sobota, 24 maja 2014

Rozdział V

            - Miałeś mnie obudzić. – Jęknęłam zaspana, przeciągając się na fotelu pasażera.
            - No właśnie to zrobiłem.  – Uśmiechnął się czule i pocałował mnie w policzek. – Wysiadaj.
            - Brutal. – Odparłam niezadowolona i wysiadłam z auta.
Samochód stał na podjeździe niewielkiego domku. Dookoła było sporo zieleni, a okolica ogólnie była bardzo przyjazna. Rzadko tu bywałam, wiec od mojej ostatniej wizyty sporo się zmieniło. Byłam gotowa zamieszkać wszędzie, byle z Martinem.
Żużlowiec wręczył mi klucze i powiedział, że mam iść do domu. Wzruszyłam ramionami i poszłam zostawiając Martina samego, który z lekkim trudem radził sobie z moją walizką. Przekręciłam klucz w zamku brązowych drzwi po czym weszłam do środka. Wystrój ani trochę się nie zmienił. Lampa w przedpokoju stała na swoim miejscu, dywan w salonie leżał tam gdzie zawsze, a obraz w kuchni wisiał tam gdzie powinien. Wszystko było w normie. Nawet bałagan tam panujący. Zostawiłam drzwi otwarte, a sama powędrowałam do salonu, po to by następnie rzucić się na sofę i położyć. Wpatrywałam się w sufit, nie zdejmując z siebie nawet kurtki. Nasłuchiwałam hałasów dochodzących zza drzwi. Kiedy usłyszałam zamykające się drzwi, podniosłam lekko głowę i zobaczyłam jak Martin z wielkim i jak zawsze uroczym uśmiechem idzie w moją stronę.
       - Co jest przystojniaku? – Zapytałam rozbawiona.
       - Nic. – Odpowiedział i usiadł na brzegu niewielkiego stoliczka na kawę. – Idziesz jeszcze spać?
       - Nie, raczej nie.
       - No to co robimy? – Zapytał seksownym tonem, który wywołał pod moimi ubraniami ogromne dreszcze.
       - A na co masz ochotę? – Starałam się odpowiedzieć w ten sam sposób, jednak z moich usta zabrzmiało to bardziej żałośnie niż fajnie.
       - Nie chcesz wiedzieć. – Chłopak zaczął się śmiać i zbliżył się do mnie. – Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że tu znowu jesteś. – Przeciągnął dłonią po moim policzku. – Mam nadzieję, że Kacper tego nie zniszczy.
       - Też mam taką nadzieję. – Czułam, że w moim głosie jest więcej niepokoju, niż radości z zaistniałej sytuacji. – Ja nie wiem czy to jest dobry pomysł. Nie chcę, żeby Ci się stała krzywda. Widzisz co się z nim dzieje.
            - Przestań tak mówić. On mi nic nie zrobi. Jemu zależy na reputacji, więc do takich rzeczy się nie posunie. Poza tym, co on mi niby może zrobić? – Zaśmiał się Słowak i chwycił za moją dłoń. – Nic się nie stanie, obiecuję. – Martin spojrzał mi przekonywująco w oczy, a już po tym poczułam jego usta na swoich.
Powracały powoli wspomnienia z przeszłości. Te wszystkie wspaniałe chwile, które przeżywałam z Vaculikiem, te kłótnie, te noce, dnie spędzone na pogaduchach, uśmiechach i pocałunkach. Te wspólne wypady na mecze ligowe lub zawody z cyklu Grand Prix. Wtedy jeszcze Kacper tak bardzo mi nie zatruwał życia swoją obecnością.
            - Kocham Cię. – Szepnął gdy odkleił swoje usta od moich.
            - Ja Ciebie też.
