Siedziałam naprzeciw młodego
chłopaka. Krótkie, naturalne blond, bardziej zadbane od moich, włosy delikatnie
opadały mu na definitywnie zmartwioną twarz. Przez prawie całą lekcję nie mógł
się na niczym skupić. Nerwowo obracał w dłoni długopis, a gdy o coś pytałam,
jakby dopiero wracał do mniez jakiejś odległej podróży. Kiedy zobaczyłam, że
dalsze męczenie go nie ma sensu, poprawiłam czerwony kucyk, zamknęłam leżącą
przede mną książkę i popatrzyłam na Nathana.
-
Dajmy sobie już spokój, bo widzę, że to dzisiaj nie ma sensu.
-
Bardzo Cię przepraszam, ale nie mam dzisiaj głowy do tego. – Odparł smutno i
zaczesał włosy, po czym wzrok skierował w moją stronę.
-
Coś się stało? – Zapytałam. – Skoro z nauki nici, to może uda mi się pomóc w
inny sposób?
-
Nie, nie trzeba. – Skłamał i posłał mi uśmiech typu „odwal się”.
-
Na pewno?
Chłopak westchnął głęboko, przeleciał wzrokiem po całym
pomieszczeniu, jakby nie chciał, by ktoś tą rozmowę usłyszał i zatrzymał go na
mnie. Czułam, że to nie będzie łatwa rozmowa.
- Chodzi o
to, że wczoraj dowiedziałem się, że moja narzeczona pracuje w klubie ze
striptizem. – Powiedział nieśmiało. – Moi koledzy byli wczoraj na imprezie,
miałem iść z nimi, ale zostałem, bo chciałem być dzisiaj przytomny podczas
spotkania z Tobą. Ale w środku nocy dostałem wiadomość, że moja narzeczona,
Monika ma świetne ciało. Na początku myślałem, że to żart kumpli, ale po paru
minutach dostałem filmik, na którym faktycznie jest Monika. W samych majtkach i
pończochach wygina się przy rurze, a następnie wymachuje tyłkiem na barze przed
obcymi facetami. Po prostu mnie zmroziło. Było i jest mi wstyd. Tylko o to
chodzi. – Opowiedział mi całą historię. – Proszę, nie mów nikomu.
Nie spodziewałam się tego co Nathan mi opowiedział. Widać po
nim było, że wyrzucenie tego z siebie odrobinę mu pomogło, zrobiło mu się jakby
lżej na sercu.
- A Tobie
co mówiła, kiedy wychodziła na noc?
- Że bierze
nocną zmianę w szpitalu, bo pracuje jako dyspozytorka. To, że pracuje w klubie
go-go, nigdy ale to przenigdy by mi do głowy nie przyszło. – Pokręcił z
niedowierzaniem głową. – Teraz nie wiem co mam zrobić.
- Przede
wszystkim to porozmawiaj z nią.
- Niby jak?
Co mam jej powiedzieć? – Zapytał bezradny.
- Najlepiej
prosto z mostu powiedz o co chodzi, bo głupie podchody nic Ci nie dadzą. Jesteście
dorośli, więc po prostu z nią usiądź i pogadaj.
- Ale boję
się jak zareaguje.
- Jeśli Cię
kocha to zastanowi się trzy razy, zanim znowu weźmie nocną zmianę. –
Uśmiechnęłam się, by choć odrobinę go uspokoić.
- Myślisz?
– Zapytał dla pewności. – Ciekawe jak zareaguje.
- O to już
mnie nie pytaj. – Odpowiedziałam. – Napijesz się czegoś?
- Nie, idę
z nią pogadać, póki jeszcze na nockę nie poszła. – Jęknął. – Ile Ci płacę?
- Niczego
Cię nie nauczyłam, a za porady płacić nie musisz. – Uśmiechnęłam się i wstałam
z wygodnego krzesełka. – Jakbyś chciał pogadać, to mój numer masz.
- Serio
mogę do Ciebie dzwonić?
- Jasne.
- Jesteś
świetna. Dzięki. – Otworzył mi drzwi. – Na następne zajęcia przyjdę
przygotowany.
- Trzymam
Cię za słowo. Do usłyszenia. – Pożegnałam się z chłopakiem i poszłam w stronę
parkingu, gdzie zostawiłam auto.
Opatulona szalikiem, w ciepłej kurtce i czapce szłam do
samochodu.
Martin od jego ostatniej wizy
dzwonił do mnie co najmniej trzy razy dziennie. Chyba chciał mi sobą wypełnić
czas. A może po prostu chciał mnie kontrolować, bym nie daj Boże nie spotkała
się z Kacprem. Tamta rozmowa z nim wiele nie dała. Jedyne co, to zbliżyła nas
do siebie ponownie.
