Pobudka około godziny 5:30
przez kaszel i zatkany nos, nie
zapowiadała najlepszego dnia. Siedziałam oparta o zagłówek łóżka, usilnie
próbując złapać oddech. Dusiło mnie coraz bardziej, więc ledwo dysząc,
otworzyłam okno. Świeże powietrze pomogło, ale w niezbyt dużym stopniu. Na
dworze było jeszcze ciemno i bardzo zimno. Okolica powoli się ożywiała,
sąsiedzi opuszczali swoje domy, zapewne jechali do pracy. Tata też zapewne
zaraz by wstawał, bo dzisiaj do firmy miała być dostarczona nowa maszyna. Nigdy
nie byłam u niego w pracy, ale bardzo często pomagałam mu w tłumaczeniu różnych
dokumentów.
Dopiero po około 20 minutach
przestało mnie dusić. Oddychałam równo, spokojnie, wszystko powoli wracało do
normy. Wzięłam głęboki oddech i dostrzegłam grupkę pijanych chłopaków. Wracali
najprawdopodobniej z imprezy. Śmiali się głośno i krzyczeli. Starałam się
zrozumieć o czym gadali, ale byli zbyt pijani, by zrozumieć ten bełkot. Wśród
nich, chyba sześciu osób rozpoznałam głos Kacpra. Jak zwykle starał się
brylować w towarzystwie. Pokręciłam głową i wychyliłam się bardziej.
- Ginger, japa! - Krzyknęłam mimo
takiej pobudki rozbawiona stanem kolegi.
Chłopak zdezorientowany zaczął się rozglądać, skąd
dochodziło wołanie. Kiedy w końcu mnie zobaczył, zaczął mi machać.
- Laura, szczęście Ty moje! Wybacz,
że Cię obudziłem. Schowaj się i idź już spać. - Majaczył Kacper kierując się w
stronę mojego okna.
- To siedź cicho! - Zaśmiałam się
i położyłam palec na ustach.
- Już sobie idę, papa. - Ukłonił
się i lekko zachwiał.
Zrobił parę kroków w inną stronę, po czym zatrzymał się.
Odwrócił się w stronę mojego okna i podszedł bliżej mojego podwórka. Oparł się
o ogrodzenie i non stop uśmiechał.
- A wpuścisz mnie do środka?
- Chyba sobie jaja robisz.
- Robić nie muszę, bo mam swoje.
- Jedną dłonią złapał się za krocze, a drugą zdjął czapkę i przeczesał rude,
zmierzwione włosy. - Proszę, bardzo ładnie proszę. Popatrz nawet uklęknę! -
Uśmiechnął się i zrobił to co powiedział.
- Weź przestań się wydurniać.
- To jak będzie?
- Idę otworzyć drzwi. - Uległam
pijanemu koledze.
- Ginger i tak nie zamoczysz! -
Krzyknęli jego koledzy.
Zamknęłam okno i wróciłam do
pokoju. Wzięłam z torebki komplet kluczy i w krótkich spodenkach i za dużej,
męskiej, akurat koszulce Kacpra poszłam do przedpokoju. Tata już nie spał,
bałam się że obudziły go krzyki, ale nie wyglądał na złego. Był pogodny lecz
taki trochę nie wyspany.
- Zrobisz dwie herbaty? -
Zapytałam biorąc z szuflady paczkę chusteczek.
- Dwie? - Zdziwił się i wyciągnął
dwa dodatkowe kubki.
- Tak, pijany Kacper zaraz tu
będzie. Stoi pod drzwiami.
- Wpuść go. - Uśmiechnął się i
zrobił jedną herbatę i wodę z cytryną.
- Herbata miała być.
- Woda lepiej mu zrobi.
Wzruszyłam ramionami, wyczyściłam nos i poszłam w stronę
drzwi. Przekręciłam klucz w zamku i pociągnęłam za klamkę.