Martin popatrzył mi w oczy, pocałował we włosy i pomógł mi podnieść się z wygodnej kanapy. Słowak wziął mnie w ramiona, mocno przytulił, a po tym zabrał moją kurtkę i powędrował do kuchni. Nie chciałam marnować czasu, więc poszłam po swoją walizkę i ciągnęłam ją za sobą do sypialni, gdzie miałam rozpakować swoje rzeczy.
W pomieszczeniu wiele się zmieniło. Ciemne ściany pojaśniały, łóżko zmieniło miejsce z ściany po prawej, na miejsce pod oknem. Szafa jak zawsze stała przy drzwiach, dwie półeczki stały przy łóżku, a na nich lampki i jakieś zdjęcia. Zamknęłam za sobą drzwi i od razu zabrałam się za wyciąganie rzeczy. Otworzyłam szafę, zawartość walizki wysypałam na środek pokoju i zaczęłam układanie. Martin chyba czuł, że jednak zdecyduję się na powrót do niego, bo jedna z części szafy była zupełnie pusta. Z otwartego mebla wydobywał się przyjemny zapach świeżego prania i perfum Martina. Kiedy moje ubrania już się tam znalazły, zaniosłam swoją kosmetyczkę do łazienki, a po zakończeniu rozpakowywania rzeczy, usiadłam na wygodnym materacu. Popatrzyłam na półeczkę, gdzie leżała ładowarka do telefonu, klucze, chusteczki i zobaczyłam na niej zdjęcia, jedno w ramce, a inne luzem. Wzięłam to oprawione i mnie zamurowało. Pamiętałam kiedy zostało wykonane, to był dzień w którym zrobiłam swój pierwszy tatuaż. Martin zabrał mnie po tym na długi spacer, a towarzyszyła nam Daria ze swoim chłopakiem Maćkiem. Siedziałam Słowakowi na kolanach, a ten objął mnie w pasie i całował po szyi. Na innych zdjęciach też byłam ja i Martin. W większości to były nasze samojebki robione polaroidem. Na nich były też daty, wykonania zdjęć. Zrobiło mi się tak dziwnie w środku. Mimo, że Martin czasami potrafił wyrządzić mi krzywdę, to i tak żywił do mnie to samo uczucie. Nie mogłam w to uwierzyć. Skarciłam się w duchu za to, że za pierwszym razem gdy chciał bym wróciła, po prostu mu odmówiłam. Myślałam, że odbudowanie tego kontaktu będzie ciężką pracą, a tu wystarczyły tylko 2 może 3 dni, żeby wszystko wróciło do normy.
Położyłam się na pościeli, a w dłoni trzymałam moim zdaniem najładniejsze nasze zdjęcie. Wpatrywałam się w sufit do czasu, gdy nie zadzwonił dzwonek do drzwi. Zerwałam się na równe nogi, bo mogłam się spodziewać wszystkiego. Na palcach poszłam w stronę korytarza i przysłuchiwałam się czyj głos tam usłyszę.
       - Tak?
       - Martin, jest u Ciebie Laura? – To był ewidentnie głos mojego taty. Byłam w szoku, że od tak tutaj przyjechał. Nie mogłam pozwolić mu czekać, więc poszłam tam jak najszybciej.
Po cichu szłam korytarzem. Tata gdy mnie ostrzegł uśmiechnął się. Podniosłam wzrok i spojrzałam na niego.
            - Boże tato, co się stało?! – Krzyknęłam, gdy zobaczyłam obitą twarz mojego ojca. – Martin wpuść go.
            - Miałem spotkanie z jakimiś chuliganami, ale nic mi się nie stało, spokojnie. – Tata stał ubrany w czarny płaszcz i przyglądał się Martinowi.
            - Odpierdoliło mu już konkretnie. – Uderzyłam dłońmi w uda, bo wiedziałam, że to nie był przypadek.
            - To na pewno nie była sprawka Kacpra, nie przesadzaj. – Machnął na to ręką. – Możemy pogadać?