Dotarłam na parking, oczywiście
zawalony samochodami. Wypatrzyłam swój samochód i gdy ruszyłam w jego stronę,
zobaczyłam, że ktoś się kręci w pobliżu niego. Z daleka nie widziałam kto to,
dlatego bardzo ostrożnie tam poszłam. Gdy zabrzęczały mi w dłoni kluczyki,
osoba się odwróciła.
-
A Ty nie powinnaś być w domu? – Zapytał.
-
Nie Twoja sprawa. – Odpowiedziałam i otworzyłam samochód, nie patrząc na
Kacpra.
-
Przepraszam za wczoraj. – Powiedział i spojrzał na mnie z miną zbitego psa.
-
W dupę mnie pocałuj.
-
Bardzo chętnie. – Pchnął mnie na samochód i stanął przede mną.
-
Odwal się, daj mi spokój. Mam już dość bycia Twoją zabawką. – Odepchnęłam go i
chwyciłam za klamkę.
-
Posłuchaj! – Kacper szarpnął mnie za ramię i popatrzył w oczy. – Dobrze wiesz, że
jeśli nie będzie tak jak ja chcę, to Twój tatuś straci robotę. O wczorajszej
akcji nie powiedziałem ojcu, ale jeśli dalej będziesz pyskować, to będzie nie
miło. – Powiedział mi do ucha, co sprawiło, że nogi mi się ugięły. Ze strachu.
Wyrwałam się z jego uścisku, pospiesznie wsiadłam do
Dustera*1, którego pożyczyłam od taty i z drżącymi dłońmi przekręciłam
kluczyk w stacyjce.
Chciałam już jak najszybciej
odjechać, by nie patrzeć na Gingera. Bałam się. Ba! Byłam przerażona tym, w
jakim tempie to wszystko się toczyło. Robiło się już niebezpiecznie, ale
musiałam trzymać buzię na kłódkę. Musiałam wszystko zatrzymać dla siebie, by
nie narazić siebie i taty na utratę pracy. Prowadziłam samochód, będąc
kompletnie rozkojarzona. Chciałam już jak najszybciej znaleźć się w domu, by
móc w spokoju usiąść w pokoju i poważnie zastanowić się nad tym, czy nadal chcę
tak żyć. Priorytetem było jak na razie zadzwonienie do Martina.
Wpadłam do mieszkania jak burza,
wciąż nie mogłam opanować emocji, które mną targały po spotkaniu z Kacprem. Gdy
przekroczyłam próg pokoju, słyszałam za sobą wołanie ojca, jednak nie
zareagowałam. Nie miałam siły i ochoty z nim rozmawiać, bo wiedziałam że to on
jest przyczyną moich problemów. Zastanawiałam się tylko jak on mógł na to
wszystko pozwolić. Przecież byłam jego córką, jedynym dzieckiem jakie miał.
Zostaliśmy sami po tym, jak moja matka odeszła zaraz po moich narodzinach. Tata
mi wmawiał, że ona umarła, ale kiedy miałam 17 lat powiedział mi prawdę. Byłam
wpadką, a ona nie chciała sobie zmarnować życia. Zostawiła mnie z tatą, w
nadziei że będę bezpieczna. Może gdyby teraz mnie spotkała, zobaczyła, że jest
naprawdę źle to przyznałaby się przed sobą, że mnie skrzywdziła.
Kurtkę przewiesiłam przez oparcie
biurowego fotela, wzięłam do ręki telefon, w szafie poszukałam innych ubrań i
poszłam do łazienki. Potrzebowałam gorącej kąpieli, musiałam odrobinę
odetchnąć. W pomieszczeniu było ciemno, było tylko jedno, niewielkie okienko i
w dodatku słońce nie świeciło, bo zasłaniały je ciemne chmury. Zapaliłam
światło, puściłam wodę do wanny, usiadłam na brzegu wanny i wybrałam numer
Vaculika. On jedyny mógł mi choć odrobinkę pomóc.
-
Tak? – Zapytał wesoło Słowak.
-
Cześć, masz może czas?
-
Dla Ciebie zawsze. – Odparł rozweselony. – Czuję, że coś się stało.
-
Tak, dlatego chciałabym żebyś do nie wpadł. Nie chcę wychodzić z domu jak na
razie.
-
Dobrze, będę za jakieś pięć minut.
-
Jakby co, to będę w łazience. – Powiadomiłam go i rozłączyłam rozmowę.
Zrzuciłam z siebie ubrania, zmyłam makijaż, przyjrzałam się
licznym tatuażom zdobiące moje ciało i weszłam do wody.
Ciepła para otulała moje
roztrzęsione ciało, a piana dokładnie je zakrywała. W głowie kłębiło mi się
mnóstwo myśli. Bardzo poważnie zastanawiałam się nad wyprowadzką z domu.
