poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział II

Siedziałam naprzeciw młodego chłopaka. Krótkie, naturalne blond, bardziej zadbane od moich, włosy delikatnie opadały mu na definitywnie zmartwioną twarz. Przez prawie całą lekcję nie mógł się na niczym skupić. Nerwowo obracał w dłoni długopis, a gdy o coś pytałam, jakby dopiero wracał do mniez jakiejś odległej podróży. Kiedy zobaczyłam, że dalsze męczenie go nie ma sensu, poprawiłam czerwony kucyk, zamknęłam leżącą przede mną książkę i popatrzyłam na Nathana.
       - Dajmy sobie już spokój, bo widzę, że to dzisiaj nie ma sensu.
       - Bardzo Cię przepraszam, ale nie mam dzisiaj głowy do tego. – Odparł smutno i zaczesał włosy, po czym wzrok skierował w moją stronę.
       - Coś się stało? – Zapytałam. – Skoro z nauki nici, to może uda mi się pomóc w inny sposób?
       - Nie, nie trzeba. – Skłamał i posłał mi uśmiech typu „odwal się”.
       - Na pewno?
Chłopak westchnął głęboko, przeleciał wzrokiem po całym pomieszczeniu, jakby nie chciał, by ktoś tą rozmowę usłyszał i zatrzymał go na mnie. Czułam, że to nie będzie łatwa rozmowa.
            - Chodzi o to, że wczoraj dowiedziałem się, że moja narzeczona pracuje w klubie ze striptizem. – Powiedział nieśmiało. – Moi koledzy byli wczoraj na imprezie, miałem iść z nimi, ale zostałem, bo chciałem być dzisiaj przytomny podczas spotkania z Tobą. Ale w środku nocy dostałem wiadomość, że moja narzeczona, Monika ma świetne ciało. Na początku myślałem, że to żart kumpli, ale po paru minutach dostałem filmik, na którym faktycznie jest Monika. W samych majtkach i pończochach wygina się przy rurze, a następnie wymachuje tyłkiem na barze przed obcymi facetami. Po prostu mnie zmroziło. Było i jest mi wstyd. Tylko o to chodzi. – Opowiedział mi całą historię. – Proszę, nie mów nikomu.
Nie spodziewałam się tego co Nathan mi opowiedział. Widać po nim było, że wyrzucenie tego z siebie odrobinę mu pomogło, zrobiło mu się jakby lżej na sercu.
            - A Tobie co mówiła, kiedy wychodziła na noc?
            - Że bierze nocną zmianę w szpitalu, bo pracuje jako dyspozytorka. To, że pracuje w klubie go-go, nigdy ale to przenigdy by mi do głowy nie przyszło. – Pokręcił z niedowierzaniem głową. – Teraz nie wiem co mam zrobić.
            - Przede wszystkim to porozmawiaj z nią.
            - Niby jak? Co mam jej powiedzieć? – Zapytał bezradny.
            - Najlepiej prosto z mostu powiedz o co chodzi, bo głupie podchody nic Ci nie dadzą. Jesteście dorośli, więc po prostu z nią usiądź i pogadaj.
            - Ale boję się jak zareaguje.
            - Jeśli Cię kocha to zastanowi się trzy razy, zanim znowu weźmie nocną zmianę. – Uśmiechnęłam się, by choć odrobinę go uspokoić.
            - Myślisz? – Zapytał dla pewności. – Ciekawe jak zareaguje.
            - O to już mnie nie pytaj. – Odpowiedziałam. – Napijesz się czegoś?
            - Nie, idę z nią pogadać, póki jeszcze na nockę nie poszła. – Jęknął. – Ile Ci płacę?
            - Niczego Cię nie nauczyłam, a za porady płacić nie musisz. – Uśmiechnęłam się i wstałam z wygodnego krzesełka. – Jakbyś chciał pogadać, to mój numer masz.
            - Serio mogę do Ciebie dzwonić?
            - Jasne.
            - Jesteś świetna. Dzięki. – Otworzył mi drzwi. – Na następne zajęcia przyjdę przygotowany.
            - Trzymam Cię za słowo. Do usłyszenia. – Pożegnałam się z chłopakiem i poszłam w stronę parkingu, gdzie zostawiłam auto.
Opatulona szalikiem, w ciepłej kurtce i czapce szłam do samochodu.
Martin od jego ostatniej wizy dzwonił do mnie co najmniej trzy razy dziennie. Chyba chciał mi sobą wypełnić czas. A może po prostu chciał mnie kontrolować, bym nie daj Boże nie spotkała się z Kacprem. Tamta rozmowa z nim wiele nie dała. Jedyne co, to zbliżyła nas do siebie ponownie.