            - Był Pan z tym u lekarza? – Zapytał Martin i zaprosił dłonią tatę do salonu.
            - Nie, nie ma potrzeby. – Zajął miejsce na fotelu.
            - Tato, proszę Cię idź. A jeśli coś Ci się stało?
            - Nie panikuj. – Uśmiechnął się uspokajająco.
            - Napije się Pan kawy? – Zapytał Martin idąc do kuchni.
            - Tak, poproszę.
            - Co się stało, że przyjechałeś?
            - Chciałem Cię prosić, żebyś wróciła do domu.
            - Nie tato, na to nie licz. – Odmówiłam bez chwili namysłu.
            - Proszę Cię. Z roboty zaraz wylecę.
            - Czyli przyjechałeś tu prosić mnie o to, żebym wróciła, bo z roboty wylecisz? No to dziękuję Ci bardzo. – Zrobiło mi się przykro, że tą ważną sprawą były tylko i wyłącznie jego interesy.
            - Ale jak wrócisz wszystko będzie tak jak dawniej. – Popatrzył na Martina, który wrócił z ciepłymi napojami.
            - No właśnie, będzie tak jak dawniej, a ja tak nie chcę.
            - Nie chcesz, żebyśmy znowu razem mieszkali? Nie chcesz, budzić się rano i mieć gotowego śniadania na stole? Nie chcesz, żeby Kacper…
            - Nawet nie kończ. – Burknęłam z obrzydzeniem. – Nie chcę wrócić. Jestem z Martinem, tu mi jest dobrze i przynajmniej mam pewność, że jestem bezpieczna.
            - Czyli to, że życie mi się rozsypie jest dla Ciebie niczym, tak?
           - Ty się jakoś nie przejmowałeś i jak widzę nie przejmujesz tym, że świadomie zniszczyłeś mi życie i psychikę, więc nie wyjeżdżaj mi tu z jakimiś moralnymi obowiązkami, dobrze? – Oburzyły mnie słowa taty.
            - Kiedy byłaś w domu, wszystko było dobrze i po prostu chcę żeby to wróciło. Jesteś moją córeczką.
            - Nie rozśmieszaj mnie. Teraz nagle jestem córeczką, a kilka sekund temu byłam Ci do czego innego potrzebna. Weź się czasami zastanów co mówisz, będę Ci bardzo wdzięczna.
            - Laura, jak Ty się do mnie odzywasz?
            - Wydaje mi się, że musisz już iść. – Syknęłam.
            - Wyrzucasz mnie, tak?
            - Tak, wyrzucam. – Powiedziałam z anielskim spokojem w głosie.
            - Dobrze, niech Ci będzie. Już idę, ale wiesz, że może być nie ciekawie?
            - Jakoś się nie obawiam. – Powiedziałam i wstałam z miejsca.
            - Miłego dnia córeczko. – Syknął tata, założył płaszcz i bardzo wściekły opuścił mieszkanie.
Stałam przed zamkniętymi drzwiami z ramionami skrzyżowanymi na piersi. Było mi przykro, że dla mojego taty liczyła się kariera, niż moje szczęście.
            - Wszystko w porządku? – Usłyszałam cichy szept Martina i jego dłonie na przedramionach.
            - Nie, nie jest dobrze. Z resztą sam słyszałeś. – Odpowiedziałam nie odwracając się.
            - Słyszałem. – Przytaknął i delikatnie odwrócił mnie w swoją stronę. – Nie bądź smutna. Nie lubię jak jesteś smutna. Uśmiechnij się. – Przyłożył palce do kącików moich ust po czym uniósł je co sprawiło, że naprawdę się uśmiechnęłam
            - Przestań. – Uśmiechnęłam się do żużlowca, a ten długo nie myśląc, zbliżył się do mnie, objął i stał tak blisko mnie, że czułam jego spokojny oddech na twarzy. Położyłam dłonie na klatce piersiowej Martina, a ten pocałował mnie najpierw w czoło, nos i zakończył na ustach.