Chciałam żyć na własny rachunek, ale bardzo bałam się wizyt Kacpra, bo pewnie
tatuś by mu powiedział gdzie mieszkam. Wtedy już nie byłoby dla mnie rachunku.
Mógłby mnie bić, gwałcić, a i tak nikt by nic nie zrobił. Musiałabym wyjechać
bardzo daleko, uciec stąd, możliwe, że nawet na drugi koniec Polski. Musiałam
rozważyć wszystkie za i przeciw.
Po jakimś czasie rozległo się
pukanie do ciemnych drzwi. Wiedziałam, że to Martin. Nie ruszając się z wanny,
zaprosiłam go do środka. Chłopak z uśmiechem wszedł do pomieszczenia, zakluczył
drzwi i kucnął przy brzegu wanny.
-
Co się stało? Dlaczego płaczesz? – Zauważył łzy na moich policzkach i nie
omieszkał zapytać o mój stan.
-
Mam dość, boję się. Nie chcę tutaj być. – Powiedziałam i przytuliłam się do kolan.
– Byłam dzisiaj na tych korepetycjach i jak wracałam do domu, spotkałam go.
Powiedział, że jeśli nie będę mu posłuszna to będzie nie ciekawie. Szarpał
mnie, był po prostu obrzydliwy. Boję się. Nie czuję się ani trochę bezpieczna,
nawet we własnym domu. Chcę się stąd wynieść, choćby na koniec Polski. Jak
najdalej od niego. – Z moich ust popłynął potok słów.
-
Laura, ja Ci od samego początku powtarzam, że powinnaś się stąd wynieść i to
jak najszybciej. – Martin położył dłoń na moim nagim ramieniu.
-
Jeszcze parę dni temu tak o tym nie myślałam, bo miałam nadzieję że będzie w
miarę okej, ale po dzisiejszej akcji mam dość. To nie na moją psychikę.
-
Pójdź na policję i powiedz, że on Ci grozi.
-
Oszalałeś!? Po pierwsze zniszczę mu karierę, po drugie tata…
-
Ciągle tylko „tata” i „tata”. Czy Ty nie widzisz, że on ma gdzieś Twoje
uczucia? Dla niego liczy się robota i widzi, że dzięki Tobie ją robi! – Wylał
mi na głowę przysłowiowy kubeł zimnej wody.
Popatrzyliśmy sobie w oczy. Miał rację i to stu procentową,
ale bałam się pogorszenia rodzinnych kontaktów. To było dla mnie najważniejsze.
- Pomożesz
mi poszukać jakiegoś mieszkania?
- Nie.
- Okej. –
Odparłam zaskoczona.
-
Zamieszkasz u mnie.
- Daj
spokój, muszę żyć na własny rachunek.
- Ale
potrzebujesz anioła stróża i ja nim będę. – Uśmiechnął się, starając załagodzić
trochę sytuację.
- Nie chcę,
żebyś miał przeze mnie problemy.
- Ale nie
zostawię Cię samej. – Powiedział i wyciągną z wody moją dłoń, by bezpiecznie ją
chwycić.
- Dziękuję,
że jesteś.
- Nie
musisz dziękować. – Pogłaskał mnie po policzku.
Zrobiło mi się gorąco. I to nie przez wodę, ale tak od
serca. Znowu poczułam, że mu na mnie zależy, że może być dobrze. Przy nim
czułam się bezpieczna.
Patrzył mi w oczy i ostrożnie
zbliżył swoja twarz ku mojej. W myślach krzyczałam „no pocałuj mnie wreszcie” i
tak się stało. Usta Martina znalazły się na moich. Przeszedł mnie
najprzyjemniejszy dreszcz ostatnich miesięcy. Czułam się jak nastolatka, która
robi coś całkowicie zakazanego. Martin wykorzystał chwilę mojego strachu, ale
nie miałam mu tego za złe. Jemu jedynemu mogłam zaufać.
-
Kocham Cię, nie wiem czy o tym wiesz. – Wyszeptał trzymając mą twarz w
dłoniach.
-
Martin nie rób tego. Nie kochaj mnie. Ja nie chcę, żebyś przeze mnie i tą całą
akcję cierpiał. Nie chcę Cię w to mieszać. – Odparłam z żalem w sercu.
-
Ja się nie boję. Dam sobie radę, dla mnie liczysz się Ty i Twoje szczęście.
Jestem facetem i nie mogę Cię zostawić.
-
Nie wiesz co mówisz.
-
Daj spokój, wiem co robię, a teraz wychodź, pakuj się i jedziemy do mnie.
-
Nie Martin, nie jadę do Ciebie. Szukam sobie mieszkania jak najdalej stąd.
-
Jesteś tego pewna?
-
Jak diabli.
-
To chociaż chodź do mnie na parę dni, dopóki czegoś nie znajdziesz. –
Zaproponował rozczarowany moja decyzją.
