nie dowiedzieć, że tu jesteś, nic więcej.  – Uspokajał mnie żużlowiec i popatrzył głęboko w oczy. Ich błękit był taki powalający, że  nie potrafiłam odwrócić wzroku na coś innego znajdującego się w pokoju.
       - Dzięki, że się zainteresowałeś. – Posłałam nikły uśmiech w stronę Pawlickiego.
       - Nie musisz dziękować. – Chłopak odwzajemnił ten gest i objął mnie ramieniem.
       - On tu jeszcze jest?
       - Tak i czuję, że prędko stąd nie wyjdzie. Spokojnie, mogę tu z Tobą zostać.
       - Nie, bo może się zorientować, że coś jest nie tak. Mimo, że to kretyn to bardzo dobrze potrafi kojarzyć fakty.
       - Ja im powiedziałem, że idę do domu, a przyszedłem do Ciebie, więc możesz być spokojna.
       - Ale jesteś świadom tego, że Ci nie ufam?
       - Masz do tego pełne prawo, ale zrobię wszystko, żebyś mi zaufała. – Głos chłopaka z każdą chwilą stawał się coraz bardziej przekonywujący.
       - Zobaczymy. – Szepnęłam pod nosem. – W ogóle to dlaczego Grzesiek Ci powiedział o tym?
       - Chyba nie chciał Cię narazić na jakieś niepotrzebne spiny z Kacprem, bo mógłbym coś palnąć głupiego.
       - Możliwe. – Przyznałam mu rację. – Dziękuje, że się mną zainteresowałeś.
       - Nie ma sprawy, to przecież nic wielkiego. – Przemek uśmiechnął się i pocałował mnie we włosy.
Zrobiło mi się jakoś dziwnie. Takich gestów wolałam unikać, zwłaszcza, że nie znałam Przemka zbyt dobrze.
            - A jaką mam pewność, że Piotrek mu nie powie?
            - O kurwa. – W tym momencie Przemek jęknął tak, jakby totalnie się załamał.  – On nie wie, że ma siedzieć cicho.
            - Supcio. – Uśmiechnęłam się do chłopaka.
            - Napiszę do Pitera, żeby się nie wygadał.
            - Daj spokój, co ma być, to będzie. – Powiedziałam i wstałam z łóżka.
            - Co teraz?
            - No nic. – Starałam się swój swego rodzaju sposób przenieść na zmartwionego Pawlickiego.
            - Dałem dupy, bo mogłem mu powiedzieć, że…
            - Przemek, hej, uspokój się. Podejrzewam, że Piter wie co się dzieje, bo przecież miał się przez telefon nie wygadać, to teraz chyba też będzie siedział cicho, co?
            - Możliwe, ale Piotruś jest jaki jest.
            -  Nie ufasz mu?
            - Co to za głupie pytanie? Oczywiście, że tak. Przecież to mój brat i razem jeździmy.
            - No w sumie. – Westchnęłam. – Przepraszam.
            - Spoko. – Uśmiechnął się i też wstał z łóżka, po czym podszedł do mnie. – A może dałabyś się namówić na kawę jutro? – Zapytał trochę jakby speszony.
            - Jasne, czemu nie. – Zgodziłam się jak gdyby nigdy nic, zaprzeczając sobie samej co do tego, że mu nie ufam.
            - Fajnie. – Ucieszył się żużlowiec.
Zobaczyć uśmiech na jego zmartwionej twarzy to było coś wspaniałego. Widać było, że Przemek bardziej martwił się tym wszystkim ode mnie.
Kiedy nasza rozmowa zaczęła się kleić, ponownie ktoś zapukał do drzwi. Zaczęłam się bać mimo, że byłam z Przemkiem. Nie wiedziałam co mam zrobić. Czy płakać w kącie skulona i owinięta od stup do głów kołdrą, czy może otworzyć drzwi i stanąć twarzą w twarz z prawdopodobnie Gingerem.
       - Ja otworzę. – Zerwał się Pawlicki.
       - Nie, sama to zrobię. – Powiedziałam i ruszyłam do drzwi.
Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam klamkę. Ziścił się mój najgorszy sen. W otwartych drzwiach stał Gomólski. Przyglądał mi się z miną zbitego psa i szczerze mówiąc bardziej mnie to przeraziło, niż wzbudziło we mnie jakieś współczucie.
