czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział I

Pobudka około godziny 5:30 przez  kaszel i zatkany nos, nie zapowiadała najlepszego dnia. Siedziałam oparta o zagłówek łóżka, usilnie próbując złapać oddech. Dusiło mnie coraz bardziej, więc ledwo dysząc, otworzyłam okno. Świeże powietrze pomogło, ale w niezbyt dużym stopniu. Na dworze było jeszcze ciemno i bardzo zimno. Okolica powoli się ożywiała, sąsiedzi opuszczali swoje domy, zapewne jechali do pracy. Tata też zapewne zaraz by wstawał, bo dzisiaj do firmy miała być dostarczona nowa maszyna. Nigdy nie byłam u niego w pracy, ale bardzo często pomagałam mu w tłumaczeniu różnych dokumentów.
Dopiero po około 20 minutach przestało mnie dusić. Oddychałam równo, spokojnie, wszystko powoli wracało do normy. Wzięłam głęboki oddech i dostrzegłam grupkę pijanych chłopaków. Wracali najprawdopodobniej z imprezy. Śmiali się głośno i krzyczeli. Starałam się zrozumieć o czym gadali, ale byli zbyt pijani, by zrozumieć ten bełkot. Wśród nich, chyba sześciu osób rozpoznałam głos Kacpra. Jak zwykle starał się brylować w towarzystwie. Pokręciłam głową i wychyliłam się bardziej.
- Ginger, japa! - Krzyknęłam mimo takiej pobudki rozbawiona stanem kolegi.
Chłopak zdezorientowany zaczął się rozglądać, skąd dochodziło wołanie. Kiedy w końcu mnie zobaczył, zaczął mi machać.
- Laura, szczęście Ty moje! Wybacz, że Cię obudziłem. Schowaj się i idź już spać. - Majaczył Kacper kierując się w stronę mojego okna.
- To siedź cicho! - Zaśmiałam się i położyłam palec na ustach.
- Już sobie idę, papa. - Ukłonił się i lekko zachwiał.
Zrobił parę kroków w inną stronę, po czym zatrzymał się. Odwrócił się w stronę mojego okna i podszedł bliżej mojego podwórka. Oparł się o ogrodzenie i non stop uśmiechał.
- A wpuścisz mnie do środka?
- Chyba sobie jaja robisz.
- Robić nie muszę, bo mam swoje. - Jedną dłonią złapał się za krocze, a drugą zdjął czapkę i przeczesał rude, zmierzwione włosy. - Proszę, bardzo ładnie proszę. Popatrz nawet uklęknę! - Uśmiechnął się i zrobił to co powiedział.
- Weź przestań się wydurniać.
- To jak będzie?
- Idę otworzyć drzwi. - Uległam pijanemu koledze.
- Ginger i tak nie zamoczysz! - Krzyknęli jego koledzy.
Zamknęłam okno i wróciłam do pokoju. Wzięłam z torebki komplet kluczy i w krótkich spodenkach i za dużej, męskiej, akurat koszulce Kacpra poszłam do przedpokoju. Tata już nie spał, bałam się że obudziły go krzyki, ale nie wyglądał na złego. Był pogodny lecz taki trochę nie wyspany.
- Zrobisz dwie herbaty? - Zapytałam biorąc z szuflady paczkę chusteczek.
- Dwie? - Zdziwił się i wyciągnął dwa dodatkowe kubki.
- Tak, pijany Kacper zaraz tu będzie. Stoi pod drzwiami.
- Wpuść go. - Uśmiechnął się i zrobił jedną herbatę i wodę z cytryną.
- Herbata miała być.
- Woda lepiej mu zrobi.
Wzruszyłam ramionami, wyczyściłam nos i poszłam w stronę drzwi. Przekręciłam klucz w zamku i pociągnęłam za klamkę.