-
Nie. – Odpowiedziałam stanowczo.
Martin był zły, widać to było po nim, ale musiał mnie
zrozumieć. W Tarnowie nie byłam bezpieczna, bo Kacper by mnie znalazł, a poza
tym domyśliłby się, że jestem u Vaculika i naraziłabym też jego na jakieś
niepotrzebne jazdy.
Zarzuciłam na siebie czarne
jeansy, bluzkę Vengeance University, rozpuściłam włosy i poszłam do Martina,
który siedział na łóżku. Wiedziałam, że zadałam mu ból, mówiąc to wszystko, ale
powinien zrozumieć, że to dla jego dobra. Mi nie było łatwo, zwłaszcza, że
widziałam jak nasz kontakt się poprawia. Nie odzywałam się, bo widziałam, że
rozmowa ze Słowakiem nie ma dalszego sensu.
-
Gdzie chcesz zamieszkać?
-
Zastanawiałam się nad Gorzowem, albo Częstochową.
-
Rozumiem. – Powiedział ponuro.
-
Ale to nie zmienia faktu, że nie chcę z Tobą utrzymywać kontaktu, naprawdę. –
Uśmiechnęłam się do żużlowca, który odwrócił głowę. – Uwierz mi, to nie jest
tak, że nie chcę z Tobą mieszkać, czy coś. Po prostu nie czuję się bezpieczna w
Tarnowie i chcę uciec jak najdalej stąd.
- To zabiorę Cię na Słowację.
- Wybij to sobie z głowy. To nie
wchodzi w grę. – Sprowadziłam chłopaka brutalnie na ziemię. – Chcę zostać w
Polsce, ale nie tutaj.
- A ja chcę być z Tobą i przy
Tobie. – Głos Martina stawał się coraz błagalniejszy. – Nie chcę być daleko,
gdy będzie Ci się działa krzywda, bo wiem że Ci nie pomogę.
- A teraz, nawet gdy jesteś tuż
przy mnie, to pomagasz mi gdy wpada do mnie Kacper i pieprzy niczym lalkę z
sex-shopu?
Vaculik opuścił głowę, pokręcił przecząco głową i ponownie popatrzył
na mnie.
- Nie, dlatego chcę być przy
Tobie, by już nigdy Cię nie wykorzystał. – Złapał mnie za dłoń. – Porozmawiaj z
ojcem o tym wszystkim i zabiorę Cię do siebie.
- Boję się jego reakcji. Nie wiem
co mam mu powiedzieć
- Powiedz mu wprost jaka jest
sytuacja. Poza tym masz 21 lat i możesz pójść na policję, powiedzieć im jaka
jest sytuacja i będziesz miała spokój.
- Czy Ty siebie słyszysz? Miałabym
na własnego ojca na policję donosić?
- To jest potwór, a nie ojciec.
Laura proszę przejrzyj na oczy.
Nasze spojrzenia się spotkały. Martin miał rację, ale pomysł
z policją to było pudło. Mimo tego jak mnie traktował to mój ojciec. Może
faktycznie rozmowa w dałaby jakiś skutek, bo od kiedy to się zaczęło, to nigdy
nie odważyłam się odezwać.
- Jutro z nim pogadam.
- Nie Laura, albo dzisiaj to
zrobisz albo ja wychodzę i wtedy rób co chcesz. – Martin wstał z łóżka i stanął
przede mną.
- Ty mi stawiasz jakieś pieprzone
ultimatum?
- Nie, po prostu Cię proszę żebyś
to rozwiązała. Albo sam to zrobię.
- Martin nie pomagasz mi. –
Jęknęłam, po czym podeszłam do niego. – Proszę, daj mi trochę czasu.
- Laura, ale ile to jeszcze może
trwać? – Położył dłoń na moim bladym policzku.
- Nie wiem. Ale daj mi czas.
Vaculik zrobił krok w moja stronę. Nie potrafił utrzymać ze
mną kontaktu wzrokowego dłużej niż 10 sekund.
- Pójdziesz ze mną do taty?
- Oczywiście. – Odparł
entuzjastycznie i chciał mnie pocałować lecz odwróciłam głowę, po czym wyszłam
z pokoju, trzymając Martina za rękę.
Szłam z Vaculikiem korytarzem. Trzęsłam
się jak diabli i Martin to chyba wyczuł, bo objął mnie w pasie. Uśmiechnęłam
się pod nosem i gdy usłyszałam grający w salonie telewizor, zatrzymałam się
przed progiem. Wzięłam głęboki oddech, popatrzyłam na żużlowca i weszliśmy.
- Tatuś, musimy pogadać. – Powiedziałam
i usiadłam na fotelu, a Martin stanął tuż obok mnie.
- Co jest? – Zapytał i przyciszył
telewizor.