       - Laura, co Ty tutaj robisz? – Uśmiechnął się do mnie szeroko, jednak w jego oczach widziałam tego samego szaleńca. Popatrzyłam na Grześka, który wściekły i jednocześnie zrezygnowany rzucił szybkie, ale bardzo wymowne spojrzenie na młodszego Pawlickiego.
       - Nocuję tutaj.
       - Laura będzie mnie uczyła francuskiego i zaproponowałem jej nocleg. – Grzesiek na szybko wymyślił jakąś historyjkę.
       - Zengi, Ty i francuski? – Zaśmiał się Kacper.
       - Lepiej późno niż wcale. – Wtrącił Przemek.
       - Czemu siedzisz tutaj? Chodź do nas.
       - Nie, idę spać. Jutro ciężki dzień przede mną. – Odmówiłam. – Kacper w sumie dobrze, że tu jesteś. Możemy pogadać?  - Popatrzyłam na Pawlickich i Zengotę tak, by dać im do zrozumienia, by zostawili nas sam na sam.
       - Dla Ciebie zawsze znajdę chwilę. – Ucieszył się chłopak i wszedł.
       - Proszę bądź przy drzwiach. - Szepnęłam do Przemka, gdy przechodził obok mnie, po czym spojrzał mi w oczy.
Kiwnął głową, a następnie zamknął za sobą drzwi.
Ginger siedział na łóżku i wpatrywał się we mnie, chociaż nie tym samym wzrokiem co zawsze. Był jakiś inny, nie swój. Nie był tak pewny siebie jak zwykle, co bardzo mnie zaniepokoiło.
       - Kacper, coś się stało? – Zapytałam stając w bezpiecznej odległości od rudego żużlowca.
       - Chciałem porozmawiać i to poważnie.
       - Ja w sumie też.
       - No to zacznij. – Powiedział spokojnie.
       - Chciałam po prostu zapytać co Ci daje wykorzystywanie mnie? Co Ty z tego masz? – Zapytałam zakładając ręce na biodra.
       - I tu Ci powiem, że nic, serio. Trochę rzeczy zrozumiałem, chciałem Cię przeprosić.
       - Dobra, daruj sobie. – Zaczęłam się śmiać jak opętana. – Zawsze przepraszasz, jeden góra dwa dni jest okej, a później co? Robisz to samo. Ginger, ja Ci nie wierzę.
       - Wiem, domyślam się i wcale nie mam Ci tego za to za złe.
       - Kacper, daj mi spokój. Daj mi żyć, proszę Cię. Ja wiele od Ciebie nie chcę.
       - Ja tu przyszedłem Cię od nowa zdobyć, a Ty co? Odmawiasz mi? – Żużlowiec wstał z miejsca i zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość. Złapał mnie za szyję i przycisnął do ściany. – Mi się ślicznotko nie odmawia.
       - Odsuń się ode mnie! – Krzyknęłam i odepchnęłam napastnika, po czym do pokoju jak burza wpadł Pawlicki.
       - Koniec zabawy! Ginger nie masz jakiegoś ciekawszego zajęcia? – Przemek szarpnął go za ramię, a ja od razu uciekłam w stronę Grześka.
       - Weź się nie wpieprzaj w nie swoje sprawy. – Syknął i podszedł do Przemka tak, jakby zaraz miało dojść do rękoczynów. – A Ty pamiętaj, jeśli do mnie nie wrócisz, to Martinkowi może się przez przypadek stać krzywda. – Zwrócił się do mnie.
Grunt się pode mną osunął. Czułam jak robię się blada, w głowie mi się niesamowicie zakręciło i po chwili osunęłam się na ziemię, a jedyne co pamiętam, to Kacper wychodzący z pokoju.
Ocknęłam się leżąc na łóżku, przykryta kołdrą, a tuż obok mnie siedział Zengota. Przyglądał mi się z troską, gładził mnie po czole i wilgotnych włosach. Nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. Strach mi ścisnął gardło, z oczu zaczęły płynąć krokodyle łzy. Jedyne o czym marzyłam to obecność Martina. To co powiedział, ta groźba Gingera. Wiedziałam, że to co powiedział trzeba brać całkiem serio. On był niezrównoważony psychicznie, a ja powoli wraz z nim popadałam w jakąś paranoję.