Dotarłam na parking, oczywiście zawalony samochodami. Wypatrzyłam swój samochód i gdy ruszyłam w jego stronę, zobaczyłam, że ktoś się kręci w pobliżu niego. Z daleka nie widziałam kto to, dlatego bardzo ostrożnie tam poszłam. Gdy zabrzęczały mi w dłoni kluczyki, osoba się odwróciła.
       - A Ty nie powinnaś być w domu? – Zapytał.
       - Nie Twoja sprawa. – Odpowiedziałam i otworzyłam samochód, nie patrząc na Kacpra.
       - Przepraszam za wczoraj. – Powiedział i spojrzał na mnie z miną zbitego psa.
       - W dupę mnie pocałuj.
       - Bardzo chętnie. – Pchnął mnie na samochód i stanął przede mną.
       - Odwal się, daj mi spokój. Mam już dość bycia Twoją zabawką. – Odepchnęłam go i chwyciłam za klamkę.
       - Posłuchaj! – Kacper szarpnął mnie za ramię i popatrzył w oczy. – Dobrze wiesz, że jeśli nie będzie tak jak ja chcę, to Twój tatuś straci robotę. O wczorajszej akcji nie powiedziałem ojcu, ale jeśli dalej będziesz pyskować, to będzie nie miło. – Powiedział mi do ucha, co sprawiło, że nogi mi się ugięły. Ze strachu.
Wyrwałam się z jego uścisku, pospiesznie wsiadłam do Dustera*1, którego pożyczyłam od taty i z drżącymi dłońmi przekręciłam kluczyk w stacyjce.
Chciałam już jak najszybciej odjechać, by nie patrzeć na Gingera. Bałam się. Ba! Byłam przerażona tym, w jakim tempie to wszystko się toczyło. Robiło się już niebezpiecznie, ale musiałam trzymać buzię na kłódkę. Musiałam wszystko zatrzymać dla siebie, by nie narazić siebie i taty na utratę pracy. Prowadziłam samochód, będąc kompletnie rozkojarzona. Chciałam już jak najszybciej znaleźć się w domu, by móc w spokoju usiąść w pokoju i poważnie zastanowić się nad tym, czy nadal chcę tak żyć. Priorytetem było jak na razie zadzwonienie do Martina.
Wpadłam do mieszkania jak burza, wciąż nie mogłam opanować emocji, które mną targały po spotkaniu z Kacprem. Gdy przekroczyłam próg pokoju, słyszałam za sobą wołanie ojca, jednak nie zareagowałam. Nie miałam siły i ochoty z nim rozmawiać, bo wiedziałam że to on jest przyczyną moich problemów. Zastanawiałam się tylko jak on mógł na to wszystko pozwolić. Przecież byłam jego córką, jedynym dzieckiem jakie miał. Zostaliśmy sami po tym, jak moja matka odeszła zaraz po moich narodzinach. Tata mi wmawiał, że ona umarła, ale kiedy miałam 17 lat powiedział mi prawdę. Byłam wpadką, a ona nie chciała sobie zmarnować życia. Zostawiła mnie z tatą, w nadziei że będę bezpieczna. Może gdyby teraz mnie spotkała, zobaczyła, że jest naprawdę źle to przyznałaby się przed sobą, że mnie skrzywdziła.
Kurtkę przewiesiłam przez oparcie biurowego fotela, wzięłam do ręki telefon, w szafie poszukałam innych ubrań i poszłam do łazienki. Potrzebowałam gorącej kąpieli, musiałam odrobinę odetchnąć. W pomieszczeniu było ciemno, było tylko jedno, niewielkie okienko i w dodatku słońce nie świeciło, bo zasłaniały je ciemne chmury. Zapaliłam światło, puściłam wodę do wanny, usiadłam na brzegu wanny i wybrałam numer Vaculika. On jedyny mógł mi choć odrobinkę pomóc.
       - Tak? – Zapytał wesoło Słowak.
       - Cześć, masz może czas?
       - Dla Ciebie zawsze. – Odparł rozweselony. – Czuję, że coś się stało.
       - Tak, dlatego chciałabym żebyś do nie wpadł. Nie chcę wychodzić z domu jak na razie.
       - Dobrze, będę za jakieś pięć minut.
       - Jakby co, to będę w łazience. – Powiadomiłam go i rozłączyłam rozmowę.
Zrzuciłam z siebie ubrania, zmyłam makijaż, przyjrzałam się licznym tatuażom zdobiące moje ciało i weszłam do wody.