Przede mną stał Kacper,
kompletnie pijany. Uśmiechał się tępo, oparty był o ramę drzwi. Od razu
przypomniała mi się scena z filmu "Bruce Wszechmogący", gdy Jennifer
Aniston rzuciła się na Jim'a Carrey'a w sypialni.
- Właź. - Ponagliłam chłopaka.
- Cześć Kacper. - Powitał go
wesoło tata i podał dłoń na powitanie.
- Dzień dobry, ja bardzo
przepraszam za pobudkę, to się więcej nie powtórzy. - Odparł Kacper łapiąc, a
przynajmniej starając się złapać równowagę.
- Zobaczymy. - Poklepał rudzielca
po ramieniu i zwrócił się do mnie. - Przyniosę Wam picie.
- Okej. - Odpowiedziałam i
złapałam Gingera za nadgarstek.
Mój gość posłał mi uśmiech i poszedł za mną. Dwa zapach,
jego perfum i alkoholu byly nie do zniesienia.
Byliśmy już w moim pokoju. Kacper
usiadł na łóżku i przyglądał mi się dziwnie. Zmierzył mnie wzrokiem i wyciągnął
dłonie ku mnie.
- Czego Ty chcesz? - Zapytałam i
podeszłam do niego.
- No chodź tu. - Poprosił
słownie.
Podeszłam do niego, a zaraz po tym poczułam dłonie u dołu
pleców. Przysunął mnie bliżej siebie i podniósł moją koszulkę. Na brzuchu
złożył pocałunek i posadził na swoich kolanach.
- Chora bidulko jesteś?
- Ta. - Przytaknęłam. - Puść
mnie. Kładź się ze mną i idziemy spać.
- Nie śliczna, ja nie chcę spać.
- A ja wręcz przeciwnie.
Kacper mruknął pod nosem i położył głowę na moim biuście.
Przytulił mocniej do siebie i przestał odzywać.
Zawsze kiedy było mu smutno,
przytulał mnie w taki sposób. Lubiłam to, serio, ale w pewnym okresie naszego
związku coraz rzadziej miało to miejsce. Później poznałam Martina i to on
przejął ten swego rodzaju obowiązek.
- Kacper puść mnie, proszę Cię.
- Marudna jak zawsze. - Jęknął i
rozluźnił uścisk.
- Nie jestem marudna.
- Jesteś i nie marudź. – Kacper
uśmiechnął się szeroko jakby nie słyszał sam siebie.
- Masz picie i kładź się spać. –
Poleciłam żużlowcowi, po czym sama wskoczyłam pod ciepłą kołdrę.
- Laura no, ja tu przyszłem…
- Przyszedłem. – Poprawiłam go.
- Dotarłem. – Zmienił słowo. –
Żeby z Tobą posiedzieć, pogadać, a Ty co? Chcesz iść spać? Co to to nie. – Mruknął
mi do ucha i przytulił się do mnie.
- Nie zapominaj, że my już razem
nie jesteśmy. – Starałam się doprowadzić chłopaka do porządku.
- Oj daj spokój. – Kacper nie
dawał za wygraną. Nachalnie się do mnie tulił i dotykał po udach.
- Ginger przestań! – Odepchnęłam
go od siebie, ale nie na długo, bo wrócił do mnie niczym bumerang.
- Przecież to tylko seks. –
Chwycił za moje spodenki i próbował mi je zdjąć.
- Przestań! – Krzyknęłam i
uderzyłam go otwartą dłonią w twarz. – Idź stąd! Wynoś się!
- Jaka Ty nagle drażliwa się
zrobiłaś. – Syknął.
- Wyjdź, rozumiesz? Wynoś się.
Jak na jego nieszczęście, do pokoju wszedł mój ojciec z
napojami. Kiedy zobaczył Kacpra, trzymającego się za dość czerwony policzek,
chyba domyślił się o co chodzi. Odstawił szklanki i stał przy drzwiach.
- Mam
rozumieć, że już wychodzisz? – Zapytał i położył dłonie na biodrach.