Kiedy popatrzyłam na tatę po prostu się wystraszyłam. Jakieś
3 minuty temu byłam pewna że postawię się, ale kiedy popatrzyłam na jego wojowniczą
twarz i wrogość jaką pałał do Martina, to po prostu stchórzyłam. W gardle
momentalnie mi zaschło i nie potrafiłam nic powiedzieć. Słowak popatrzył na
mnie i poklepał po ramieniu jakby chciał powiedzieć „dasz radę”.
- Ja tak
dłużej nie mogę. – Powiedziałam podnosząc wzrok na ojca. – Nie będę dłużej
pośrednikiem na drodze do Twojej kariery.
- Nie
przesadzaj. – Machnął ręką i odwrócił wzrok w stronę telewizora.
- Widzisz
to nie ma sensu. – Szepnęłam do Martina.
- Może pan
posłucha Laury? Byłoby miło. – Zainterweniował Słowak.
- Nie
wtrącaj się. – Odparł oburzony.
- Tato on
ma rację! Posłuchaj mnie chodź przez chwilę! Mam już dość, rozumiesz? –
Krzyknęłam.
- Laura
przecież dobrze wiesz, że obydwoje żyjemy za moja pensję, a Ty ułatwiasz
wszystko, więc skończ pierdolić, dobrze?
- Wiesz co?
Od dzisiaj szukaj roboty, bo ja mam już dość! Wynoszę się stąd, rozumiesz?
- Nawet nie
próbuj. – Ojciec wstał, po czym zrobiłam to samo.
- Ja nie
spróbuję. Ja to zrobię. – Powiedziałam stanowczym tonem, spoglądając mu głęboko
w oczy.
Pierwszy raz powiedziałam mu co tak naprawdę sądzę.
Postawiłam mu się i byłam z tego dumna. Nie potrafiłam mu wcześniej tego
powiedzieć, ale kiedy miałam przy sobie Martina, wszystko stawało się jakby
łatwiejsze.
- Jak
chcesz robić karierę, to sam wypinaj się Kacprowi, ja nie mam zamiaru być
dłużej jego dziwką! – Krzyknęłam wychodząc z pomieszczenia.
Emocje dopiero teraz zaczęły we mnie wzbierać. Teraz dopiero
byłam gotowa krzykiem wypomnieć mu wszystkie krzywdy.
Martin stał przy oknie i patrzył
jak nerwowo wpycham ciuchy do walizek. Teraz musiałam się tylko zastanowić
dokąd miałabym się udać. Tarnów nie był dobrym miejscem, by kontynuować tu
życie. Musiałam odnowić stare kontakty, by gdzieś się na jakiś czas zatrzymać.
-
Martin, mam prośbę. – Usiadłam skrzyżnie przy walizce.
-
Słucham.
-
Pożyczyłbyś mi tysiąc złotych na jakiś drobny start? – Zapytałam nieśmiało. –
Mam jeszcze trochę swoich oszczędności więc powinnam dać sobie radę. Jak będę
już pracowała, to Ci oddam pieniądze. – Zapewniłam go.
-
Oddawać nie musisz, bo na pomoc z mojej strony możesz liczyć. – Powiedział uśmiechnięty
po czym poszedł w stronę drzwi. – Poczekaj tu, a ja skoczę po pieniądze do
domu.
-
No dobrze. – Posłałam mu nikły uśmiech i wstałam z miejsca. – Martin.
-
Tak?
-
Dziękuję. Gdyby nie Ty, to nigdy bym się na to nie odważyła. – Przytuliłam się
do żużlowca.
-
Nie musisz mi dziękować, bo to Ty wykazałaś się odwagą. – Pocałował mnie w
czoło i wyszedł z pokoju.
Po skończeniu z walizkami,
rozejrzałam się dookoła. Musiałam pogrzebać wszystkie wspomnienia związane z
tym miejscem. Te pozytywne jak i te negatywne. Miałam nadzieję, że nowe miasto,
nowe życie będzie lepsze. Jednego byłam pewna, od Kacpra tak szybko się nie
uwolnię. On będzie wszędzie. Na zawodach, będzie przyjeżdżał „do kumpli”,
zawsze będzie miał jakiś pretekst. Nienawidziłam go z całego serca. Nie
potrafiłam wymazać tych wszystkich chwil w których wykorzystywał mnie,
krzywdził, kiedy nikt nie przychodził mi z pomocą. Nie raz bywało tak, że tata
siedział oglądając telewizję, kiedy w moim pokoju Ginger po prostu mnie robił
to na co miał tylko ochotę. Tego co ja przechodziłam, nie życzyłam nawet
największemu wrogowi.
Martin wraz z pieniędzmi zjawił
się w chwili, gdy zanosiłam rzeczy przed drzwi. O dziwo nie miałam jakiegoś
sentymentu. Nie było mi przykro, że opuszczam to miejsce. Było mi lżej, niż
kiedykolwiek. Czułam się cudownie.