- Kocham Cię.
            - Ja Ciebie też. – Odpowiedziałam. – Czasami wielbię Cię za to, że jesteś upartym osłem.
            - Wcale nie jestem uparty. – Zaprzeczył wyszczerzając się.
            - Jesteś. – Brnęłam w swoje. – Gdyby nie Twoja upartość to nie wydaje mi się, żebym znowu to z Tobą stała.
            - Przesadzasz.
            - Nie panie Vaculik, nie przesadzam.
            - Laura Vaculik. Świetnie by to brzmiało. – Powiedział ni z tego, ni z owego, co spowodowało, że popatrzyłam na niego wielkimi oczami.
            - Martin, Ty chyba nie planujesz niczego głupiego. Prawda? – Zapytałam odrobinę niepewnie.
            - Nie, oczywiście że nie. – Odparł. – Na razie. – Dodał pod nosem.
            - Martin! Co z Tobą? – Pytałam rozbawiona.
            - No nic piękna. Zupełnie nic. – Nadal udawał głupiego po czym na załagodzenie sytuacji po prostu czule mnie pocałował. – Co robimy?
            - Szczerze…
            - Nie kłam mi prosto w oczy. – Wtrącił Słowak. – Nie lubię jak używasz słowa „szczerze”.
            - Szczerze, to Twój problem.
Martin popatrzył na mnie wzrokiem zabójcy, po czym złapał za brzuch i przerzucił mnie przez swoje ramię niczym lalkę.
            - Puść mnie!
            - Szczerze to nie mam  ochoty.
Wiedziałam, że teraz nie mam już możliwości ucieczki.
Martin położył mnie na miękkim materacu. Dłonie rozstawił przy mnie i wpatrywał się we mnie niczym w obrazek. Był taki przystojny. Delikatne usta otaczał kilkudniowy zarost, zielone oczy błyszczały jak przy naszym pierwszym spotkaniu, zapach jego ciała przypominał mi te wszystkie chwile. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Byłam pewna swoich uczuć do Martina, ale gdyby przeze mnie coś mu się stało, nigdy w życiu bym sobie tego nie wybaczyła.
       - Jesteś taka piękna.
       - A Ty chyba głupi.
       - Głupi?
       - Dobrze wiesz, co się będzie działo, jak Kacper się dowie.
       - Laura proszę przestań o tym dupku myśleć. Dlaczego tak bardzo się go boisz? Przecież on Cię już nie skrzywdzi, obiecuję Ci to. – W Martina głosie mogłam już bez żadnego problemu wyczuć upływającą z niego cierpliwość.
- Ale Martin jak ja mam się nie bać? Proszę, powiedz mi jak? Przecież jeździcie w jednej drużynie, macie ze sobą kontakt, Martin. - Jęknęłam, wyobrażając sobie co mogłoby się stać.
- Laura, spójrz mi w oczy. Proszę, popatrz mi w oczy. - Zrobiłam to, o co poprosił Słowak. Źrenice miał prawie wielkości tęczówek, a ich kolor stawał się coraz ciemniejszy. - Nie pozwolę, żeby zrobił coś mi albo Tobie. W szczególności Tobie. Zaufaj mi, przy mnie jesteś bezpieczna. - Jego głos stał się taki przekonywujący, że nie zaufać mu, byłoby grzechem.
- Kocham Cię. - Szepnęłam, powstrzymując cisnące się do oczu łzy.
- Ja Ciebie też mała. - Odpowiedział po czym namiętnie mnie pocałował.
Martin wciąż był nade mną i  przeciągał palcem po mojej szyi. Jego palce i dotyk były bardzo delikatne, ostrożne i rozważne, więc proste było, że przechodził mnie co chwilę dreszcz. Nie potrafiłam panować nad swoimi emocjami i uczuciami. Miałam ochotę podsycić ten płomień, który z każdym dotykiem narastał, ale miałam w sobie blokadę po tych przejściach z Kacprem. Bałam się, że może on nie zapanować nad sobą i wyżyje się na mnie tak, jak robił to Ginger.