- Tak,
zasiedziałem się. – Powiedział grzecznie, ale mi rzucił gniewne spojrzenie. –
Nie musisz mnie odprowadzać, sam sobie pójdę.
- To
dobrze. – Powiedziałam i wzięłam swoją herbatę.
- Na razie.
– Pożegnał się naburmuszony i zabrał swoją kurtkę.
Jedyne co mogłam zrobić, to odprowadzić go wzrokiem.
- Palant. –
Burknęłam, gdy Ginger opuścił mój pokój.
Zakaszlałam parę razy i położyłam się wygodnie pod kołdrą.
Ludzie po alkoholu robili
głupstwa, to fakt. Ale to co zrobił Kacper było po prostu przegięciem. Miałam
niezbyt pozytywne wspomnienia z takimi sytuacjami, ale na szczęście wszystko
minęło. Co nie zmieniło jednak faktu, że przestraszyłam się nie na żarty. Na
szczęście w samą porę zjawił się tato.
Po tej myśli, w trakcie picia
gorącego napoju przypomniałam sobie wczorajszą rozmowę z Martinem. Przeszedł
mnie przyjemny dreszcz, gdy w głowie usłyszałam jego głos i łamaną polszczyznę.
Na początku znajomości nie mogła się skupić na rozmowach, bo jego akcent mnie
rozpraszał, ale z czasem mi przeszło. Liczyły się słowa, nie akcent.
W końcu usłyszałam kroki,
kierujące się do mojego pokoju. Wiedziałam, że to tata. Najpierw upewnił się
czy śpię, a po tym wszedł do pomieszczenia i oparł się o komodę.
-
Dlaczego Kacper wyszedł?
-
Bo musiał. – Syknęłam i ścisnęłam w dłoni kawałek kołdry.
-
Wykorzystał Cię?
-
Nie.
-
Ma szczęście.
-
A Ty zawsze go tak lubiłeś i broniłeś.
-
Ja go nadal lubię, ale nie pochwalam tego co zrobił. Poza tym z nim możesz się
zabawić. – Odparł i popatrzył na mnie z lekkim obrzydzeniem. – Nie to co z
Vaculem.
-
Weź idź już do pracy. – Syknęłam i odstawiłam do połowy posty kubek.
-
O co Ci chodzi?
-
O co Tobie chodzi, że jesteś tak wrogo nastawiony do Martina? Ciągle gadasz
jaki to Kacperek nie jest wspaniały, choć dobrze wiesz jak mnie traktuje.
-
A Martin to co?
-
Nic nie wiesz! Nie masz pojęcia jak było między nami, więc daj już spokój. Poza
tym, gdyby Kacperek był taki wspaniały, to bym go nie zostawiła.
-
To po co się z nim w ogóle związywałaś?
-
Dla świętego spokoju, bo przecież nie dostałbyś tej pieprzonej roboty, gdybym
nie uszczęśliwiła synka szefa! – Wydarłam się tak głośno, że poczułam jak coś
nie tak dzieje się z moim gardłem.
-
Nie pyskuj do cholery!
-
Nie pyskuję, po prostu mówię jak jest.
Tata ewidentnie się wściekł. Zatrzasnął za sobą drzwi i
poszedł zapewne szykować się do pracy. Ponownie dopadły mnie duszności, więc
musiałam zrobić to, co zrobiłam wcześniej. Zwlekłam się z łóżka i otworzyłam
okno, po czy wróciłam pod ciepłą kołdrę.
Mój telefon pokazywał 7:26.
Zastanawiałam się czy jest sens kładzenia się dalej spać, dlatego napisałam do
mojej dobrej przyjaciółki Darii, czy dałaby radę do mnie wpaść. Wiedziałam, że
ją obudzę, dlatego nie liczyłam na prędką odpowiedź. Kiedy usłyszałam dźwięk
wiadomości, miałam nadzieję, że to ona jednak byłam zaskoczona, ale miło. Sms
na powitanie od Martina od razu poprawił mi humor. Niby tylko parę literek, a
dają tyle uśmiechu. Od razu mu odpisałam, bo przecież nie miałam na co
czekać. W trakcie pisania wiadomości
wyświetlił mi się ekran połączenia.