-
Dokąd jedziemy? – Zapytał Słowak.
-
Muszę pomyśleć. – Oparłam się o jego samochód.
-
Mam pomysł.
-
Słucham.
-
Mogę Cię podrzucić do mojego kolegi. Podejrzewam, że się ucieszy z towarzystwa.
-
Co to za kolega.
-
Grzesiek Zengota.
-
Chcesz mnie zawieźć do osoby, którą znam tylko z opowiadań, zawodów i zdjęć?
Czyli po prostu chcesz nie wystawić na kolejne niebezpieczeństwo? Dziękuję Ci
bardzo za taką pomoc. – Oburzyłam się.
-
Laura, uwierz mi, że Grzesiek Ci nic nie zrobi. Jest zbyt nieśmiały, dlatego
jemu można zaufać.
-
Kacper na samym początku był też bardzo nieśmiały.
Vaculik spojrzał na mnie pytająco, a ja odwróciłam wzrok. Może
rzeczywiście podrzucenie mnie Zengocie to było dobre rozwiązanie? Ja byłam
pewna, że długo tam nie pomieszkam. Nie chciałam siedzieć na głowie osobie,
której nie znałam. Poza tym, chciałam rozpocząć życie od fundamentów. Musiałam
nauczyć się radzić sobie sama, a teraz nadarzyła się ku temu fantastyczna
okazja.
Siedziałam grzecznie na fotelu i
czekałam tylko na to, by wysiąść z samochodu, trochę się przewietrzyć i
rozprostować kości, jednak Martin chciał jak najszybciej dotrzeć do celu. W
sumie nie dziwiłam się. Miałam wrażenie, że powoli staję się dla niego
ciężarem. Niby ze stoickim spokojem podchodził do moich fochów i
niezdecydowania, ale gdzieś w jego oczach widziałam, że moja obecność staje się
już zbędna.
-
Daleko jeszcze? – Zapytałam spoglądając w szybę, za którą ciągnął się tylko
las.
-
Jak dojedziemy to dam Ci znać. – Odparł oschle.
-
Co Ty taki obrażony? Co znowu zrobiłam?
-
Nic, po prostu jestem już zmęczony.
-
Drogą?
-
Też. – Powiedział i przetarł policzek.
-
Czyli jest coś jeszcze. – Brnęłam dalej w temat. – Może ja Cię już zmęczyłam?
-
Nie zmęczyłaś. Po prostu jest mi dziwnie. Tak trochę przykro, że nie chcesz u
mnie zamieszkać.
-
Bardzo dobrze wiesz jaki jest powód.
-
Wiem, ale…
-
Nie Martin. Nie ma żadnego ale. Wiesz, że chcę uciec od Kacpra i tego syfu.
Zaoferowałeś mi pomoc, więc nie narzekaj.
-
Czy ja narzekam?
-
Tak, cały czas na mnie narzekasz i masz pretensje o wszystko. Zachowujesz się
jak typowy facet. Nic do Ciebie nie dociera!
-
Ja się zachowuje normalnie. Chcę Ci zapewnić bezpieczeństwo, a Ty wybrzydzasz.
-
No nie wierzę. Ja wybrzydzam? Martin, Ty cały czas byłeś w Tarnowie, nawet ja
Kacper robił ze mną co chciał i nic nie zrobiłeś, więc już przestań gadać, że
nagle byłbyś moim bodyguardem, dobrze?
-
Gdybyś mi wcześniej o tym wszystkim powiedziała, to wszystko wyglądałoby
inaczej.
-
Może miałam stanąć przed Tobą „ wiesz, Kacper pieprzy mnie każdego wieczora,
ale spokojnie jakoś sobie poradzę”, bo serio już Cię nie rozumiem. Myślisz, że
o takim czymś mówi się o jak jakiejś najcudowniejszej pod słońcem rzeczy?
Martin ja do tej pory mam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu. Ja już nie
mam osobowości, nie wiem kim jestem. Nigdy nie dowiesz się jak to jest, kiedy
stajesz przed lustrem i widzisz jego łapska na sobie, kiedy weźmiesz kąpiel, a
i tak jego zapach czujesz na swoim ciele. Niech to do Ciebie dotrze i przestań
mi wypominać, że Ci o tym nie powiedziałam! – Rozpłakałam się, gdy to
powiedziałam.
Martin już nic nie powiedział. Jedyne co zrobił to westchnął
i zajął się prowadzeniem samochodu.
Straciłam ochotę na jakąkolwiek
rozmowę z nim, więc do uszu wcisnęłam słuchawki i włączyłam jedną z
najpiękniejszych piosenek ostatniego czasu. Zwrot „Can you believe
bad things only happen to me?” *2 od razu sprawił,
że w jednej sekundzie wróciły do mnie wszystkie złe wspomnienia. Łzy nadal
płynęły, ciężko mi było się uspokoić. Miałam ochotę znaleźć się w Lesznie,
poznać tego Grześka i pójść spać, by jak najszybciej zapomnieć o tym dniu.
Wjechaliśmy na niewielkie
osiedle. Słońce zachodziło, więc okolica była po prostu malownicza. Słyszałam,
że Leszno to piękne miasto, ale nie mogłam uwierzyć, że aż tak. Martin
zatrzymał samochód na krawężniku chodnika i wyłączył silnik. Popatrzył na mnie,
gdy ubierałam kurtkę, aby nie zamarznąć.
-
Będzie Ci tu dobrze.
-
Długo i tak tu nie pomieszkam. – Burknęłam i założyłam szalik.
Martin wysiadł z auta i praktycznie w tym samym czasie z
budynku wyszedł chłopak u którego miałam mieszkać.
Nie należał do wysokich, był
raczej mojego wzrostu. Drobna postura i zmierzwione włosy dodawały mu trochę
uroku. Z takiej odległości nie widziałam jego koloru oczu, natomiast
dostrzegłam uroczy uśmiech. Wstydziłam się tam wyjść, ale w końcu musiałam,
skoro miałam u niego mieszkać. Podeszłam
do chłopaka, którego czekoladowe oczy spoglądały na mnie. Podał mi dłoń i
uśmiechnął się delikatnie.
-
Laura, tak? – Upewnił się. – Jestem Grzesiek. Cieszę się, że w końcu nie będę
sam w domu. – Powiedział dla rozluźnienia napiętej między mną, a Vaculikiem
atmosfery.
-
Spokojnie, długo tu nie będę. – Powiedziałam i uścisnęłam jego dłoń, po czym
wzięłam jedną z walizek.
-
Zengi, weź zamknij drzwi! – Usłyszałam jakiś męski głos.
-
Chodź tu na chwilę. – Odkrzyknął Zengota. – Nie dźwigaj tego sama, pomogę Ci.
-
Non, merci. – Odpowiedziałam po
Francusku, co zaskoczyło chłopaka, stojącego dość blisko mnie. – To znaczy
„Nie, dziękuję” po Francusku.
-
Trzeba było tak od razu. – Zaśmiał się i wziął ode mnie czarną torbę.
Spojrzałam ponownie w stronę drzwi, a tam stał następny
chłopak.
Całkowicie różnił się wyglądem od
Grześka. Naprawdę wysoki chłopak, w jeansowych spodniach i klubowej bluzie miał
świetnie ułożone włosy, a okulary z czarnymi oprawkami dodawały mu
niesamowitego uroku. Gdy szłam za Grześkiem, zatrzymałam się przed chłopakiem.
-
Laura. – Uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-
Przemek, miło mi. – Odwzajemnił drobny gest i weszliśmy do mieszkania.
Nareszcie mogłam się w spokoju
zagrzać. Siedziałam na brązowej kanapie i wraz z Grześkiem popijałam
przygotowaną przez niego herbatę, bo na kawę było za późno. Czułam się nieco
skrępowana, będąc z nim na sam, ale dla niego to też jest nowa sytuacja. Miałam
nadzieję, że z każdym dniem będzie nam się lżej rozmawiało.
-
Martin dużo mi o Tobie opowiadał. – Przerwał w końcu tą ciszę.
-
Serio?
-
Tak. Powiedział, że masz trochę problemów i potrzebujesz schronienia. Nie
pytałem o co chodzi, bo to nie moja sprawa, ale zgodziłem się, bo mówił, że
bardzo mu na tym zależy. Ale trochę mnie zaskoczyło, że tu taki przyjaciel, a
wyszedł bez pożegnania.
-
Obraził się na mnie. W drodze trochę się pokłóciliśmy. – Odpowiedziałam.
-
Dlaczego?
-
Bo on bardzo chce, żebym u niego zamieszkała, ale po prostu nie mogę. Nie mogę
mieszkać w Tarnowie. Może kiedyś Ci opowiem dlaczego. – Wzięłam kolejny,
ostatni już łyk napoju. – Przepraszam, ale pójdę się już położyć. Dzień dał mi
trochę popalić.
-
Nie ma sprawy. – Wstał z kanapy i zabrał ode mnie kubek. – Wyśpij się.
-
Grzesiek, dziękuję za pomoc. – Uśmiechnęłam się do żużlowca i ruszyłam w stronę
przygotowanego dla mnie pokoju. – Dobranoc.
-
Do jutra, dobranoc.
W przytulnym pokoiku stało dosyć
duże łózko posłane fioletową pościelą, wielka szafa i niewielka, kremowa
kanapa. Obok niej lampa i stolik na jakieś drobne rzeczy. Sporych rozmiarów
okno zasłoniłam pasującą pod kolor ścian roletą, po czym zdjęłam duży sweter i
bluzkę na ramiączkach. Stałam przed lustrem będącym częścią szafy i patrzyłam
na swoje ciało. Miałam ochotę ozdobić je jeszcze jednym tatuażem. Najlepiej na
żebrach. Napis, lub jakiś symbol był najlepszym rozwiązaniem. Rozpuściłam intensywnie
czerwone włosy, które zakryły mi do połowy plecy, zdjęłam biustonosz oraz
reszty garderoby i wskoczyłam w piżamę, na którą składały się krótkie spodenki
i duża koszulka.
Wsunęłam się pod kołdrę, włożyłam
w uszy słuchawki i myślałam co teraz dzieje się z tatą. Nie było mnie tam, nie
wiedział gdzie jestem. Byłam pewna, że następnego dnia jego kariera miała
zostać zakończona, ale nie to było dla mnie najważniejsze. Liczyło się dla mnie
moje obecne życie i jego dalsze losy.
*1 Duster – Model samochodu (Dacia). Informacja
dla osób które nie koniecznie interesują się autami J
*2 „Can you believe bad things only happen to me?” - Fragment z
piosenki Hollywood Undead – Believe
* * * * * * *
* * * * * * * * * *
* * * * * * * * * *
* *
O ROZDZIALE: Dzień
dobry! J Witam się z Wami dopiero drugim rozdziałem, ale mam
nadzieję że Wam się spodobał. Coś się zacznie dziać! I mam nadzieję, że nie jest
to jakimś problemem, jeśli do Vacula i Gingera dołączą chłopcy z Leszna? J Powiem jeszcze tyle,
że ucieczka do Leszna, nie zakończyła problemów Laury. Co będzie się działo
dalej? Tego dowiecie się w następnych rozdziałach.
O ŻUŻLU: Wielkie
ukłony w stronę zawodników z Gorzowa! Wczoraj pokazali, że na nich w tym
sezonie nie ma mocnych! Fantastyczna forma KK, Iversen wraz z Zagarem nie
odbiegali od niego ani trochę. Bartek nie bawił się w karatekę, za co chwała
mu! No po prostu REWELACJA! Szkoda mi też zawodników z Leszna, ale niestety sam
Piotrek i Nicki nie byli w stanie wygrać tego spotkania L Widać było, że uraz
przeszkadzał Przemkowi, jakby nie mógł się w ogóle skupić na jeździe, w jednym z
biegów strasznie przeszkadzał Zengiemu, a dorobek 3 punktów to potwierdza.
Zobaczymy jak dzisiejsze spotkania się potoczą J
Liczę na KantorOnline Włókniarz Częstochowa (Boże drogi jak to brzmi -.-) i na
Betard Spartę Wrocław, mimo, że wiem jak potoczą się losy tego drugiego
spotkania :p
Boże, Boże, Boże! Dlaczego jak coś nie idzie po myśli facetowi, to zawsze musi się od razu obrażać? Poważnie. To chyba logiczne było, że Laura nie może zostać w Tarnowie, bo to nic by nie dało. Bardzo dobra decyzja dziewczyny o wyjeździe! Osobiście myślałam, że wybierze Gorzów, ale Leszno też dobre! :P No i oczywiście, że nie jesteśmy źli o dołączenie chłopaków z Unii :D
OdpowiedzUsuńCo do meczu Gorzów- Leszno: w końcu zdarłam gardło! Pięć miesięcy na to czekałam! :D No i jeszcze ta genialna jazda naszych *.* wręcz ideolo :D Zmartwiła mnie tylko postawa Przemka, ale to na pewno przez ten upadek w Anglii. Także w następnym meczu pewnie będzie dobrze :)
Czekam na kolejny :D
O BOŻE JEDYNY! Tyle myśli jezu co mam pisać...KACPER TO ŚWINIA! Nie tylko w opowiadaniu heheheheheh nie lubię gościa XDD No,ale dam mu w pysk,że tak traktuje Laurę. Jednak z drugiej strony...Vacul...ehhhh no nic dodać nic ująć! Czekam na kolejny i oby duuużo sie jeszcze działo!
OdpowiedzUsuńSzczerze? Nie moja tematyka, ledwie ogarniam ten sport, chociaż coraz bardziej mnie ciekawi. Ale jakoś tak zaczytałam się w tym opowiadaniu i na pewno nie raz tu wpadnę. No brak słów na Kacpra, a wyrazy niecenzuralne sobie daruję.
OdpowiedzUsuńA ten Martin obrażalski jak panienka :D
Coś czuję, że jeszcze sporo się tu będzie działo :)
Mam nadzieję, że wkręcisz się w speedway i bardzo się cieszę, że mimo to zajrzałaś i Ci się spodobało 💕
Usuń