Przede mną stał Kacper, kompletnie pijany. Uśmiechał się tępo, oparty był o ramę drzwi. Od razu przypomniała mi się scena z filmu "Bruce Wszechmogący", gdy Jennifer Aniston rzuciła się na Jim'a Carrey'a w sypialni.
- Właź. - Ponagliłam chłopaka.
- Cześć Kacper. - Powitał go wesoło tata i podał dłoń na powitanie.
- Dzień dobry, ja bardzo przepraszam za pobudkę, to się więcej nie powtórzy. - Odparł Kacper łapiąc, a przynajmniej starając się złapać równowagę.
- Zobaczymy. - Poklepał rudzielca po ramieniu i zwrócił się do mnie. - Przyniosę Wam picie.
- Okej. - Odpowiedziałam i złapałam Gingera za nadgarstek.
Mój gość posłał mi uśmiech i poszedł za mną. Dwa zapach, jego perfum i alkoholu byly nie do zniesienia.
Byliśmy już w moim pokoju. Kacper usiadł na łóżku i przyglądał mi się dziwnie. Zmierzył mnie wzrokiem i wyciągnął dłonie ku mnie.
- Czego Ty chcesz? - Zapytałam i podeszłam do niego.
- No chodź tu. - Poprosił słownie.
Podeszłam do niego, a zaraz po tym poczułam dłonie u dołu pleców. Przysunął mnie bliżej siebie i podniósł moją koszulkę. Na brzuchu złożył pocałunek i posadził na swoich kolanach.
- Chora bidulko jesteś?
- Ta. - Przytaknęłam. - Puść mnie. Kładź się ze mną i idziemy spać.
- Nie śliczna, ja nie chcę spać.
- A ja wręcz przeciwnie.
Kacper mruknął pod nosem i położył głowę na moim biuście. Przytulił mocniej do siebie i przestał odzywać.
Zawsze kiedy było mu smutno, przytulał mnie w taki sposób. Lubiłam to, serio, ale w pewnym okresie naszego związku coraz rzadziej miało to miejsce. Później poznałam Martina i to on przejął ten swego rodzaju obowiązek.
- Kacper puść mnie, proszę Cię.
- Marudna jak zawsze. - Jęknął i rozluźnił uścisk.
- Nie jestem marudna.
- Jesteś i nie marudź. – Kacper uśmiechnął się szeroko jakby nie słyszał sam siebie.
- Masz picie i kładź się spać. – Poleciłam żużlowcowi, po czym sama wskoczyłam pod ciepłą kołdrę.
- Laura no, ja tu przyszłem…
- Przyszedłem. – Poprawiłam go.
- Dotarłem. – Zmienił słowo. – Żeby z Tobą posiedzieć, pogadać, a Ty co? Chcesz iść spać? Co to to nie. – Mruknął mi do ucha i przytulił się do mnie.
- Nie zapominaj, że my już razem nie jesteśmy. – Starałam się doprowadzić chłopaka do porządku.
- Oj daj spokój. – Kacper nie dawał za wygraną. Nachalnie się do mnie tulił i dotykał po udach.
- Ginger przestań! – Odepchnęłam go od siebie, ale nie na długo, bo wrócił do mnie niczym bumerang.
- Przecież to tylko seks. – Chwycił za moje spodenki i próbował mi je zdjąć.
- Przestań! – Krzyknęłam i uderzyłam go otwartą dłonią w twarz. – Idź stąd! Wynoś się!
- Jaka Ty nagle drażliwa się zrobiłaś. – Syknął.
- Wyjdź, rozumiesz? Wynoś się.
Jak na jego nieszczęście, do pokoju wszedł mój ojciec z napojami. Kiedy zobaczył Kacpra, trzymającego się za dość czerwony policzek, chyba domyślił się o co chodzi. Odstawił szklanki i stał przy drzwiach.
            - Mam rozumieć, że już wychodzisz? – Zapytał i położył dłonie na biodrach.