- Martin, proszę przestań. - Szepnęłam, gdy jego dłoń wędrowała coraz niżej.
- Coś zrobiłem nie tak? - Zapytał, przerywając to co robił.
- Po prostu jeszcze się boję. Jakaś blokada we mnie siedzi. - Jęknęłam rozczarowana.
- Spokojnie, rozumiem to. - Uśmiechnął się uspokajająco, po czym pocałował mnie w czoło i stanął na podłodze. - Nie wiem jak Ty, ale ja zgłodniałem. Chodź coś zjeść.
- Nie jestem głodna. Przez te nerwy w ogóle nie mogę jeść. - Podniosłam się do siadu, zatrzymując wzrok na podbrzuszu żużlowca.
- Laura, któregoś dnia mi się przewrócisz. Mam Cię zanieść i osobiście nakarmić, co? Mam to zrobić? - Zaczął się śmiać.
- Nie, sama sobie dam radę.
- Ale ja Ci pomogę. - Po raz drugi Martin przerzucił mnie przez ramię i skierował kroki w stronę kuchni.
- Postaw mnie, Martin no.
Słowak zignorował moje prośby. Zaczęłam bawić się dołem koszulki chłopaka. Podnosiłam ją, opuszczałam, robiłam supełki po czym swoją uwagę skupiłam na żebrach chłopaka. Wiedziałam, że to jego słaby punkt, więc wbijałam palce między kości Vaculika.
- Chcesz zaraz zobaczyć jak to jest spotkać się z nawierzchnią? - Zatrzymał się na środku korytarza i zapytał nawet na mnie nie spoglądając.
- Nie lepiej nie. - Odparłam jednak nadal dźgałam go po żebrach.
- Ale prosisz się o to.
- Mówisz, że nie pozwolisz mnie skrzywdzić, a sam chcesz to zrobić?
- Nie marudź. - Powiedział, bo chyba brakło mu już argumentów.
Próbowałam ześliznąć mu się z ramienia, jednak żużlowiec podrzucał mnie i poprawiał.
- Jesteś bez serca. - Syknęłam kiedy Martin posadził mnie na blacie kuchennym
- Też Cię bardzo kocham. - Pocałował mnie w policzek po czym otworzył lodówkę. - Na co masz ochotę?
- Na Ciebie. - Szepnęłam i na moje szczęście Martin tego nie usłyszał. - Herbata mi wystarczy.
- Sałatka grecka?
- Ale pomidory i oliwki.
- Tosty?
- Ser.
- Płatki czekoladowe z mlekiem?
- Mleko.
- Laura! - Wściekł się żużlowiec.
- No co? Przecież wiesz, że nie jem wielu rzeczy, bo albo nie mogę albo nie lubię. – Wzruszyłam ramionami.
- Jajecznica?
- Może być.
Martin odetchnął z ulgą, wziął z lodówki odpowiednie składniki i zaczął przygotowywać posiłek.
Ja żeby się nie nudzić, zajęłam się strojeniem stołu. Dwie zastawy, czerwony obrus, jakiś sok znaleziony  w lodówce, warzywa pokrojone w ćwiartki, przyprawy i na samym końcu Martin nałożył na talerz mi i sobie kolację. Jedliśmy w ciszy, przynajmniej przez pierwsze 10 minut. Później Martin zaczął rozgrzebywać tą przykrą i żenującą sytuację z moim ojcem w roli głównej.
       - Ma tupet, żeby tutaj przychodzić.
       - Zacznijmy od tego skąd on wiedział, że tu jestem?
       - Może jak się zorientował że Cię nie ma, to zaczął Cię szukać i pomyślał o mnie?
       - Nie ma pojęcia, ale teraz to już na pewno Kacper się dowie, że tu jestem. Przecież mój ojciec tak samo jak Piotrek Pawlicki nie umie trzymać języka za zębami.
- Nie zaczynaj znowu.
- Nie zaczynam. – Odparłam upijając z wysokiej szklanki kolejny łyk bananowego nektaru. – Boże, to już po 19? Jak ten czas goni.
- Bardzo szybko.
- Kiedy treningi się zaczynają?
- Od przyszłego czwartku. – Popatrzył na mnie dziwnie, kiedy zobaczył wciąż pełny talerz stojący przede mną  i moją dłoń w której trzymałam ogórka. – Zostaw już te warzywa i zjedz coś ciepłego.
- Przestań już, dobrze? Będę jadła to na co mam ochotę.
- I to niby ja jestem uparty. – Pokręcił głową i wstał od stołu, po czym stanął obok mnie. – Nie odejdziesz od stołu dopóki nie zjesz.
- Śmieszny jesteś. – Podniosłam się z miejsca i mimo gróźb Martina odstawiłam talerz na blacie kuchennym i zaczęłam sprzątać ze stołu.
- Zostaw, ja to posprzątam. – Martin zabrał ode mnie talerze, ale jakby humor mu się zmienił na gorsze.
Spojrzałam na Martina, odwróciłam się w stronę wyjścia i nagle mój telefon zaczął wibrować mi w kiszeni.
            - Cześć Nathan, co jest?
            - Hej, masz może jutro czas? Chciałem się spotkać, żeby pogadać.
            - O której?
            - O której Tobie pasuje. Ja się dostosuję.
            - Poczekaj chwilkę. – Zasłoniłam dłonią mikrofon i wróciłam do kuchni. – Martin, może jutro mój kolega tu wpaść?
            - Tak. – Odpowiedział obojętnie i poszedł w stronę łazienki.
            - Wiesz co, napiszę Ci później adres, bo muszę kończyć.
            - No dobrze, czekam.
Rozłączyłam rozmowę i poszłam za Martinem.
Słyszałam szumiącą w za drzwiami wodę, więc wiedziałam, że nie porozmawiam z nim teraz. Wróciłam do przedpokoju, zakluczyłam drzwi i poszłam do sypialni. Siedząc na łóżku czekałam na przyjście Martina. Zastanawiałam się dlaczego jego humor nagle tak się zmienił. Poczułam, że coś jest nie tak, ale chciałam się upewnić czy aby na pewno tak jest. Nie chciało mi się wierzyć, że to było spowodowane moją niechęcią do jedzenia. Przebrałam się w leginsy, dużą koszulkę i leżąc pod kołdrą czekałam na przybycie Słowaka. Przez jakiś czas bawiłam się telefonem, chwilę pisałam z Darią, aż w końcu zjawił się Martin. Wsunął się pod kołdrę i złapał mnie za bok, by następnie odwrócić w swoją stronę. Miał ciepłe ciało, więc położenie chłodnych dłoni, było najlepszą sprawą. Przeszedł go dreszcz, a jego mina mówiła więcej niż tysiąc słów.
       - Martin, dlaczego tak nagle posmutniałeś tam w kuchni?
       - Wydawało Ci się. – Zbywał mnie żużlowiec, układając ciało w wygodnej dla siebie pozycji.
       - Nie kłam.
       - Dobranoc. – Pocałował mnie w usta.
       - Nie, przestań. – Odsunęłam twarz od żużlowca. – Coś Cię dręczy.
       - Nic mi nie jest, daj spokój.
       - Nie Martin, nie dam Ci spokoju.
       - No to idę na kanapę.  – Martin odsunął się ode mnie i już chciał wyjść, jednak pociągnęłam go za dłoń.
       - Zostań tu.