-
Obudziłam Cię? – Zapytałam od razu.
-
Nie, bo od kilku godzin jestem w drodze do Katowic.
- O kurde, ja zapomniałam.
-
A coś się stało?
-
Kacper był u mnie, wyszedł paręnaście minut temu, Martin się odezwał,
pokłóciłam się z ojcem i jestem chora. Mam dość i myślałam, że będę mogła z
Tobą pogadać.
-
No sorki Laura.
-
Nic się przecież nie stało. – Uspokoiłam przyjaciółkę. – Ile Wam jeszcze
zostało?
-
30 kilometrów. Oszaleję zaraz, a jeszcze bateria mi zaraz padnie.
-
No to Ty sobie słuchaj muzyki, a ja zajmę się sobą. Do usłyszenia.
-
No to papa.
Rozłączyłam rozmowę i położyłam telefon obok siebie.
Wiedziałam, że ten dzień będzie
taki sam jak poprzedni, albo nawet gorszy. Pogoda znowu nie dopisywała i jak
zwykle odbijała się na moim nastroju w dodatku gardło bolało mnie coraz
bardziej. Zamknęłam okno i postanowiłam się jeszcze przespać.
Stałam
przy bandzie, przyszedł czas na ostatni bieg i Martin miał szansę zostać
mistrzem Europy. Zżerały mnie nerwy bardziej niż kiedykolwiek. Trzymałam
kciuki, wpatrywałam się w zawodników ustawionych na linii startowej. Jeden z
mechaników złapał mnie za bark i kibicował wraz ze mną. Zamknęłam oczy gdy
tylko usłyszałam warkot motocykli rozgrzewanych przed startem. Poprosiłam w
myślach Boga, by mu pomógł. Taśma poszła w górę i rozpoczęły się zmagania
żużlowców. Wszystko szło jak po maśle. Motocykle Martina były niezwykle mocne,
a przełożenia dopasowane do twardej nawierzchni.
Po finale zakończonym zwycięstwem Martina, chciałam tylko jak
najszybciej znaleźć się w jego objęciach i pogratulować mu tego tytułu. Martin
szalał jeszcze na torze, a ja poszłam wraz z jego ekipą do parku maszyn. Byłam
z niego bardzo dumna. Kiedy zawodnik zjawił się w swoim boksie, od razu prze szczęśliwy wyściskał swój team, a następnie spojrzał na mnie. Bardzo
szeroko i szczerze się uśmiechnął, po czym wziął mnie za dłoń i poszliśmy w
stronę toru. Nie wiedziałam po co, nie wiedziałam też po co, ale ślepo mu
wierząc poszłam za nim. Znaleźliśmy się na nawierzchni. Zapytałam tylko co on
kombinuje, ale powiedział tylko żebym się nie bała. Zatrzymał się na środku
prostej startowej, stanął bardzo blisko mnie i uklęknął. Spoglądał na mnie z
dołu, uśmiechnął się, po czym wyciągnął malutkie pudełeczko. Odwróciłam głowę,
na telebimie zobaczyłam, że kamera pokazuje całą sytuację. Popatrzyłam na
Martina i uśmiechnęłam się przez łzy. Zostaniesz moją żoną? Takie słowa usłyszałam
od Vaculika. Co mogłam zrobić innego niż po prostu się zgodzić. Martin założył
na mój palec delikatny pierścionek, złapał za dłoń i poczułam na ustach czuły
pocałunek. Kocham Cię wyszeptał i przytulił, uniósł moją osobę w górę i
wykrzyczał do kamery, że…
- Laura. Laura. –
Obudził mnie szept i gładzenie po ramieniu.
Zaspana i wściekła odwróciłam się w stronę, z której
dochodziło wołanie.