Ciepła para otulała moje roztrzęsione ciało, a piana dokładnie je zakrywała. W głowie kłębiło mi się mnóstwo myśli. Bardzo poważnie zastanawiałam się nad wyprowadzką z domu. Chciałam żyć na własny rachunek, ale bardzo bałam się wizyt Kacpra, bo pewnie tatuś by mu powiedział gdzie mieszkam. Wtedy już nie byłoby dla mnie rachunku. Mógłby mnie bić, gwałcić, a i tak nikt by nic nie zrobił. Musiałabym wyjechać bardzo daleko, uciec stąd, możliwe, że nawet na drugi koniec Polski. Musiałam rozważyć wszystkie za i przeciw.
Po jakimś czasie rozległo się pukanie do ciemnych drzwi. Wiedziałam, że to Martin. Nie ruszając się z wanny, zaprosiłam go do środka. Chłopak z uśmiechem wszedł do pomieszczenia, zakluczył drzwi i kucnął przy brzegu wanny.
       - Co się stało? Dlaczego płaczesz? – Zauważył łzy na moich policzkach i nie omieszkał zapytać o mój stan.
       - Mam dość, boję się. Nie chcę tutaj być. – Powiedziałam i przytuliłam się do kolan. – Byłam dzisiaj na tych korepetycjach i jak wracałam do domu, spotkałam go. Powiedział, że jeśli nie będę mu posłuszna to będzie nie ciekawie. Szarpał mnie, był po prostu obrzydliwy. Boję się. Nie czuję się ani trochę bezpieczna, nawet we własnym domu. Chcę się stąd wynieść, choćby na koniec Polski. Jak najdalej od niego. – Z moich ust popłynął potok słów.
       - Laura, ja Ci od samego początku powtarzam, że powinnaś się stąd wynieść i to jak najszybciej. – Martin położył dłoń na moim nagim ramieniu.
       - Jeszcze parę dni temu tak o tym nie myślałam, bo miałam nadzieję że będzie w miarę okej, ale po dzisiejszej akcji mam dość. To nie na moją psychikę.
       - Pójdź na policję i powiedz, że on Ci grozi.
       - Oszalałeś!? Po pierwsze zniszczę mu karierę, po drugie tata…
       - Ciągle tylko „tata” i „tata”. Czy Ty nie widzisz, że on ma gdzieś Twoje uczucia? Dla niego liczy się robota i widzi, że dzięki Tobie ją robi! – Wylał mi na głowę przysłowiowy kubeł zimnej wody.
Popatrzyliśmy sobie w oczy. Miał rację i to stu procentową, ale bałam się pogorszenia rodzinnych kontaktów. To było dla mnie najważniejsze.
            - Pomożesz mi poszukać jakiegoś mieszkania?
            - Nie.
            - Okej. – Odparłam zaskoczona.
            - Zamieszkasz u mnie.
            - Daj spokój, muszę żyć na własny rachunek.
            - Ale potrzebujesz anioła stróża i ja nim będę. – Uśmiechnął się, starając załagodzić trochę sytuację.
            - Nie chcę, żebyś miał przeze mnie problemy.
            - Ale nie zostawię Cię samej. – Powiedział i wyciągną z wody moją dłoń, by bezpiecznie ją chwycić.
            - Dziękuję, że jesteś.
            - Nie musisz dziękować. – Pogłaskał mnie po policzku.
Zrobiło mi się gorąco. I to nie przez wodę, ale tak od serca. Znowu poczułam, że mu na mnie zależy, że może być dobrze. Przy nim czułam się bezpieczna.
Patrzył mi w oczy i ostrożnie zbliżył swoja twarz ku mojej. W myślach krzyczałam „no pocałuj mnie wreszcie” i tak się stało. Usta Martina znalazły się na moich. Przeszedł mnie najprzyjemniejszy dreszcz ostatnich miesięcy. Czułam się jak nastolatka, która robi coś całkowicie zakazanego. Martin wykorzystał chwilę mojego strachu, ale nie miałam mu tego za złe. Jemu jedynemu mogłam zaufać.
       - Kocham Cię, nie wiem czy o tym wiesz. – Wyszeptał trzymając mą twarz w dłoniach.
       - Martin nie rób tego. Nie kochaj mnie. Ja nie chcę, żebyś przeze mnie i tą całą akcję cierpiał. Nie chcę Cię w to mieszać. – Odparłam z żalem w sercu.
       - Ja się nie boję. Dam sobie radę, dla mnie liczysz się Ty i Twoje szczęście. Jestem facetem  i nie mogę Cię zostawić.
       - Nie wiesz co mówisz.
       - Daj spokój, wiem co robię, a teraz wychodź, pakuj się i jedziemy do mnie.
       - Nie Martin, nie jadę do Ciebie. Szukam sobie mieszkania jak najdalej stąd.
       - Jesteś tego pewna?
       - Jak diabli.
       - To chociaż chodź do mnie na parę dni, dopóki czegoś nie znajdziesz. – Zaproponował rozczarowany moja decyzją.