Żużlowiec jednak ostatecznie mi się wyrwał i faktycznie poszedł w stronę sypialni. Nie chciałam się z nim kłócić, ale w takiej sytuacji nie miałam wyjścia.
            - Martin, stój! – Krzyknęłam na pół mieszkania. – Skoro nic Ci nie jest to po cholerę uciekasz?
            - Po to, żebyś mnie nie męczyła głupimi pytaniami.
            - Sam mi zawsze powtarzałeś, że nie ma głupich pytań. – Stwierdziłam, na co Martin zareagował niezbyt przyjemnie.
            - Przestań już. Zaczyna mnie wkurzać to Twoje gadanie.
            - Halo, nie wiem czy jeszcze pamiętasz, ale jestem Twoją dziewczyną i chciałabym się dowiedzieć co Ci jest, bo jesteś jakiś przygnębiony, a nie wiem dlaczego.
            - Po zobaczeniu tego, co się stało z Twoim tatą, boję się, że nie zapewnię Ci odpowiedniego bezpieczeństwa. – Odwrócił się w moją stronę i popatrzył na mnie smutnym wzrokiem.
             - Martin. – Szepnęłam pod nosem i rzuciłam mu się w ramiona. – Sam mi powtarzasz, że będzie dobrze i tak na pewno będzie.
Martin mocno mnie do siebie przytulił i pocałował.
Nie wróciliśmy do sypialni. Siedzieliśmy w salonie i przez prawie całą noc oglądaliśmy filmy. Od komedii romantycznych, których z całego serca nienawidziłam, aż po horrory po których nawet zaszeleszczenie papierka sprawiało, że wpadałam w panikę. Nie odeszło się też bez rozmów o przyszłości i niestety Kacprze. Martin postanowił, że weźmie sprawy w swoje ręce, a to oznaczało jedno. Kłopoty.

*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Bum szaka laka! :D Po chwilach smutnego i monotonnego strach Laury przyszedł czas na coś przyjemniejszego, czyli Martina jako romantycznego i wkurzającego za razem chłopaka. Mam nadzieję, że Wam się spodobało i zostawicie tu trochę komentarzy, bo to one sprawiają mi najwięcej radości J
Chciałam Was też zachęcić do czytania innych blogów:
1). Against all odds/

Enjoy i do następnego

7 komentarzy:

  1. Jaki Martin ;o xd Pisaj, pisaj! Czekam. Jak zwykle z reszta ;p <3

    OdpowiedzUsuń
  2. O boże tyle emocji! Musiałam czytać z przerwami hahahah ZBYT DUŻO SIĘ DZIAŁO,ALE TO DOBRZE! Pisz dalej,pisz bo się nie mogę doczekać! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. MAAARTIIIIN! *____________* Chyba sama się w nim zaraz zakocham! *.*
    Wiadome, że będzie dobrze, bo będzie dobrze! Musi być! :D (Ach, ta logika ^^")
    Ojciec Laury... grrr... mam ochotę wziąć pożyczyć pazury od Wolverine'a i go poćwiartować :3 (Jestę psychopatę O_O)
    Rozdział jak zawsze MEGA, dzieje się WIELE *_*

    Buziaki <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejć, jak uroczo :) Chociaż coś wisi w powietrzu...
    Ale jedno się nie zmienia - jej ojciec nadal jest idiotą.

    OdpowiedzUsuń
  5. super super super !!! czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeny nawet nie wiem od czego zacząć :P Ale chyba najpierw porozpływam się na Martinem :D No chłopak robi po prostu robi wszystko żeby nie można go było znielubić xD Mimo że czasami naprawdę aż za bardzo się martwi to za chwilę jest tak kochany, że się rozpływam :D
    Temat ojca pozostawię może bez komentarza, bo nawet na to nie zasługuje -.-
    Czekam na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do Liebster Award! Szczegóły na: http://speedway-universe-by-sydneyowo.blogspot.com x

    OdpowiedzUsuń