- Czego chcesz? - Zapytałam, gdy
zobaczyłam tatę.
- Masz gościa. Poza tym
przyniosłem Ci obiad.
- Dzięki. - Odpowiedziałam i
podniosłam się do siadu.
Przetarłam zaspane oczy, przeciągnęłam się i znów dopadły
mnie duszności.
Zwinęłam się w kłębek i starałam uspokoić, ale za bardzo to
nie pomagało. Opuściły mnie siły, a otwarte okno i świeże powietrze byłyby dla mnie
ratunkiem.
- Laura, co się dzieje? -
Usłyszałam za plecami głos Martina.
Nie miałam możliwości odpowiedzenia mu dlatego pokazałam
dłonią okno i ostrożnie schodziłam z łóżka. Martin zrobił to o co poprosiłam i
pomógł mi zejść. Chwycił w pasie i pomógł dotrzeć do okna. Wzięłam kilka
głębokich oddechów, a kiedy duszności minęły popatrzyłam na Vacula. Nadal
trzymał mnie w pasie, a ja od razu przypomniałam sobie ten cholerny sen.
- Możesz mnie już puścić. -
Powiedziałam, robiąc krok w tył.
- A tak, przepraszam. - Odparł
lekko zmieszany i zrobił to o co poprosiłam.
- Dlaczego przyszedłeś?
- Byłem w pobliżu i postanowiłem
wpaść. Mam nadzieję, że nie jesteś zła?
- Nie, nie jestem. Przynajmniej
nie prześpię całego dnia.
- No chyba już na to za późno. –
Zaśmiał się. – Jest po piętnastej.
- Żartujesz? Przespałam cały
dzień. Chryste. – Pokręciłam głową. – Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki.
- Jak chcesz. – Wskoczyłam na
parapet i siedziałam przed Martinem.
- Jak się czujesz?
- Gardło mnie boli, ale poza tym
już lepiej. W przyszłym tygodniu, bodajże w środę jadę na korepetycje.
- Nie za wcześnie? Może wylecz
się porządnie?
- Daj spokój.
- No jak sobie chcesz. –
Popatrzył na mnie i westchnął głęboko.
- Odsuń się trochę, bo Cię
zarażę.
- Daj spokój. – Machnął ręką i delikatnie
rozsunął moje uda, by stanąć bliżej mnie. Poczułam się nieco skrępowana. –
Śniłaś mi się.
Miałam wrażenie, że robię się czerwona. Miałam uczucie jakby
Martin czytał mi w myślach, jakby wiedział, że miałam taki sen, że wie jak to
się skończyło. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, dlatego opuściłam głowę i
patrzyłam jak kładzie dłoń na moim udzie.
- Tak? A co
ja tam robiłam? – Zapytałam i złapałam go za tą dłoń. – Nie dotykaj mnie.
- Byłaś
podprowadzającą. – Uśmiechnął się. – Dlaczego? Zrobiłem coś nie tak?
- No to
masz fajne sny. - Wzruszyłam ramionami. – Kacper był u mnie i zrobiło się
nieprzyjemnie. Był pijany i dobierał się do mnie.
Gdyby Martin miał więcej włosów na głowie, to z pewnością by
je nastroszył niczym wściekły pies.
Wytłumaczyłam mu wszystko.
Powiedziałam jak się zachowywał, powiedziałam o kłótni z ojcem i o tym, że mój
tata najwyraźniej za nim nie przepada. Jedyne co mnie zszokowało to to, że
Martin jakby był tego świadom. Nie wypytywał dlaczego tak jest tylko po prostu
przyjął to na klatę.
-
Może z czasem Twój tata mnie polubi.
-
Nie, nie polubi. – Musiałam go rozczarować. – Mój tata wolałby, żebym była z
Kacprem, bo… Jakby Ci to powiedzieć. – Musiałam w końcu powiedzieć mu, dlaczego
związałam się z Kacprem. – Szef mojego taty, to tata Kacpra i sam już chyba
rozumiesz dlaczego z nim byłam.
-
Żartujesz, prawda?
- Jakbym żartowała to raczej nie
miałabym ochoty rozpłakać się teraz. – Głos zaczął mi się załamywać.
- Dlaczego mi od razu nie
powiedziałaś, tylko ukrywałaś prawdę?
- A jak miałam Ci powiedzieć? To
nie było i nie jest takie proste. Ja się od Kacpra nigdy nie uwolnię.
- Przestań tak mówić. – Martin
złapał moją twarz w dłonie i popatrzył mi w oczy. – Pomogę Ci.
- Ale jeśli ja nie będę zadowalać
Kacpra to mój tata straci robotę, a wtedy będę miała przerąbane. Tata mnie
znienawidzi. – Po wyrzuceniu z siebie tego wszystkiego, oparłam czoło o klatkę
piersiową Vaculika.
- Laura, ale Twój tata Cię tym
krzywdzi, zrozum to.
- Martin wystarczy, że nie mam
mamy, nie chcę stracić taty. Zacisnę zęby i dam radę. Wystarczy, że dzisiaj
postawiłam się Kacprowi i nie wiem co będzie.
- Nie, ja na to nie pozwolę.
- Spróbuj namieszać, to nigdy Ci
tego nie wybaczę.
- A chcesz być dalej
wykorzystywana przez Gingera?
Moją twarz totalnie zalały łzy. Nie chciałam, żeby tak dalej
było, ale nic nie mogłam na to poradzić.
Martin wziął mnie w ramiona. Było
mi źle z faktem, że to wszystko przed nim ukrywałam. Nie potrafiłam o tym
normalnie z nikim rozmawiać. Było mi po prostu wstyd. Ja i Kacper mieliśmy
wszystko utrzymywać w tajemnicy, tak by nikt nie wziął mnie za jego osobistą
dziwkę, którą byłam i wiedziałam, że zostanę na bardzo długi czas. Nikt nie
mógł mi pomóc.
No to czas na rozkręcenie historii z Laurą, Martinem i
Kacprem. Mam nadzieję, że ta historia wam się spodoba. Będzie troszkę inna niż
reszta moich wypocin, ale myślę, że przypadnie Wam do gustu. Jak na razie szału
nie ma, ale tak jak w żużlu, to dopiero początek, wszystko się z czasem
rozkręci J
Liczę na liczne komentarze, pozytywne jak i te negatywne J Pozdrawiam! ♥
No skąd ja wiedziałam, że nie lubiłam, nie lubię i lubić nie będę Gomólskiego? Pieprzony idiota! Rudy małpiszon, który myśli że może wszystko! "To tylko seks" Jakie to typowe dla faceta. Do tego jeszcze kompletnie zalany. Ugh! No zabić to mało -.-
OdpowiedzUsuńA tatusiek nie lepszy. Co tam, ze jego córka cierpi. Ważne żeby mieć dobrą pracę kosztem wszystkiego i wszystkich. Na miejscu Laury specjalnie zrobiłabym mu na złość. Przecież wiadomo jak to wszystko wygląda...
No a teraz mogę porozpływać się trochę nad Martinem :D Ten to wie kiedy się pojawić :) Widać, że mu bardzo zależy na odbudowaniu dobrej relacji z Laurą. I mam nadzieję, że w końcu przemówi dziewczynie do rozumu :)
Czekam na kolejną nowość i życzę weny :)
Kurde,kurde,kurde! Kacper to idiota,ale cóż..faceci :D Co do Martina...ehhhh no nic dodać,nic ująć! Mam nadzieję,że jeszcze duuuuużooooo fajnego (bo oby nie złego) się stanie,na to czekam! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i weny życzę!
~souricee
Mamuniu co za historia ;O. Czegoś takiego bym się nie spodziewała :O. Czekam na następny rozdział <3
OdpowiedzUsuńczekam na ciąg dalszy, musze ci powiedzieć że historia mnie bardzo wciągneła <3
OdpowiedzUsuń