       - Zadzwoniłem do Martina. – Powiedział Grzesiek.
       - Ale patrz, która jest godzina. Mogłeś jutro to zrobić.
       - Jak mu powiedziałem o wizycie Gingera to sam powiedział, że już do Ciebie jedzie. – Posłał mi uśmiech, którym starał się mnie trochę uspokoić.
       - Grzesiek, ja się coraz bardziej boję. – Rozpłakałam się na maksa. – Naprawdę nie wiem co mam zrobić, to mnie przerasta.
       - Idź na policję, to jedyna rzecz jaką możesz zrobić. – Radzić mi Zengota.
       - Nie mogę, nie zepsuję mu reputacji. Nie jestem aż taką suką.
       - Nie rozumiem Cię. Chcesz się go pozbyć, ale nic w tym kierunku nie robisz.
       - To nie jest dla mnie takie proste jak się wydaje. – Otarłam policzki po czym podniosłam się do siadu. – Muszę się dowiedzieć co z tatą.
       - Martwisz się o wszystkich, ale nie o siebie. – Uśmiechnął się pod nosem zawodnik. – Z jednej strony to jest wspaniałe, ale z drugiej to chyba Twoje przekleństwo, co?
       - Nie wiem. – Odpowiedziałam cicho. – Przytul mnie.
Nie musiałam dwa razy prosić. Grzesiek wziął mnie w ramiona i pozwolił spokojnie płakać. Nie gadał tak jak inni „nie płacz, będzie dobrze”. On tak jakby jedyny mnie rozumiał. Jemu jedynemu jakoś zaufałam, mimo, że praktycznie go nie znałam. Byłam wdzięczna Martinowi, że mnie tu przywiózł.
            - Gdzie Przemek i Piotrek? – Zapytałam, nie odklejając się od żużlowca.
            - Poszli już. – Odparł. – Ale Przemo się wkurwił na Pitera.
            - On się wygadał?
            - Tak, ale całkowicie nieświadomie. Dopiero po chwili widać po nim było, że załapał co powiedział.
            - Trudno. – Stwierdziłam.
            - W pierwszej chwili myślałem, że Przemek go rozszarpie. Dawno nie widziałem go tak rozwścieczonego.
Rozmowę przerwał nam dzwonek telefonu chłopaka. Puściłam go, chwyciłam za ciemną poduszkę i zaczęłam bawić się jej rogami, jednocześnie przyglądając Grześkowi.
            - Martin. – Poinformował mnie kto dzwoni i odebrał. – No co jest? Będziesz za pół godziny? To dobrze. – Zengi popatrzył na mnie z uśmiechem. – Laura już się ocknęła, nie płacze, ale jest roztrzęsiona. Dobra, to my czekamy. – Rozłączył się i położył telefon na półkę. – Za pół godziny będzie.
            - To zanim przyjedzie ja się prześpię trochę. Głowa mnie boli i jest mi nie dobrze.
            -  Zapewne z nerwów. – Pogłaskał mnie po głowie. – Jak przyjedzie to Cię obudzę.
            - Dobrze. – Zgodziłam się.
            - Do później. – Grzesiek pocałował mnie w policzek, po czym opuścił pokój.                  
Siedziałam w takiej pozycji kilka minut, po czym położyłam głowę na poduszce, przytuliłam mocno kołdrę i sen po chwili przyszedł sam.
Środek nocy. Było bardzo ciepło, leżałam na łóżku, w słuchawkach leciała muzyka Metallici. Nie mogłam zasnąć, kręciłam się z boku na bok. Wpatrywałam się w okno, które było otwarte, by przez całą noc była cyrkulacja powietrza. Przekręciłam się na drugi bok, spojrzałam na drzwi, i zobaczyłam w pokoju wysoką postać, która szła w moją stronę. Nagle nie mogłam się ruszyć, nie mogłam nic powiedzieć, muzyka ucichła. Leżałam w bezruchu. Nie widziałam twarzy osobnika, jednak byłam pewna, kim jest ta osoba. Nie miałam możliwości obrony, a on to wykorzystywał. Usiadł na brzegu łóżka, położył dłoń na moim udzie i przesuwał ją w górę. Złapał za brzeg mojej koszulki po czym dość brutalnie ją ze mnie zerwał. Chciałam się obronić, ale jedyne co mogłam zrobić to przyglądać się jak moje ciało zostaje zbezczeszczone. Nie wiedziałam jak mam się bronić. Usiadł na moim podbrzuszu, a potem zaczął całować mnie po szyi, biuście i schodził coraz niżej. Nagle na policzku poczułam delikatny dotyk. Taki czuły, jak nie tej samej osoby.