       - Nie. – Odpowiedziałam stanowczo.
Martin był zły, widać to było po nim, ale musiał mnie zrozumieć. W Tarnowie nie byłam bezpieczna, bo Kacper by mnie znalazł, a poza tym domyśliłby się, że jestem u Vaculika i naraziłabym też jego na jakieś niepotrzebne jazdy.
Zarzuciłam na siebie czarne jeansy, bluzkę Vengeance University, rozpuściłam włosy i poszłam do Martina, który siedział na łóżku. Wiedziałam, że zadałam mu ból, mówiąc to wszystko, ale powinien zrozumieć, że to dla jego dobra. Mi nie było łatwo, zwłaszcza, że widziałam jak nasz kontakt się poprawia. Nie odzywałam się, bo widziałam, że rozmowa ze Słowakiem nie ma dalszego sensu.
       - Gdzie chcesz zamieszkać?
       - Zastanawiałam się nad Gorzowem, albo Częstochową.
       - Rozumiem. – Powiedział ponuro.
       - Ale to nie zmienia faktu, że nie chcę z Tobą utrzymywać kontaktu, naprawdę. – Uśmiechnęłam się do żużlowca, który odwrócił głowę. – Uwierz mi, to nie jest tak, że nie chcę z Tobą mieszkać, czy coś. Po prostu nie czuję się bezpieczna w Tarnowie i chcę uciec jak najdalej stąd.
- To zabiorę Cię na Słowację.
- Wybij to sobie z głowy. To nie wchodzi w grę. – Sprowadziłam chłopaka brutalnie na ziemię. – Chcę zostać w Polsce, ale nie tutaj.
- A ja chcę być z Tobą i przy Tobie. – Głos Martina stawał się coraz błagalniejszy. – Nie chcę być daleko, gdy będzie Ci się działa krzywda, bo wiem że Ci nie pomogę.
- A teraz, nawet gdy jesteś tuż przy mnie, to pomagasz mi gdy wpada do mnie Kacper i pieprzy niczym lalkę z sex-shopu?
Vaculik opuścił głowę, pokręcił przecząco głową i ponownie popatrzył na mnie.
- Nie, dlatego chcę być przy Tobie, by już nigdy Cię nie wykorzystał. – Złapał mnie za dłoń. – Porozmawiaj z ojcem o tym wszystkim i zabiorę Cię do siebie.
- Boję się jego reakcji. Nie wiem co mam mu powiedzieć
- Powiedz mu wprost jaka jest sytuacja. Poza tym masz 21 lat i możesz pójść na policję, powiedzieć im jaka jest sytuacja i będziesz miała spokój.
- Czy Ty siebie słyszysz? Miałabym na własnego ojca na policję donosić?
- To jest potwór, a nie ojciec. Laura proszę przejrzyj na oczy.
Nasze spojrzenia się spotkały. Martin miał rację, ale pomysł z policją to było pudło. Mimo tego jak mnie traktował to mój ojciec. Może faktycznie rozmowa w dałaby jakiś skutek, bo od kiedy to się zaczęło, to nigdy nie odważyłam się odezwać.
- Jutro z nim pogadam.
- Nie Laura, albo dzisiaj to zrobisz albo ja wychodzę i wtedy rób co chcesz. – Martin wstał z łóżka i stanął przede mną.
- Ty mi stawiasz jakieś pieprzone ultimatum?
- Nie, po prostu Cię proszę żebyś to rozwiązała. Albo sam to zrobię.
- Martin nie pomagasz mi. – Jęknęłam, po czym podeszłam do niego. – Proszę, daj mi trochę czasu.
- Laura, ale ile to jeszcze może trwać? – Położył dłoń na moim bladym policzku.
- Nie wiem. Ale daj mi czas.
Vaculik zrobił krok w moja stronę. Nie potrafił utrzymać ze mną kontaktu wzrokowego dłużej niż 10 sekund.
- Pójdziesz ze mną do taty?
- Oczywiście. – Odparł entuzjastycznie i chciał mnie pocałować lecz odwróciłam głowę, po czym wyszłam z pokoju, trzymając Martina za rękę.
Szłam z Vaculikiem korytarzem. Trzęsłam się jak diabli i Martin to chyba wyczuł, bo objął mnie w pasie. Uśmiechnęłam się pod nosem i gdy usłyszałam grający w salonie telewizor, zatrzymałam się przed progiem. Wzięłam głęboki oddech, popatrzyłam na żużlowca i weszliśmy.
- Tatuś, musimy pogadać. – Powiedziałam i usiadłam na fotelu, a Martin stanął tuż obok mnie.
- Co jest? – Zapytał i przyciszył telewizor.
Kiedy popatrzyłam na tatę po prostu się wystraszyłam. Jakieś 3 minuty temu byłam pewna że postawię się, ale kiedy popatrzyłam na jego wojowniczą twarz i wrogość jaką pałał do Martina, to po prostu stchórzyłam. W gardle momentalnie mi zaschło i nie potrafiłam nic powiedzieć. Słowak popatrzył na mnie i poklepał po ramieniu jakby chciał powiedzieć „dasz radę”.
            - Ja tak dłużej nie mogę. – Powiedziałam podnosząc wzrok na ojca. – Nie będę dłużej pośrednikiem na drodze do Twojej kariery.
            - Nie przesadzaj. – Machnął ręką i odwrócił wzrok w stronę telewizora.
            - Widzisz to nie ma sensu. – Szepnęłam do Martina.
            - Może pan posłucha Laury? Byłoby miło. – Zainterweniował Słowak.
            - Nie wtrącaj się. – Odparł oburzony.
            - Tato on ma rację! Posłuchaj mnie chodź przez chwilę! Mam już dość, rozumiesz? – Krzyknęłam.
            - Laura przecież dobrze wiesz, że obydwoje żyjemy za moja pensję, a Ty ułatwiasz wszystko, więc skończ pierdolić, dobrze?
            - Wiesz co? Od dzisiaj szukaj roboty, bo ja mam już dość! Wynoszę się stąd, rozumiesz?
            - Nawet nie próbuj. – Ojciec wstał, po czym zrobiłam to samo.
            - Ja nie spróbuję. Ja to zrobię. – Powiedziałam stanowczym tonem, spoglądając mu głęboko w oczy.
Pierwszy raz powiedziałam mu co tak naprawdę sądzę. Postawiłam mu się i byłam z tego dumna. Nie potrafiłam mu wcześniej tego powiedzieć, ale kiedy miałam przy sobie Martina, wszystko stawało się jakby łatwiejsze.
            - Jak chcesz robić karierę, to sam wypinaj się Kacprowi, ja nie mam zamiaru być dłużej jego dziwką! – Krzyknęłam wychodząc z pomieszczenia.
Emocje dopiero teraz zaczęły we mnie wzbierać. Teraz dopiero byłam gotowa krzykiem wypomnieć mu wszystkie krzywdy.
Martin stał przy oknie i patrzył jak nerwowo wpycham ciuchy do walizek. Teraz musiałam się tylko zastanowić dokąd miałabym się udać. Tarnów nie był dobrym miejscem, by kontynuować tu życie. Musiałam odnowić stare kontakty, by gdzieś się na jakiś czas zatrzymać.
       - Martin, mam prośbę. – Usiadłam skrzyżnie przy walizce.
       - Słucham.
       - Pożyczyłbyś mi tysiąc złotych na jakiś drobny start? – Zapytałam nieśmiało. – Mam jeszcze trochę swoich oszczędności więc powinnam dać sobie radę. Jak będę już pracowała, to Ci oddam pieniądze. – Zapewniłam go.
       - Oddawać nie musisz, bo na pomoc z mojej strony możesz liczyć. – Powiedział uśmiechnięty po czym poszedł w stronę drzwi. – Poczekaj tu, a ja skoczę po pieniądze do domu.
       - No dobrze. – Posłałam mu nikły uśmiech i wstałam z miejsca. – Martin.
       - Tak?
       - Dziękuję. Gdyby nie Ty, to nigdy bym się na to nie odważyła. – Przytuliłam się do żużlowca.
       - Nie musisz mi dziękować, bo to Ty wykazałaś się odwagą. – Pocałował mnie w czoło i wyszedł z pokoju.
Po skończeniu z walizkami, rozejrzałam się dookoła. Musiałam pogrzebać wszystkie wspomnienia związane z tym miejscem. Te pozytywne jak i te negatywne. Miałam nadzieję, że nowe miasto, nowe życie będzie lepsze. Jednego byłam pewna, od Kacpra tak szybko się nie uwolnię. On będzie wszędzie. Na zawodach, będzie przyjeżdżał „do kumpli”, zawsze będzie miał jakiś pretekst. Nienawidziłam go z całego serca. Nie potrafiłam wymazać tych wszystkich chwil w których wykorzystywał mnie, krzywdził, kiedy nikt nie przychodził mi z pomocą. Nie raz bywało tak, że tata siedział oglądając telewizję, kiedy w moim pokoju Ginger po prostu mnie robił to na co miał tylko ochotę. Tego co ja przechodziłam, nie życzyłam nawet największemu wrogowi.
Martin wraz z pieniędzmi zjawił się w chwili, gdy zanosiłam rzeczy przed drzwi. O dziwo nie miałam jakiegoś sentymentu. Nie było mi przykro, że opuszczam to miejsce. Było mi lżej, niż kiedykolwiek. Czułam się cudownie.
       - Dokąd jedziemy? – Zapytał Słowak.
       - Muszę pomyśleć. – Oparłam się o jego samochód.
       - Mam pomysł.
       - Słucham.
       - Mogę Cię podrzucić do mojego kolegi. Podejrzewam, że się ucieszy z towarzystwa.
       - Co to za kolega.
       - Grzesiek Zengota.
       - Chcesz mnie zawieźć do osoby, którą znam tylko z opowiadań, zawodów i zdjęć? Czyli po prostu chcesz nie wystawić na kolejne niebezpieczeństwo? Dziękuję Ci bardzo za taką pomoc. – Oburzyłam się.
       - Laura, uwierz mi, że Grzesiek Ci nic nie zrobi. Jest zbyt nieśmiały, dlatego jemu można zaufać.
       - Kacper na samym początku był też bardzo nieśmiały.
Vaculik spojrzał na mnie pytająco, a ja odwróciłam wzrok. Może rzeczywiście podrzucenie mnie Zengocie to było dobre rozwiązanie? Ja byłam pewna, że długo tam nie pomieszkam. Nie chciałam siedzieć na głowie osobie, której nie znałam. Poza tym, chciałam rozpocząć życie od fundamentów. Musiałam nauczyć się radzić sobie sama, a teraz nadarzyła się ku temu fantastyczna okazja.
Siedziałam grzecznie na fotelu i czekałam tylko na to, by wysiąść z samochodu, trochę się przewietrzyć i rozprostować kości, jednak Martin chciał jak najszybciej dotrzeć do celu. W sumie nie dziwiłam się. Miałam wrażenie, że powoli staję się dla niego ciężarem. Niby ze stoickim spokojem podchodził do moich fochów i niezdecydowania, ale gdzieś w jego oczach widziałam, że moja obecność staje się już zbędna.
       - Daleko jeszcze? – Zapytałam spoglądając w szybę, za którą ciągnął się tylko las.
       - Jak dojedziemy to dam Ci znać. – Odparł oschle.
       - Co Ty taki obrażony? Co znowu zrobiłam?
       - Nic, po prostu jestem już zmęczony.
       - Drogą?
       - Też. – Powiedział i przetarł policzek.
       - Czyli jest coś jeszcze. – Brnęłam dalej w temat. – Może ja Cię już zmęczyłam?
       - Nie zmęczyłaś. Po prostu jest mi dziwnie. Tak trochę przykro, że nie chcesz u mnie zamieszkać.
       - Bardzo dobrze wiesz jaki jest powód.
       - Wiem, ale…
       - Nie Martin. Nie ma żadnego ale. Wiesz, że chcę uciec od Kacpra i tego syfu. Zaoferowałeś mi pomoc, więc nie narzekaj.
       - Czy ja narzekam?
       - Tak, cały czas na mnie narzekasz i masz pretensje o wszystko. Zachowujesz się jak typowy facet. Nic do Ciebie nie dociera!
       - Ja się zachowuje normalnie. Chcę Ci zapewnić bezpieczeństwo, a Ty wybrzydzasz.
       - No nie wierzę. Ja wybrzydzam? Martin, Ty cały czas byłeś w Tarnowie, nawet ja Kacper robił ze mną co chciał i nic nie zrobiłeś, więc już przestań gadać, że nagle byłbyś moim bodyguardem, dobrze?
       - Gdybyś mi wcześniej o tym wszystkim powiedziała, to wszystko wyglądałoby inaczej.
       - Może miałam stanąć przed Tobą „ wiesz, Kacper pieprzy mnie każdego wieczora, ale spokojnie jakoś sobie poradzę”, bo serio już Cię nie rozumiem. Myślisz, że o takim czymś mówi się o jak jakiejś najcudowniejszej pod słońcem rzeczy? Martin ja do tej pory mam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu. Ja już nie mam osobowości, nie wiem kim jestem. Nigdy nie dowiesz się jak to jest, kiedy stajesz przed lustrem i widzisz jego łapska na sobie, kiedy weźmiesz kąpiel, a i tak jego zapach czujesz na swoim ciele. Niech to do Ciebie dotrze i przestań mi wypominać, że Ci o tym nie powiedziałam! – Rozpłakałam się, gdy to powiedziałam.
Martin już nic nie powiedział. Jedyne co zrobił to westchnął i zajął się prowadzeniem samochodu.
Straciłam ochotę na jakąkolwiek rozmowę z nim, więc do uszu wcisnęłam słuchawki i włączyłam jedną z najpiękniejszych piosenek ostatniego czasu. Zwrot „Can you believe bad things only happen to me?” *2 od razu sprawił, że w jednej sekundzie wróciły do mnie wszystkie złe wspomnienia. Łzy nadal płynęły, ciężko mi było się uspokoić. Miałam ochotę znaleźć się w Lesznie, poznać tego Grześka i pójść spać, by jak najszybciej zapomnieć o tym dniu.
Wjechaliśmy na niewielkie osiedle. Słońce zachodziło, więc okolica była po prostu malownicza. Słyszałam, że Leszno to piękne miasto, ale nie mogłam uwierzyć, że aż tak. Martin zatrzymał samochód na krawężniku chodnika i wyłączył silnik. Popatrzył na mnie, gdy ubierałam kurtkę, aby nie zamarznąć.
       - Będzie Ci tu dobrze.
       - Długo i tak tu nie pomieszkam. – Burknęłam i założyłam szalik.
Martin wysiadł z auta i praktycznie w tym samym czasie z budynku wyszedł chłopak u którego miałam mieszkać.
Nie należał do wysokich, był raczej mojego wzrostu. Drobna postura i zmierzwione włosy dodawały mu trochę uroku. Z takiej odległości nie widziałam jego koloru oczu, natomiast dostrzegłam uroczy uśmiech. Wstydziłam się tam wyjść, ale w końcu musiałam, skoro  miałam u niego mieszkać. Podeszłam do chłopaka, którego czekoladowe oczy spoglądały na mnie. Podał mi dłoń i uśmiechnął się delikatnie.
       - Laura, tak? – Upewnił się. – Jestem Grzesiek. Cieszę się, że w końcu nie będę sam w domu. – Powiedział dla rozluźnienia napiętej między mną, a Vaculikiem atmosfery.
       - Spokojnie, długo tu nie będę. – Powiedziałam i uścisnęłam jego dłoń, po czym wzięłam jedną z walizek.
       - Zengi, weź zamknij drzwi! – Usłyszałam jakiś męski głos.
       - Chodź tu na chwilę. – Odkrzyknął Zengota. – Nie dźwigaj tego sama, pomogę Ci.
       - Non, merci. – Odpowiedziałam po Francusku, co zaskoczyło chłopaka, stojącego dość blisko mnie. – To znaczy „Nie, dziękuję” po Francusku.
       - Trzeba było tak od razu. – Zaśmiał się i wziął ode mnie czarną torbę.
Spojrzałam ponownie w stronę drzwi, a tam stał następny chłopak.
Całkowicie różnił się wyglądem od Grześka. Naprawdę wysoki chłopak, w jeansowych spodniach i klubowej bluzie miał świetnie ułożone włosy, a okulary z czarnymi oprawkami dodawały mu niesamowitego uroku. Gdy szłam za Grześkiem, zatrzymałam się przed chłopakiem.
       - Laura. – Uśmiechnęłam się przyjaźnie.
       - Przemek, miło mi. – Odwzajemnił drobny gest i weszliśmy do mieszkania.
Nareszcie mogłam się w spokoju zagrzać. Siedziałam na brązowej kanapie i wraz z Grześkiem popijałam przygotowaną przez niego herbatę, bo na kawę było za późno. Czułam się nieco skrępowana, będąc z nim na sam, ale dla niego to też jest nowa sytuacja. Miałam nadzieję, że z każdym dniem będzie nam się lżej rozmawiało.
       - Martin dużo mi o Tobie opowiadał. – Przerwał w końcu tą ciszę.
       - Serio?
       - Tak. Powiedział, że masz trochę problemów i potrzebujesz schronienia. Nie pytałem o co chodzi, bo to nie moja sprawa, ale zgodziłem się, bo mówił, że bardzo mu na tym zależy. Ale trochę mnie zaskoczyło, że tu taki przyjaciel, a wyszedł bez pożegnania.
       - Obraził się na mnie. W drodze trochę się pokłóciliśmy. – Odpowiedziałam.
       - Dlaczego?
       - Bo on bardzo chce, żebym u niego zamieszkała, ale po prostu nie mogę. Nie mogę mieszkać w Tarnowie. Może kiedyś Ci opowiem dlaczego. – Wzięłam kolejny, ostatni już łyk napoju. – Przepraszam, ale pójdę się już położyć. Dzień dał mi trochę popalić.
       - Nie ma sprawy. – Wstał z kanapy i zabrał ode mnie kubek. – Wyśpij się.
       - Grzesiek, dziękuję za pomoc. – Uśmiechnęłam się do żużlowca i ruszyłam w stronę przygotowanego dla mnie pokoju. – Dobranoc.
       - Do jutra, dobranoc.
W przytulnym pokoiku stało dosyć duże łózko posłane fioletową pościelą, wielka szafa i niewielka, kremowa kanapa. Obok niej lampa i stolik na jakieś drobne rzeczy. Sporych rozmiarów okno zasłoniłam pasującą pod kolor ścian roletą, po czym zdjęłam duży sweter i bluzkę na ramiączkach. Stałam przed lustrem będącym częścią szafy i patrzyłam na swoje ciało. Miałam ochotę ozdobić je jeszcze jednym tatuażem. Najlepiej na żebrach. Napis, lub jakiś symbol był najlepszym rozwiązaniem. Rozpuściłam intensywnie czerwone włosy, które zakryły mi do połowy plecy, zdjęłam biustonosz oraz reszty garderoby i wskoczyłam w piżamę, na którą składały się krótkie spodenki i duża koszulka.
Wsunęłam się pod kołdrę, włożyłam w uszy słuchawki i myślałam co teraz dzieje się z tatą. Nie było mnie tam, nie wiedział gdzie jestem. Byłam pewna, że następnego dnia jego kariera miała zostać zakończona, ale nie to było dla mnie najważniejsze. Liczyło się dla mnie moje obecne życie i jego dalsze losy.


*1  Duster – Model samochodu (Dacia). Informacja dla osób które nie koniecznie interesują się autami J
*2 „Can you believe bad things only happen to me?” - Fragment z piosenki Hollywood Undead – Believe

 *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  

O ROZDZIALE: Dzień dobry! J Witam się z Wami dopiero drugim rozdziałem, ale mam nadzieję że Wam się spodobał. Coś się zacznie dziać! I mam nadzieję, że nie jest to jakimś problemem, jeśli do Vacula i Gingera dołączą chłopcy z Leszna? J Powiem jeszcze tyle, że ucieczka do Leszna, nie zakończyła problemów Laury. Co będzie się działo dalej? Tego dowiecie się w następnych rozdziałach.
O ŻUŻLU: Wielkie ukłony w stronę zawodników z Gorzowa! Wczoraj pokazali, że na nich w tym sezonie nie ma mocnych! Fantastyczna forma KK, Iversen wraz z Zagarem nie odbiegali od niego ani trochę. Bartek nie bawił się w karatekę, za co chwała mu! No po prostu REWELACJA! Szkoda mi też zawodników z Leszna, ale niestety sam Piotrek i Nicki nie byli w stanie wygrać tego spotkania L Widać było, że uraz przeszkadzał Przemkowi, jakby nie mógł się w ogóle skupić na jeździe, w jednym z biegów strasznie przeszkadzał Zengiemu, a dorobek 3 punktów to potwierdza. Zobaczymy jak dzisiejsze spotkania się potoczą J Liczę na KantorOnline Włókniarz Częstochowa (Boże drogi jak to brzmi -.-) i na Betard Spartę Wrocław, mimo, że wiem jak potoczą się losy tego drugiego spotkania :p

4 komentarze:

  1. Boże, Boże, Boże! Dlaczego jak coś nie idzie po myśli facetowi, to zawsze musi się od razu obrażać? Poważnie. To chyba logiczne było, że Laura nie może zostać w Tarnowie, bo to nic by nie dało. Bardzo dobra decyzja dziewczyny o wyjeździe! Osobiście myślałam, że wybierze Gorzów, ale Leszno też dobre! :P No i oczywiście, że nie jesteśmy źli o dołączenie chłopaków z Unii :D
    Co do meczu Gorzów- Leszno: w końcu zdarłam gardło! Pięć miesięcy na to czekałam! :D No i jeszcze ta genialna jazda naszych *.* wręcz ideolo :D Zmartwiła mnie tylko postawa Przemka, ale to na pewno przez ten upadek w Anglii. Także w następnym meczu pewnie będzie dobrze :)
    Czekam na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  2. O BOŻE JEDYNY! Tyle myśli jezu co mam pisać...KACPER TO ŚWINIA! Nie tylko w opowiadaniu heheheheheh nie lubię gościa XDD No,ale dam mu w pysk,że tak traktuje Laurę. Jednak z drugiej strony...Vacul...ehhhh no nic dodać nic ująć! Czekam na kolejny i oby duuużo sie jeszcze działo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze? Nie moja tematyka, ledwie ogarniam ten sport, chociaż coraz bardziej mnie ciekawi. Ale jakoś tak zaczytałam się w tym opowiadaniu i na pewno nie raz tu wpadnę. No brak słów na Kacpra, a wyrazy niecenzuralne sobie daruję.
    A ten Martin obrażalski jak panienka :D
    Coś czuję, że jeszcze sporo się tu będzie działo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wkręcisz się w speedway i bardzo się cieszę, że mimo to zajrzałaś i Ci się spodobało 💕

      Usuń