            - Tak, zasiedziałem się. – Powiedział grzecznie, ale mi rzucił gniewne spojrzenie. – Nie musisz mnie odprowadzać, sam sobie pójdę.
            - To dobrze. – Powiedziałam i wzięłam swoją herbatę.
            - Na razie. – Pożegnał się naburmuszony i zabrał swoją kurtkę.
Jedyne co mogłam zrobić, to odprowadzić go wzrokiem.
            - Palant. – Burknęłam, gdy Ginger opuścił mój pokój.
Zakaszlałam parę razy i położyłam się wygodnie pod kołdrą.
Ludzie po alkoholu robili głupstwa, to fakt. Ale to co zrobił Kacper było po prostu przegięciem. Miałam niezbyt pozytywne wspomnienia z takimi sytuacjami, ale na szczęście wszystko minęło. Co nie zmieniło jednak faktu, że przestraszyłam się nie na żarty. Na szczęście w samą porę zjawił się tato.
Po tej myśli, w trakcie picia gorącego napoju przypomniałam sobie wczorajszą rozmowę z Martinem. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, gdy w głowie usłyszałam jego głos i łamaną polszczyznę. Na początku znajomości nie mogła się skupić na rozmowach, bo jego akcent mnie rozpraszał, ale z czasem mi przeszło. Liczyły się słowa, nie akcent.
W końcu usłyszałam kroki, kierujące się do mojego pokoju. Wiedziałam, że to tata. Najpierw upewnił się czy śpię, a po tym wszedł do pomieszczenia i oparł się o komodę.
       - Dlaczego Kacper wyszedł?
       - Bo musiał. – Syknęłam i ścisnęłam w dłoni kawałek kołdry.
       - Wykorzystał Cię?
       - Nie.
       - Ma szczęście.
       - A Ty zawsze go tak lubiłeś i broniłeś.
       - Ja go nadal lubię, ale nie pochwalam tego co zrobił. Poza tym z nim możesz się zabawić. – Odparł i popatrzył na mnie z lekkim obrzydzeniem. – Nie to co z Vaculem.
       - Weź idź już do pracy. – Syknęłam i odstawiłam do połowy posty kubek.
       - O co Ci chodzi?
       - O co Tobie chodzi, że jesteś tak wrogo nastawiony do Martina? Ciągle gadasz jaki to Kacperek nie jest wspaniały, choć dobrze wiesz jak mnie traktuje.
       - A Martin to co?
       - Nic nie wiesz! Nie masz pojęcia jak było między nami, więc daj już spokój. Poza tym, gdyby Kacperek był taki wspaniały, to bym go nie zostawiła.
       - To po co się z nim w ogóle związywałaś?
       - Dla świętego spokoju, bo przecież nie dostałbyś tej pieprzonej roboty, gdybym nie uszczęśliwiła synka szefa! – Wydarłam się tak głośno, że poczułam jak coś nie tak dzieje się z moim gardłem.
       - Nie pyskuj do cholery!
       - Nie pyskuję, po prostu mówię jak jest.
Tata ewidentnie się wściekł. Zatrzasnął za sobą drzwi i poszedł zapewne szykować się do pracy. Ponownie dopadły mnie duszności, więc musiałam zrobić to, co zrobiłam wcześniej. Zwlekłam się z łóżka i otworzyłam okno, po czy wróciłam pod ciepłą kołdrę.
Mój telefon pokazywał 7:26. Zastanawiałam się czy jest sens kładzenia się dalej spać, dlatego napisałam do mojej dobrej przyjaciółki Darii, czy dałaby radę do mnie wpaść. Wiedziałam, że ją obudzę, dlatego nie liczyłam na prędką odpowiedź. Kiedy usłyszałam dźwięk wiadomości, miałam nadzieję, że to ona jednak byłam zaskoczona, ale miło. Sms na powitanie od Martina od razu poprawił mi humor. Niby tylko parę literek, a dają tyle uśmiechu. Od razu mu odpisałam, bo przecież nie miałam na co czekać.  W trakcie pisania wiadomości wyświetlił mi się ekran połączenia.