Otworzyłam przerażona oczy, w pomieszczeniu było nadal ciemno, ale wiedziałam, że jestem bezpieczna i że jest wszystko w porządku. Nie pytałam, po prostu rzuciłam mu się w ramiona. To był Martin. Ten uścisk, ten zapach to były jedyne czynniki które mnie potrafiły tak uspokoić.
       - Jestem przy Tobie. Wszystko będzie dobrze. – Szepnął mi do ucha.
       - Proszę zostań, ja się boję.
       - To wróćmy do Tarnowa i zamieszkasz u mnie.
       - On powiedział, że... – Zadławiłam się łzami. – Jeśli do niego nie wrócę to może Ci się stać krzywda. Ja muszę do niego wrócić.
       - Nawet o tym nie myśl. Nie wrócisz do niego. Nie pozwolę Ci na to.
       - Ale on Ci zrobi krzywdę. On jest chory, nie widzisz tego?
Martin wziął moją zapłakaną twarz w swoje dłonie. Spoglądał ufnie w oczy. Tak jakby chciał szeptać przez cały czas najczulsze słowa jakie zna.
            - Leż spokojnie, ja idę do Grześka powiedzieć mu, że Cię zabieram do siebie. Jak wrócę, to zaczniemy Cię pakować.
            - Ja nawet nie zdążyłam się rozpakować.
            - Tym lepiej. – Żużlowiec uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło, jednak mi o dziwo mi jakoś było mało.
Złapałam chłopaka za ramię i nie wiedzieć dlaczego, sama go pocałowałam. Znów czułam się taka spokojna, na chwilę moje problemy odeszły na dalszy plan.
Martin tak pewnie trzymał mnie w swych ramionach, jego serce tak mocno biło. Wspaniale było znów czuć go przy sobie. Z nim czułam się naprawdę bezpieczna. Rozmowa z Grześkiem o tym, czy mogłabym do niego wrócić, dużo mi dała do myślenia. Byłam w stu procentach pewna, że chcę do niego wrócić.
       - Laura, dlaczego…
       - Martin spróbujmy jeszcze raz. – Powiedziałam patrząc na żużlowca.
       - Chcesz, żebyśmy znowu byli razem?
       - Tak. Widzę, jak bardzo Ci zależy na moim bezpieczeństwie, jesteś zawsze kiedy cię potrzebuję, a uwierz mi, że teraz bardzo Cię potrzebuję. – Nie spuściłam wzroku z żużlowca ani na chwilę.
       - Kocham Cię, cały czas się kocham. – Chłopak wziął mnie w ramiona i po raz kolejny nasze usta się połączyły.
       - Też Cię kocham.
Popatrzyłam na chłopaka i pozwoliłam mu wyjść.
Siedziałam jeszcze chwilę na łóżku po czym przeszczęśliwa zadzwoniłam do Darii. Nie byłam zaskoczona, że nie odebrała bo było parę minut po 2 w nocy, dlatego postanowiłam zacząć się ogarniać. Przebrałam się w jakiś luźny dres, związałam włosy i pościeliłam łóżko. Byłam wdzięczna Grześkowi za to, że mi tak nieznacznie pomógł, ale chyba powrót do Tarnowa, a przede wszystkim do Martina był dobrym pomysłem. Przynajmniej wiedziałam, że chłopcy, których poznałam w Lesznie nie będą mieli jakichś większych problemów.
Długo nie musiałam czekać. Martin wrócił wraz z Grześkiem. Słowak uśmiechnięty od ucha do ucha, Grzesiek niezbyt pocieszony. Wiedziałam, że jest mu przykro, bo o dziwo bardzo się dogadywaliśmy, ale moje bezpieczeństwo było dla mnie ważniejsze.