       - Obudziłam Cię? – Zapytałam od razu.
       - Nie, bo od kilku godzin jestem w drodze do Katowic.
       -  O kurde, ja zapomniałam.
       - A coś się stało?
       - Kacper był u mnie, wyszedł paręnaście minut temu, Martin się odezwał, pokłóciłam się z ojcem i jestem chora. Mam dość i myślałam, że będę mogła z Tobą pogadać.
       - No sorki Laura.
       - Nic się przecież nie stało. – Uspokoiłam przyjaciółkę. – Ile Wam jeszcze zostało?
       - 30 kilometrów. Oszaleję zaraz, a jeszcze bateria mi zaraz padnie.
       - No to Ty sobie słuchaj muzyki, a ja zajmę się sobą. Do usłyszenia.
       - No to papa.
Rozłączyłam rozmowę i położyłam telefon obok siebie.
Wiedziałam, że ten dzień będzie taki sam jak poprzedni, albo nawet gorszy. Pogoda znowu nie dopisywała i jak zwykle odbijała się na moim nastroju w dodatku gardło bolało mnie coraz bardziej. Zamknęłam okno i postanowiłam się jeszcze przespać.
 Stałam przy bandzie, przyszedł czas na ostatni bieg i Martin miał szansę zostać mistrzem Europy. Zżerały mnie nerwy bardziej niż kiedykolwiek. Trzymałam kciuki, wpatrywałam się w zawodników ustawionych na linii startowej. Jeden z mechaników złapał mnie za bark i kibicował wraz ze mną. Zamknęłam oczy gdy tylko usłyszałam warkot motocykli rozgrzewanych przed startem. Poprosiłam w myślach Boga, by mu pomógł. Taśma poszła w górę i rozpoczęły się zmagania żużlowców. Wszystko szło jak po maśle. Motocykle Martina były niezwykle mocne, a przełożenia dopasowane do twardej nawierzchni.
Po finale zakończonym zwycięstwem Martina, chciałam tylko jak najszybciej znaleźć się w jego objęciach i pogratulować mu tego tytułu. Martin szalał jeszcze na torze, a ja poszłam wraz z jego ekipą do parku maszyn. Byłam z niego bardzo dumna. Kiedy zawodnik zjawił się w swoim boksie, od razu prze szczęśliwy wyściskał swój team, a następnie spojrzał na mnie. Bardzo szeroko i szczerze się uśmiechnął, po czym wziął mnie za dłoń i poszliśmy w stronę toru. Nie wiedziałam po co, nie wiedziałam też po co, ale ślepo mu wierząc poszłam za nim. Znaleźliśmy się na nawierzchni. Zapytałam tylko co on kombinuje, ale powiedział tylko żebym się nie bała. Zatrzymał się na środku prostej startowej, stanął bardzo blisko mnie i uklęknął. Spoglądał na mnie z dołu, uśmiechnął się, po czym wyciągnął malutkie pudełeczko. Odwróciłam głowę, na telebimie zobaczyłam, że kamera pokazuje całą sytuację. Popatrzyłam na Martina i uśmiechnęłam się przez łzy. Zostaniesz moją żoną? Takie słowa usłyszałam od Vaculika. Co mogłam zrobić innego niż po prostu się zgodzić. Martin założył na mój palec delikatny pierścionek, złapał za dłoń i poczułam na ustach czuły pocałunek. Kocham Cię wyszeptał i przytulił, uniósł moją osobę w górę i wykrzyczał do kamery, że…
       - Laura. Laura. – Obudził mnie szept i gładzenie po ramieniu.
Zaspana i wściekła odwróciłam się w stronę, z której dochodziło wołanie.
- Czego chcesz? - Zapytałam, gdy zobaczyłam tatę.
- Masz gościa. Poza tym przyniosłem Ci obiad.
- Dzięki. - Odpowiedziałam i podniosłam się do siadu.
Przetarłam zaspane oczy, przeciągnęłam się i znów dopadły mnie duszności.
Zwinęłam się w kłębek i starałam uspokoić, ale za bardzo to nie pomagało. Opuściły mnie siły, a otwarte okno i świeże powietrze byłyby dla mnie ratunkiem.
- Laura, co się dzieje? - Usłyszałam za plecami głos Martina.
Nie miałam możliwości odpowiedzenia mu dlatego pokazałam dłonią okno i ostrożnie schodziłam z łóżka. Martin zrobił to o co poprosiłam i pomógł mi zejść. Chwycił w pasie i pomógł dotrzeć do okna. Wzięłam kilka głębokich oddechów, a kiedy duszności minęły popatrzyłam na Vacula. Nadal trzymał mnie w pasie, a ja od razu przypomniałam sobie ten cholerny sen.
- Możesz mnie już puścić. - Powiedziałam, robiąc krok w tył.
- A tak, przepraszam. - Odparł lekko zmieszany i zrobił to o co poprosiłam.
- Dlaczego przyszedłeś?
- Byłem w pobliżu i postanowiłem wpaść. Mam nadzieję, że nie jesteś zła?
- Nie, nie jestem. Przynajmniej nie prześpię całego dnia.
- No chyba już na to za późno. – Zaśmiał się. – Jest po piętnastej.
- Żartujesz? Przespałam cały dzień. Chryste. – Pokręciłam głową. – Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki.
- Jak chcesz. – Wskoczyłam na parapet i siedziałam przed Martinem.
- Jak się czujesz?
- Gardło mnie boli, ale poza tym już lepiej. W przyszłym tygodniu, bodajże w środę jadę na korepetycje.
- Nie za wcześnie? Może wylecz się porządnie?
- Daj spokój.
- No jak sobie chcesz. – Popatrzył na mnie i westchnął głęboko.
- Odsuń się trochę, bo Cię zarażę.
- Daj spokój. – Machnął ręką i delikatnie rozsunął moje uda, by stanąć bliżej mnie. Poczułam się nieco skrępowana. – Śniłaś mi się.
Miałam wrażenie, że robię się czerwona. Miałam uczucie jakby Martin czytał mi w myślach, jakby wiedział, że miałam taki sen, że wie jak to się skończyło. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, dlatego opuściłam głowę i patrzyłam jak kładzie dłoń na moim udzie.
            - Tak? A co ja tam robiłam? – Zapytałam i złapałam go za tą dłoń. – Nie dotykaj mnie.
            - Byłaś podprowadzającą. – Uśmiechnął się. – Dlaczego? Zrobiłem coś nie tak?
            - No to masz fajne sny. - Wzruszyłam ramionami. – Kacper był u mnie i zrobiło się nieprzyjemnie. Był pijany i dobierał się do mnie.
Gdyby Martin miał więcej włosów na głowie, to z pewnością by je nastroszył niczym wściekły pies.
Wytłumaczyłam mu wszystko. Powiedziałam jak się zachowywał, powiedziałam o kłótni z ojcem i o tym, że mój tata najwyraźniej za nim nie przepada. Jedyne co mnie zszokowało to to, że Martin jakby był tego świadom. Nie wypytywał dlaczego tak jest tylko po prostu przyjął to na klatę.
       - Może z czasem Twój tata mnie polubi.
       - Nie, nie polubi. – Musiałam go rozczarować. – Mój tata wolałby, żebym była z Kacprem, bo… Jakby Ci to powiedzieć. – Musiałam w końcu powiedzieć mu, dlaczego związałam się z Kacprem. – Szef mojego taty, to tata Kacpra i sam już chyba rozumiesz dlaczego z nim byłam.
       - Żartujesz, prawda?
- Jakbym żartowała to raczej nie miałabym ochoty rozpłakać się teraz. – Głos zaczął mi się załamywać.
- Dlaczego mi od razu nie powiedziałaś, tylko ukrywałaś prawdę?
- A jak miałam Ci powiedzieć? To nie było i nie jest takie proste. Ja się od Kacpra nigdy nie uwolnię.
- Przestań tak mówić. – Martin złapał moją twarz w dłonie i popatrzył mi w oczy. – Pomogę Ci.
- Ale jeśli ja nie będę zadowalać Kacpra to mój tata straci robotę, a wtedy będę miała przerąbane. Tata mnie znienawidzi. – Po wyrzuceniu z siebie tego wszystkiego, oparłam czoło o klatkę piersiową Vaculika.
- Laura, ale Twój tata Cię tym krzywdzi, zrozum to.
- Martin wystarczy, że nie mam mamy, nie chcę stracić taty. Zacisnę zęby i dam radę. Wystarczy, że dzisiaj postawiłam się Kacprowi i nie wiem co będzie.
- Nie, ja na to nie pozwolę.
- Spróbuj namieszać, to nigdy Ci tego nie wybaczę.
- A chcesz być dalej wykorzystywana przez Gingera?
Moją twarz totalnie zalały łzy. Nie chciałam, żeby tak dalej było, ale nic nie mogłam na to poradzić.
Martin wziął mnie w ramiona. Było mi źle z faktem, że to wszystko przed nim ukrywałam. Nie potrafiłam o tym normalnie z nikim rozmawiać. Było mi po prostu wstyd. Ja i Kacper mieliśmy wszystko utrzymywać w tajemnicy, tak by nikt nie wziął mnie za jego osobistą dziwkę, którą byłam i wiedziałam, że zostanę na bardzo długi czas. Nikt nie mógł mi pomóc.
*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  

No to czas na rozkręcenie historii z Laurą, Martinem i Kacprem. Mam nadzieję, że ta historia wam się spodoba. Będzie troszkę inna niż reszta moich wypocin, ale myślę, że przypadnie Wam do gustu. Jak na razie szału nie ma, ale tak jak w żużlu, to dopiero początek, wszystko się z czasem rozkręci J Liczę na liczne komentarze, pozytywne jak i te negatywne J Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. No skąd ja wiedziałam, że nie lubiłam, nie lubię i lubić nie będę Gomólskiego? Pieprzony idiota! Rudy małpiszon, który myśli że może wszystko! "To tylko seks" Jakie to typowe dla faceta. Do tego jeszcze kompletnie zalany. Ugh! No zabić to mało -.-
    A tatusiek nie lepszy. Co tam, ze jego córka cierpi. Ważne żeby mieć dobrą pracę kosztem wszystkiego i wszystkich. Na miejscu Laury specjalnie zrobiłabym mu na złość. Przecież wiadomo jak to wszystko wygląda...
    No a teraz mogę porozpływać się trochę nad Martinem :D Ten to wie kiedy się pojawić :) Widać, że mu bardzo zależy na odbudowaniu dobrej relacji z Laurą. I mam nadzieję, że w końcu przemówi dziewczynie do rozumu :)
    Czekam na kolejną nowość i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurde,kurde,kurde! Kacper to idiota,ale cóż..faceci :D Co do Martina...ehhhh no nic dodać,nic ująć! Mam nadzieję,że jeszcze duuuuużooooo fajnego (bo oby nie złego) się stanie,na to czekam! :)
    Pozdrawiam i weny życzę!
    ~souricee

    OdpowiedzUsuń
  3. Mamuniu co za historia ;O. Czegoś takiego bym się nie spodziewała :O. Czekam na następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  4. czekam na ciąg dalszy, musze ci powiedzieć że historia mnie bardzo wciągneła <3

    OdpowiedzUsuń