       - Dziękuję Ci za wszystko. – Powiedziałam gdy staliśmy już przy samochodzie Martina.
       - Nie masz za co. Mam nadzieję, że jeszcze się odezwiesz.
            - Masz to jak w banku. – Przytuliłam go na pożegnanie. – Kurde, przekaż Przemkowi, że po prostu sytuacja mnie zmusiła do wyjazdu, okej?
            - A co, umówiłaś się z nim?
            - No zaprosił mnie na kawę. Zrób to o co Cię poprosiłam, dobrze?
            - Nie ma sprawy. – Chłopak uśmiechnął się do mnie w specyficzny sposób i po raz kolejny przytulił. – Do zobaczenia.
            - Do zobaczenia na meczu albo sparingu. – Odeszłam od Zengiego i wsiadłam do samochodu.
W bocznym lusterku widziałam jak Martin żegna się z Grześkiem, po czym idzie w stronę samochodu.  Siedział obok mnie, wziął głęboki oddech i położył dłoń na mojej dłoni. Nie odzywał się, po prostu na mnie patrzył i uśmiechał się szeroko.
            - Dziękuję, że się w końcu zgodziłaś. Przy mnie będziesz bezpieczna.
Kiwnęłam głową na znak aprobaty i pocałowałam chłopaka w zarośnięty policzek.
            - Ja się trochę prześpię, bo padam na twarz. – Powiedziałam zapinając pas.
            - Dobry pomysł.
            - Jak już będziesz zmęczony to mnie obudź i się zamienimy.
            - Nie ma sprawy.
            - I tak wiem, że tego nie zrobisz. – Jęknęłam.
            - Obiecuję, że Cię obudzę. – Zapewnił Martin i włączył silnik.
Oparłam głowę o szybę, wpatrywałam się w nią, a raczej to, co jest za nią i powoli oczy mi się zamykały, co oznaczało, że zmęczenie całym dniem dawało się we znaki.

*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  


No i bum! Miałam zawiesić, ale pisanie jest silniejsze ode mnie :D Rozdział szału nie robi, ale może się spodoba :D Tyle ode mnie, cmok! ;*

6 komentarzy:

  1. GINGER..wspomniałam,że go zabije? :D Ten chłopak to ma nierówno chyba pod sufitem! No,ale MARTIN...znów ratuje sprawę! I nie wiesz jak bardzo sie cieszę,że nie zawiesiłaś,aaa! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Gingera tylko za... wiadomą część ciała na lampie powiesić! No, ale Martin normalnie jak superbohater z pelerynką normalnie ;D. Super-Martin na ratunek, haha! ^^. Rozdział genialny ♥ Czekam na koleny, cmok! ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Psychol i tyle. Dobrze, że na resztę może liczyć. Mam nadzieję, że to się nie zmieni :)
    Pisz jak najwięcej, my się na pewno nie obrazimy :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeeeeeeemo! Czy ja już mówiłam, że wielbię tego człowieka? Pewnie tak, ale będę to powtarzać za każdym razem jak się pojawi :P No i kto by się nie rozpłynął patrząc w te jego oczka *.*
    Dobra porozpływałam się nad starszym Pawlickim, teraz czas na młodego. No jak można być takim debilem żeby nie trzymać jęzora za zębami?! O.o Chociaż nie! Jakim trzeba być debilem żeby pleść co ślina na język przyniesie? Poważnie co ten Piotrek? Plotkara czy jak? O.o
    Teraz przechodzimy do tego pana, którego w życiu, ale to w życiu nie polubię. Cholerny rudy małpiszon!!!! -.- Weź wyjdź człowieku, bo nikt cię tu nie chce.
    No i Martin. Chłopak wie kiedy się pojawić żeby było dobrze :D Mam nadzieję, że teraz będzie już dobrze w jego związku z Laurą i razem przejdą przez jej problemy :)
    Czekam na kolejny, mam nadzieję, że niedługo i życzę oczywiście maaasę weny :D

    OdpowiedzUsuń
  5. mega mega mega !!! kocham tego bloga z niecierpliwością czekam a kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń